Posted on: 16 stycznia 2013 Posted by: Aleksandra Francuz Comments: 0

Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma opublikował przechowywany w zbiorach od roku 1958 „Dziennik” Reni Knoll. Opowieść tak edytorsko przygotowaną (z udostępnioną na stronie www.jewishinstitute.org.pl fotokopią rękopisu), aby pozwoliła oddać fakturę przeszłości. Kartka w kartkę zeszytu w linię objąć Zagładę.

Pisany przez trzynastoletnią dziewczynkę pochodzenia żydowskiego w okresie od 16 maja 1940 do 1 września 1941 roku osadza w doświadczeniu głęboko ludzkim: przeżywaniu miłości i śmierci. Emocjonalny rejestr zakochań, tęsknot, wrażeń z lektur, rozmów i pierwszych prób pisarskich to nic innego jak „pisanie siebie” na tle rozgrywających się – także podczas pobytu w krakowskim getcie – wydarzeń. Niezrozumiałe zhierarchizowanie zdarzeń? W obrębie jednego dnia zapamiętane niespójne i nieprzystające do siebie tematy – wiadomość o utworzeniu „zamkniętej dzielnicy mieszkaniowej żydowskiej” i fascynacja powieścią Zapolskiej – takimi mogą się wydać czytelnikowi, który trwa w oczekiwaniu na wyważone, tj. realizujące swoiste decorum, świadectwo czasów pogardy. Jeśli mówić o Shoah, to nie mówić o znakach codzienności: urodzinach, zasuszonych bratkach, nauce łaciny, fryzurach na wałek i uczesaniu na gładko?

W tym sensie opowieść Reni Knoll zbliża się do relacji Anne Frank, Rutki Laskier czy Miriam Chaszczewackiej, co podkreśla we Wstępie do wydania ŻIH Justyna Kowalska – Leder. Dziecięca materia słowna jest, zdaniem badaczki, „idealnym medium Zagłady”. Pozwala zrozumieć, czym był Holokaust. Budowaniem tożsamości i przezwyciężaniem wykluczenia. W pełni dającym się wyobrazić. Do wysłowienia. Na przekór temu, jak bywa definiowane Shoah  – „zdarzenie bez świadków” (Shoshana Felman).

Dostaje czytelnik „I księgę” diariusza Reni Knoll. Zakrojony na wieloksiąg miał stanowić wstęp do dalszych rozpoznań autorki. Pozostał znakiem XX wieku – „wieku świadectwa” (Felman).

comments

Leave a Comment