Wolność czy samowola?   

 „Jest takie miejsce w świecie jedyne,
Gdzie człowiek ceni każdą godzinę,
Gdzie każda chwila, każda minuta
To dar od Boga, ślebody nuta.(…)”.

 

Migocące w słońcu kryształki na gałęziach smreków wzdłuż białej od śniegu drogi. Krajobraz jak z baśni. Drogą idzie duża grupa młodzieży ze swoimi nauczycielami. Byli na mszy w łopuśniańskim kościele, a teraz zmierzają na obiad w stronę „Natanela”. W Łopusznej „spotkali się” po raz pierwszy z przyszłym patronem swych szkół – nieżyjącym od pół roku księdzem Józefem Tischnerem. Przewodnikiem tego szczególnego spotkania jest najmłodszy brat Księdza – Kazimierz.

„Mały kościółek Pachnie lasem i miłością.
Tu wyrósł wielki ksiądz i filozof.
W oddali strzeliste Tatry.
To one uczyły go rosnąć do nieba.(…)”

 

– napisała jedna z gimnazjalistek uczestniczących w spotkaniu. Wierszy było więcej. Motto to fragment jednego z nich. Powstały podczas lekcji polskiego.

Jeszcze inne, wzruszające, pełne wdzięczności słowa — odpowiedź na to, co czuli i przeżywali młodzi ludzie w rodzinnej wsi Księdza Profesora w styczniu 2001 roku:

„Kiedy patrzę na tę twarz roześmianą,
Utwierdzam się w przekonaniu,
Że tylko szczęśliwi niosą szczęście,
Tylko radośni sieją radość,
Tylko mądrzy obdarowują mądrością.
A wszystko bierze początek z miłości do ludzi”.

 

Czy można sugestywniej sportretować księdza Tischnera?

Wspomnienie sprzed prawie dwudziestu lat powraca dziś ze szczególną siłą. Tak zaczęła się nasza związana z księdzem Tischnerem i Łopuszną historia utrwalona w kronikach, na taśmach filmowych, w sercach. Niezapomniane „chrzciny” kolejnych szkół tischnerowskich od Tatr do Bałtyku a nawet ukraińskiego Użgorodu. Spektakle, konkursy: literackie, wokalne, oratorskie, plastyczne; wystawy tematyczne. Publikacje w kwartalniku „Drogami Tischnera”. Młodzieżowe Dni Tischnerowskie organizowane w różnych miastach kraju; współudział w tych odbywających się co rok w Krakowie. Muzyka kapeli z Łopusznej — nieodłączna towarzyszka spotkań tischnerowskiej wspólnoty pod przewodnictwem „ojca” Kazimierza Tischnera. Potem Rekolekcje Tischnerowskie w Ludźmierzu i Łopusznej, konferencje dla nauczycieli w rodzinnej wsi Księdza. Niezliczona liczba uczestników, piękne trwające dziesięciolecia przyjaźnie. Zapamiętany spektakl zrealizowany w dziesiątą rocznicę śmierci Księdza pt. „Józek szkolny”. Uczennica grająca jego matkę ma na sobie oryginalną sukienkę pani Weroniki dostarczoną przez Janinę Tischnerową, a młodzi wokaliści, przy akompaniamencie skrzypiec, rozpoczynają i zamykają spektakl — tradycyjnie — znaną pieśnią: „Grajmy Panu na harfie, grajmy, Panu na cytrze. Chwalmy śpiewem i tańcem cuda te fantastyczne (…)”.

Tak, byliśmy szczęściarzami. Spotkaliśmy na swej drodze Księdza Józefa Tischnera i jego rodzinę. Wędrowaliśmy przez dwadzieścia lat śladami filozofa w sutannie. Czerpaliśmy z jego nauki radość i siłę. Wzmacnialiśmy wiarę. Można było patrzeć z podziwem, jak młodzież otwiera się na słowo Boże. Razem uczyliśmy się dobra i to przyniosło owoce. Nikt ani nic tego nie zmieni.

Dochodzące dziś wiadomości z rodzinnej wsi księdza Tischnera są bolesne. Oto pamięć Internetu uwieczniła wystąpienie 21 listopada 2020 r. księdza profesora Dariusza Oko, także filozofa, wykładowcy Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie, uczelni, gdzie ksiądz Tischner był niegdyś dziekanem Wydziału Filozoficznego. Wykład ten odbył się podczas XII Rekolekcji Góralskich w Łopusznej zatytułowanych: „Scynsno i niescynsno śleboda”.

Przypomina mi się widowisko zrealizowane przez młodzież na podstawie „Filozofii dramatu” i jego kulminacyjny moment wybrzmiewający słowami autora: „Twarz jest ś l a d e m.(…) Twarz, która się objawia mówi: „Nie zabijaj”. Innymi słowy, nie czyń tego, co możesz uczynić z każdym innym bytem – nie zadepcz, nie podcinaj, nie pożeraj, nie płać odwetem(…)” A w finale młodzi aktorzy w rytm magnetyzującej muzyki idą w stronę światła, wznosząc w górę duże czerwone serce.

Po wysłuchaniu wystąpienia rekolekcjonisty, które sprowadzało się w drugiej części wyłącznie do personalnych zarzutów wobec rodziny księdza Tischnera, nasuwa się pytanie: jaki cel ewangeliczny przyświecał tak skonstruowanemu na potrzeby rekolekcji wywodowi? Przecież każdy kierujący się zdrowym rozsądkiem człowiek zauważy, że w zaprezentowanym wykładzie pod szyldem wolności obnaża się pozbawiona hamulców ludzka pycha i samowola.

Jedno wiadomo, że nie zniszczy to Bożych darów w Łopusznej.

Grażyna Drożdż
(polonistka jednego z tischnerowskich gimnazjów)

 

fotografia: Adam Walanus

 „

Dodaj komentarz