Tygodnik subiektywny

Datowany na 27 czerwca 2010 r. “Tygodnik Powszechny” to numer najciekawszy od kilku miesięcy. I nie tylko dlatego, że wyposażony został w dwa dodatki (“Magazyn Literacki” oraz “Słuchajcie Tischnera”).

Pierwszą lekturę nowego numeru “odbywam zawsze w autobusie, w drodze z lub na uczelnię. Okładce (biało-czerwonej) przyglądam się jednak bliżej dopiero teraz. A głosi ona:

“[ ] POLSKA
jest
[ ] ZGODY
trzeba

taki wybór”

Owe “[ ]” przypominają, rzecz jasna, pola na karcie do głosowania – dwie opcje nawiązują zaś do haseł kandydatów, którzy przeszli do II tury wyborów prezydenckich. Skoro Polska (już) jest, a zgody (wciąż) trzeba, to chyba jasnym jest, po której stronie opowiada się “Tygodnik”?

Wątpliwości nie ulega, ku czemu zwraca się we wstępniaku ks. Adam Boniecki (od którego zaczynam lekturę w autobusie). W dowcipnym (choć przecież bardzo serio) tekście przypomina on, że od procentowego rozkładu głosów na poszczególnych kandydatów istotniejsza jest inna liczba, a mianowicie 45,6% uprawnionych do głosowania, którzy do wyborów nie poszli. “Co ich powstrzymało? Grypa? Koklusz? Zapalenie korzonków nerwowych?” – pyta dramatycznie redaktor naczelny.

Od tematów politycznych, którym poświęconych jest wcale dużo tekstów w tym numerze, ciekawsze są jednak inne tematy, jak choćby rozpisane na cztery głosy (Zasady, Tornielliego, Bonieckiego i Nosowskiego) rozważania o sprawie abpa Paetza. Jednak po aktualny “Tygodnik” sięgnąć należy przede wszystkim z powodu dużej dawki kultury.

Lekturę “Magazynu Literackiego” zaczynam, co oczywiście i niepodważalnie słuszne, od felietonu prof. Piotra Śliwińskiego. I przecież nie tylko dlatego, że Profesor to mój krajan, i że lokalno-patriotyczną dumą napełniła mnie jakiś czas temu uwaga pewnej osoby z tygodnikowego kręgu, że w Krakowie bardzo zazdrości się nam Śliwińskiego. A ten, filolog w końcu polski, znów budzi podziw swą językową nonszalancją (by nie rzec: dezynwolturą), tytułując swój felieton “Transformers”, ale i zaskakuje pisownią słowa “seksi”.

Stronę wcześniej “Lektury pobożne” ks. Adama Bonieckiego. Tym razem tylko dwie pozycje – piszę “tylko”, bo od dawna szacunek wzbudza sama ilość książek, które nie tylko przeczytać, ale i przenikliwie zrecenzować potrafi naczelny “Tygodnika”: zwykle “Lektury pobożne” chodzą czwórkami. Uwagę zwraca “dziwna książka”, która na recenzję czekała na biurku ks. Adama cały rok.

Przeglądam “Magazyn Literacki” wstecz, a tam co strona, to interesujący artykuł. Obiecuję sobie wrócić do tekstów o “Kadencji” J. J. Szczepańskiego, o “Wierszach wybranych” A. Zagajewskiego, o śmierci J. Saramago. Zerkam jeszcze na relację z wrzesińskiej “Lekcji czytania”, podpisanej “MP”. Coś mi się kojarzy, zwłaszcza to “MP” (prawie jak: “JP”), mój autobus jednak wkrótce dotrze do celu, odkładam więc “Magazyn” i wracam do głównego grzbietu “Tygodnika”.

A tam wciąż o literaturze. Artykuł o Françoise Sagan jest jednak stanowczo za długi, kartkuję więc dalej (z żalem pozostawiając nieprzeczytaną relację z wystawy “Ars Homo Erotica”), w nadziei na Stalę, od którego przecież powinienem był właściwie zacząć. Trafiam wreszcie na dział z felietonami, ukryty przebiegle nawet nie na przedostatniej, ale na przed- przedostatniej rozkładówce. Rozpacz. Stali nie ma!

Jest za to Ewa Szumańska. Udaje mi się przeczytać tylko pierwszy segment jej felietonu, ten o pamięci. Tak jak Autorkę zainspirował pewien hydrolog, mówiąc o “pamięci rzek”, powracających w czasie powodzi w swe dawno zapomniane koryta, tak mnie inspirują Jej słowa o dniach “Trzech Ogrodników” i “Zimnej Zofii”. Rozważania o ludowych źródłach tych określeń przerywa jednak enuncjacja “Osiedle Sobieskiego”, której nie czyta, niestety, znany aktor sceny poznańskiej (a w Krakowie przystanki zapowiada Anna Dymna…).

Pieczołowicie składam “Tygodnik” na pół i chowam do torby. Jeszcze ze sobą nie skończyliśmy.

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

0 Komentarzy