Test na wiarygodność Kościoła

Rozliczenie z grzechu molestowania seksualnego to wielki test na wiarygodność Kościoła w Polsce. Rozmawialiśmy o tym w zielonogórskim Klubie „Tygodnika Powszechnego”.
Sierpniowe spotkanie zatytułowane było „Po stronie ofiar – pomoc Kościoła osobom skrzywdzonym”, a naszymi gośćmi byli: Marta Titaniec (prezeska Fundacji Świętego Józefa) oraz ks. dr Piotr Studnicki (kierownik biura delegata episkopatu ds. ochrony dzieci i młodzieży).

– Jeśli nie wyjdziemy z tego dobrze, to przestaniemy istnieć. Jeśli nie staniemy realnie po stronie pokrzywdzonych i dogłębnie nie zmierzymy się z tym złem, to Kościół w Polsce zniknie – twierdzi ks. Piotr Studnicki. To opinia nie byle kogo, bo człowieka siedzącego w jądrze spraw, który współpracuje z prymasem abp Wojciechem Polakiem.

Marta Titaniec (zielonogórzanka, tu kończyła I LO) od lat jest mocno zaangażowana w pomoc humanitarną uchodźcom z Ukrainy i Bliskiego Wschodu; bywała w Syrii, Jordanii. Szykanowana w kościelnych instytucjach (Caritas Polska), była na granicy wystąpienia z Kościoła, kiedy od 2018 roku temat wykorzystania seksualnego stał się głośny. Jednak doszła do przekonania: od dawna wierzę Bogu i Kościół ziemski jest dla mnie przeszkodą. Zaangażowała się w powstanie inicjatywy ”Zranieni w Kościele”. Uznała, że tylko będąc w Kościele, można coś w nim naprawić. – „Fundację św. Józefa potraktowałam jak zaproszenie, by jednak zostać. Nie chcę tylko krytykować, chcę współtworzyć zmianę. A żeby to robić, trzeba mieć wpływ”. Poza tym – w jej przekonaniu — winny jest nie tylko Kościół instytucjonalny. Także laikat nie jest bez winy prezentując taką postawę: widzę zło i ludzi pokrzywdzonych, ale milczę dla „dobra” mojego Kościoła.
„Trzeba być wewnątrz, aby coś zmienić” – znam tę argumentację. Mówiąc złośliwie — tak tłumaczyli się różni przyzwoici ludzie ze swojego członkostwa w PZPR. Chcieli naprawiać partię od środka. Mimo że tam idea dawno się wypaliła, oni tego nie dostrzegali lub nie chcieli widzieć i wiedzieć. Marta Titaniec wiary w Boga nie straciła, ale Kościół w Polsce, zwłaszcza instytucjonalny, nie jest zdrowy i systematycznie traci na autorytecie. Próby jego odbudowy kojarzą się z rosyjskim powiedzeniem: „szag wpieriod — dwa nazad”. Patrz niedawno ogłoszone stanowisko Konferencji Episkopatu Polski w kwestii LGBT+ i „leczenia” homoseksualistów.

Dla ks. Piotra Stunickiego jego zaangażowanie w pomoc ofiarom seksualnego molestowania przez księży to działanie ręki opatrzności bądź — w planie realnym — przypadek. Kiedy ks. Studnicki stracił pracę rzecznika kurii w Krakowie, bliżej poznał jezuitę ks. Adama Żaka, który walczył z pedofilią i jak mało kto orientował się w tych problemach (od 2013 roku był bowiem koordynatorem ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski, stworzył Centrum Ochrony Dziecka). Ks. Żak doprowadził do powołania w każdej diecezji swoich odpowiedników, ale co do dalszych działań w kwestii rozliczeń z molestowaniem był dość bezradny i mało skuteczny. Na przykład przez długi czas na stronach internetowych poszczególnych kurii nie figurowały nazwiska osób, do których ofiary molestowań przez księży mogły się zgłaszać.

O pedofilskich skandalach w polskim Kościele prasa pisała od dawna, jednak opinia publiczna mówiła o tym półgębkiem, a oficjalne czynniki milczały. Problem stał się naprawdę głośny po premierze dokumentu Tomasza i Marka Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” w maju 2019. Na YouTube w ciągu niecałych ośmiu dni film został wyświetlony ponad 20 milionów razy. Wydawało się, że ruszy lawina, ale nie ruszyła.
Dopiero po kilku miesiącach, w październiku 2019 r. Konferencja Episkopatu Polski podjęła decyzję o powołaniu Fundacji Świętego Józefa, „której celem ma być pomoc ofiarom pedofilii w Kościele”. Ideę powołania Fundacji poparli prawie wszyscy biskupi. I… znów zapadła cisza.

Według Tomasza Sekielskiego: „Klasa polityczna, w całości, nie zdała egzaminu po filmie »Tylko nie mów nikomu«. Politycy mieli usta pełne wielkich słów, oburzenia, zapewnień, że dobro dzieci jest dla nich najważniejsze, a przez ten rok poza przepychankami politycznymi nic się nie dzieje. Wielu hierarchów i znaczna część kościoła instytucjonalnego, niewiele zrobiła, aby zwrócić się w kierunku ofiar z empatią i zmienić swoje postępowanie”.

W 16 maja 2020 r. odbyła się premiera drugiego dokumentu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”. Do końca dnia film zebrał ponad 1.820.000 wyświetleń w serwisie YouTube.
Film podejmuje kwestię odpowiedzialności za ukrywanie sprawców przestępstw seksualnych przed organami ścigania przez członków Episkopatu Polski. Przedstawiono dowody na to, że biskup Edward Janiak pomimo wiedzy o czynach księdza nie zgłosił jego sprawy do Watykanu, jak nakazuje prawo kościelne. Nie pozbawił też duchownego prawa do pełnienia posługi kapłańskiej. Nadto, według zarządzenia Prokuratury Krajowej prokuratorzy mogą przekazywać dokumentację toczącej się sprawy przedstawicielom Kościoła, co oznacza, że kurie posiadają pełen dostęp do materiałów dowodowych i mogą wykorzystywać tę wiedzę do przygotowania się do procesu.

Po obejrzeniu „Zabawy w chowanego” wstrząśnięty obrazem, szybko zareagował prymas Polski, arcybiskup Wojciech Polak: zwrócił się do Watykanu o wszczęcie postępowania dotyczącego „zaniechania wymaganego prawem działania”. Zaapelował też do dorosłych, by ci „nie kierowali się fałszywą logiką troski o Kościół, skutkującą ukrywaniem sprawców przestępstw seksualnych”.

Niesłychane i gorszące — mówiąc kościelnym językiem — jest to, że Episkopat nie stanął murem w obronie prymasa Wojciecha Polaka, który po zgłoszeniu do Watykanu, zgodnie z prawem, sprawy biskupa Edwarda Janiaka, został przez tego ostatniego publicznie zaatakowany. Biskupi, poza nielicznymi wyjątkami, nabrali wody w usta. W tym przypadku, toutes proportions gardées, przypomina się kapitulacyjna postawa episkopatu, kiedy aresztowano prymasa Wyszyńskiego w 1953 r.

Przemoc seksualna w polskim Kościele długo była ukrywana i ignorowana przez hierarchię Kościoła katolickiego oraz polityków. Liczne prasowe publikacje zbywano milczeniem. Główne telewizje bały się podjąć tematu, opinia publiczna też milczała. Dopiero niezależne filmy dokumentalne braci Sekielskich („Tylko nie mów nikomu” i „Zabawa w chowanego”) wzbudziły mocny odzew publiki, ale niestety nie instytucji państwowych i kościelnych. Ich reakcja była wręcz żółwia, dalece nie zadowalająca oczekiwań ofiar księży oraz ludzi wstrząśniętych ich cierpieniem.

Co Fundacja Świętego Józefa, powołana przez Episkopat i finansowana przez wszystkie diecezje, chce i może zrobić w sprawie grzechu seksualnej przemocy oraz jego zadośćuczynieniu? Czy jej powołanie nie jest tylko listkiem figowym mającym przykryć wieloletnie zaniechania i przestępstwa duchownych? Na razie trudno o tym przesądzać. Fundacja działa zbyt krótko, ledwie parę miesięcy, więc na dwoje babka wróżyła. Na razie fakty są takie, że wpływowe media o. Tadeusza Rydzyka nie tyle zbojkotowały, ile zaatakowały Fundację św. Józefa i publikację plakatu informującego o tym, gdzie mogą zgłaszać się ofiary przemocy seksualnej. Episkopat milczy w sytuacji, kiedy jego dzieło jest publicznie dezawuowane przez redemptorystę.

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Nadchodzące wydarzenia:
Brak nadchodzacych wydarzeń

Koorydnatorzy
Bożena Ostrowska - Koordynatorka
Konrad Stanglewicz - Zastępca Koordynatorki

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas!