„Święty Kościół grzeszników” czy grzeszny Kościół Boga?

 

Często powtarzana formuła: „święty Kościół grzesznych ludzi” jest nieprawdziwa – stwierdził ostatnio publicysta Tomasz Terlikowski (zob. podcast „Pomiędzy”). Czy słusznie?

Gdy zawodzą nie tylko szeregowi chrześcijanie, ale same struktury i urzędy Kościoła – biskupi, czy jeszcze można mówić o świętym Kościele, skoro jest w nim „tyle brudu” (por. Rozważania Drogi Krzyżowej kard. J. Ratzinger, Koloseum,  2005 r.)?

Przymioty Kościoła: jeden, święty, powszechny i apostolski”, pojawiły się w Credo konstantynopolitańskim (381 r.). Za definicją „święty Kościół grzeszników” stoi Karl Rahner († 1984) jeden z największych umysłów teologicznych XX w. Stoimy zatem z jednej strony wobec Symbolu wiary, w którym wyznajemy „święty Kościół”, z drugiej zaś wobec grzeszności, która w ostatnich latach, objawiła się poprzez skandale seksualne, a szczególnie poprzez praktykę zamiatania brudów pod dywan, ochrony raczej sprawców niż ofiar. To wszystko każe nam postawić świętość Kościoła pod znakiem zapytania.

Kwestia świętości obiektywnie nie dotyka fundamentów naszej wiary, bowiem nauka o Kościele nie należy do centralnych prawd wiary chrześcijańskiej. Jednakże problem ten  dotyka samego fundamentu roszczeń Kościoła o jego boskie pochodzenie.

Pytania

Kościół nie jest niczym więcej, niż jest faktycznie. To wspólnota wierzących w Chrystusa. Jaki jest tak opisany Kościół – święty czy grzeszny? Czy definicja zamknięta w słowach: „święty Kościół grzeszników” wytrzymuje próbę jakiej została poddana? Czy w tej definicji nie kryje się próba usprawiedliwienia Kościoła jako instytucji, poprzez przerzucenie winy na jej członków, tak aby sama instytucja pozostała nieskalana? Czy za tym nie kryje się zbyt daleko idąca idealizacja Kościoła? Co właściwie wyznajemy mówiąc „wierzę w święty Kościół?

Święci czyli kto?

Większość listów św. Pawła jako adresatów ma świętych w Rzymie (zob. Rz 1, 7), w Efezie (Ef 1,1), w Filippi (Flp 1,1), w Kolosach (Kol 1,1) itd. W tych samych listach Apostoł nie tylko naucza, ale również niejednokrotnie wytyka błędy, gani i upomina, (zob. 1 Kor, 3,1n; 5,1; 6,1n; 6,12n; 2 Kor 6,11n; Ef 4, 25n; Kol 2,16-22) pytając: Cóż chcecie? Z rózgą mam do was przybyć czy z miłością i z łagodnością ducha ?(1 Kor 4,21) Gdy zatem jest mowa o świętych, nie mamy do czynienia z jakąś formą idealizacji pierwszych gmin według wzorcu, jaki zostawił Łukasz w Dziejach Apostolskich: „jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących” (Dz 4,32 zob. także Dz 2,42n). W pismach Nowego Testamentu nie mamy do czynienia z idealnym Kościołem, ale z takim, jakim był rzeczywiście, ze wszystkimi słabościami i problemami.

Świętość chrześcijańska niewiele albo nic nie ma wspólnego z greckim ideałem doskonałości i polegającej na doprowadzeniu tkwiących w człowieku możliwości do szczytu abstrakcyjnego ideału samorealizacji. Nie chodzi zatem o osobowość samowystarczalną, znajdującą się w apogeum swojego życia, posiadającą pełnię cnót, której dalsze udoskonalenie nie jest już możliwe.

Ten antyczny ideał doskonałości przesiąkł, niestety, w jakiejś mierze do Kościoła i ujawnił się wraz z rozwojem i centralizacją procedur kanonizacyjnych. W tym kontekście „świętym” może być nazwany tylko ten, kto przeszedł pozytywnie weryfikację – proces kanonizacyjny – w którym  heroiczność cnót potwierdzono cudem. Tym samym świętość stała się ideałem, którego dosięgają tylko nieliczni. Święci to już nie Kościół – my, jak w listach św. Pawła, ale nieliczni, wybrani – oni, którzy przekroczyli próg wieczności, wyniesieni do chwały ołtarzy, ci, którzy osiągnęli pełnię cnót i stali się wzorem do naśladowania.

Paweł nazywa członków gmin chrześcijańskich świętymi nie dlatego, że nie ma im nic do zarzucenia, ale dlatego, że są przez Boga umiłowani i powołani (zob. Rz 1,7). Świętość Kościoła zatem nie opiera się na możliwościach jego członków, na ich moralno-religijnych osiągnięciach. Święci zarówno w Starym i Nowym Testamencie to „powołani, wybrani i wierni” (Ap 17, 14b), inaczej mówiąc- oddzieleni przez powołanie i alternatywny sposób życia.

Kościół to ludzie z krwi i kości, którzy grzeszą, upadają i błądzą, ale wciąż podnoszą się i kroczą za Chrystusem. Tak więc święci to wybrani przez Boga ze względu na zadanie, jakie zostaje im powierzone, a które można zamknąć w słowach: „wy jesteście solą dla ziemi … . Wy jesteście światłem świata” (Mt 5,13-14). Świętość chrześcijan, Kościoła, ale i sakramentów nie leży w nich samych, ale całkowicie w Bogu. Tylko Bóg jest Święty. Również kult świętych (łac. veneratio), który może przyjąć postać naśladowania (łac. imitatio), jest w swojej istocie kultem Boga (łac. adoratio) i naśladowaniem Chrystusa. W przeciwnym wypadku staje się formą bałwochwalstwa.

Gdyby szukać w Piśmie Świętym pojęcia, które najlepiej wyraża, kim jest święty, to jest nim termin „dokonały” (gr. téleios) (zob. Mt 5,48), za którym kryje się hebrajskie słowo tāmim, które oznacza „cały”, „niepodzielny”, „kompletny”, „nienaruszony”.

Słowo tāmim wywodzi się z języka liturgii sakralnej i jest używane w Starym Testamencie na określenie nieskazitelności zwierzęcia przeznaczonego na ofiarę, które ma być bez skazy czyli tāmim. Słowo to charakteryzuje również człowieka sprawiedliwego, który wypełnia Torę i kroczy drogą Jahwe zgodnie ze słowami Księgi Rodzaju: „A gdy Abram miał dziewięćdziesiąt dziewięć lat, ukazał mu się Pan i rzekł do niego: ‘Jam jest Bóg Wszechmogący. Służ Mi i bądź nieskazitelny” (Rdz 17,1). Słowa „bądź nieskazitelny” (tāmim) wyrażają z jednej strony prawdę, że Bóg obejmuje władzę nad całym życiem Abrahama, a z drugiej, że on sam dokonał w swoim życiu egzystencjalnego wyboru opowiedzenia się całym swym jestestwem po stronie Boga, odpowiadając na Jego wezwanie. Symbolem, a zarazem egzystencjalnym wyrazem tej zmiany był fakt wyjścia Abrama z dotychczasowego środowiska życia, z Ur chaldejskiego. Autor listu do Hebrajczyków tak streszcza historię Abrahama: „Przez wiarę ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania Bożego, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł, nie wiedząc, dokąd idzie” (Hbr 11,8), był bowiem zdany całkowicie na Boga, co nie oznacza, że nie popełniał błędów i nie szukał swoich dróg i rozwiązań.

Przykazanie miłości, akcentując niepodzielność serca: „Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił” (Pwt 6,5) mówi nie o czym innym, jak o świętości rozumianej jako nieskazitelność. W Nowym Testamencie ilustracją tego przykazania są słowa Jezusa mówiące, że „nie można dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował” (Mt 6,24).

Czy w Kościele współczesnym są święci? Czy są tacy ludzie, którzy nie bez przeszkód wynikających ze swoich słabości i grzeszności dokonali egzystencjalnego wyboru opowiedzenia się po stronie Boga? Takich osób jest z pewnością wiele. Z całą pewnością również i dzisiaj można adresować słowa „do świętych Kościoła w …”.

Ale czy przez to samo Kościół jest święty?

Święty Kościół?

Czym jest wyidealizowany święty Kościół? Czy za takim obrazem nie kryje się największe niebezpieczeństwo dla Kościoła – sprzeniewierzenia się swojej misji i powołaniu, gdy w obronie idei ukrywa się zło, chroni sprawców i odpycha pokrzywdzonych? Gdy „dla dobra Kościoła” jakiejś idei, niszczy się Kościół realnych żywych ludzi.

Jan Paweł II pisząc w encyklice Redemptor hominis wskazał nowy kierunek: „człowiek jest pierwszą drogą, po której winien kroczyć Kościół w wypełnianiu swojego posłannictwa, jest pierwszą i podstawową drogą Kościoła, drogą wyznaczoną przez samego Chrystusa … ” (RH 14). Celem i drogą nie jest jakaś idea Kościoła, ale człowiek w jego realnym historycznym uwarunkowaniu, zwłaszcza w jego cierpieniu, poszukiwaniu sprawiedliwości i prawdy.

Kościół naucza o świętej władzy urzędach i posługach (łac. ordo KKK 1551), zaznaczając jednak, że jest to władza Chrystusa i „wykonywanie tej władzy powinno więc stosować się do wzoru Chrystusa” (tamże). Mówiąc wprost: na tyle jest to władza święta, na ile objawia Chrystusa. Kościół, urzędy posługi, sakramenty nie mają własnej świętości. Cała świętość Kościoła ma swoje źródło w Świętym Bogu.

Jest rzeczą uderzającą, że w Nowym Testamencie nigdy Kościół nie jest nazwany świętym. Nie ma mowy o instytucjonalnej świętości Kościoła, o świętych urzędach,  sakramentach lub miejscach. Moc przepowiadanego słowa, udzielanych sakramentów wynika z świętości Boga. Gdy jest mowa o świętości Kościoła, mówi się o „świętych” – chrześcijanach należących do poszczególnych gmin. Nawet wówczas, gdy przedstawia się Kościół jako „duchową świątynię” (1P 2,5) jest mowa o „żywych kamieniach” którymi są wyznawcy Chrystusa. Gdy jest mowa o „nowym Jeruzalem” (Ap 21,2) zstępującym z nieba, jest mowa o społeczności wierzących w Chrystusa (symbol miasta). Pismo Święte nigdy nie mówi o abstrakcyjnym Kościele o idei, ale zawsze konkretnych ludziach, powołanych przez Chrystusa.

W co właściwie wierzymy wyznając, że Kościół jest święty? O tym, co widzimy w Kościele, czego doświadczamy i czego doświadczały pokolenia nie będę pisał. Historia grzesznego Kościoła jest dobrze udokumentowana od pierwszych prześladowań Żydów w Aleksandrii, przez wyprawy krzyżowe, procesy inkwizycyjne, palenie czarownic, wojny religijne, stosunek do niewolnictwa, do kobiet, do przemocy, aż po kolaborację z totalitarnymi reżimami, nadużycia seksualne i ich ochronę.

Henri de Lubac († 1991) w swojej „Medytacji o Kościele” dostrzegał niejednoznaczność i trudność artykułu wiary: „Wierzę w święty Kościół …”. Wskazywał, że poprzez te słowa bynajmniej nie wyznajemy naszej wiary w Kościół, ale w jego nadprzyrodzone pochodzenie. Wyznajemy zatem, że Kościół  jest dziełem Boga i środkiem naszego uświęcenia. „Wierzymy wreszcie, że Kościół ten istnieje nie dla siebie samego, ale dla Boga” (Medytacji o Kościele, Kraków 1997, s. 31).

Pismo Święte definiuje Kościół, jako „Kościół Boga” (Dz 20, 28). Nie wynika to z faktu, że pierwsi chrześcijanie byli szczególnie wyróżniający się, że nie było pośród nich  nieuczciwości (zob. Dz 5,1n), kupczenia (zob. Dz 8,18), sporów (1 Kor 6,6) …. . Kościół (rozumiany jako członkowie wspólnoty) był nazwany świętym i „Kościołem Boga”, ponieważ to Bóg powołał, pojednał i zjednoczył „rozproszone dzieci Boże” (J 11,52) w jeden lud Boży, w jedno zgromadzenie powołanych (gr. ekklēsia – Kościół od hbr. gahal „zwołanie”). To Jego Słowo było i jest przepowiadane, to On jest jedynym źródłem świętości, to On daje siebie w sakramentach. Kościół jest święty Bogiem, nie ludźmi. „Kościół można nazwać świętym tylko o tyle, o ile został powołany przez Boga jako wspólnota wierzących” (Wacław Hryniewiecz, Credo).

W pewnym uproszczeniu możemy powiedzieć, że świętość Kościoła, jego boskie pochodzenie jest przedmiotem wiary, grzeszność przedmiotem obserwacji (choć grzech jako kategoria teologiczna zakłada wiarę w Boga) – faktem empirycznym. Grzeszności i zła doświadczamy, w świętość wierzymy. Jako chrześcijanie nie przestajemy być grzesznikami i jako tacy jesteśmy Kościołem grzeszników i grzesznym Kościołem. Taki jest stan rzeczywisty, doświadczalny i od tego nie możemy uciec w żadną sofistyczną sztuczkę.

Nie wolno zatem wyodrębniać w Kościele „świętych” spośród „nie świętych”, gdyż jest to jest prosta droga do sekty. Donatyści na początku IV w. po ustaniu prześladowań próbowali wydzielić Kościół świętych i doskonałych spośród grzeszników.

Nie można również wprowadzać rozróżnień pomiędzy „święty Kościół” a grzesznych członków, gdyż nie istnieje Kościół poza członkami. Ten idealistyczny obraz Kościoła był zresztą kamieniem, przez który potknęło się wielu, chcących ratować rzekomo dobre imię Kościoła. Jest on z gruntu sprzeczny z praktyką liturgiczną (lex orandi), bowiem to wyznanie grzechów rozpoczyna każde zebranie Kościoła i jako takie musi mieć wyraz w wierze Kościoła (lex credendi).

W doktrynie luterańskiej mamy rozróżnienie na Kościół duchowy, prawdziwy – „święty” i zewnętrzny, cielesny, grzeszny. Takie rozróżnienie owszem zabezpiecza świętość Kościoła przed skażeniem, ale ignoruje te biblijne obrazy Kościoła, w których jest miejsce dla dobrych i złych (Kościół jako arka Noego chroniąca zwierzęta czyste i nieczyste) lub nowotestamentalne porównanie do pola, na którym rosną rośliny szlachetne i chwasty (zob. przypowieść o chwaście Mt 13,34). Powinniśmy raz na zawsze odrzucić, wymazać z naszej wyobraźni, abstrakcyjny Kościół, skażony platońskim idealizmem i zawsze mieć przed oczami ludzi – Kościół realny, zbudowany z „żywych kamieni”.

„Kościół Boga”, jest to Kościół grzeszny i Kościół grzeszników. To, że Bóg się nad nami grzesznikami pochylił, o nas zatroszczył, powołał, wskazał drogę wybawienia, to prawdziwy cud, to łaska, to znak świętości Boga.

– – –

Orygenes słusznie zauważył, że „przez jeden członek plama rozlewa się na całe ciało” (Homilia do Księgi Jozuego 5,6). Możemy zatem tylko napominać się słowami: „Strzeżmy się przeto, żeby nasz grzech nie stał się raną Kościoła” (Ambroży, De virginitate 8,48), pamiętając o słowach św. Pawła „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć” (1 Kor 1,27), „aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas.” (2 Kor 4, 7).

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas!