Sodomia niegościnności

W Grudniu 2017 r. na łamach „Tygodnika Powszechnego” (zob. https://www.tygodnikpowszechny.pl/sodomia-niegoscinnosci-151219) ukazał się artykuł pt. „Sodomia niegościnności”. Wobec sytuacji, z jaką dzisiaj mamy do czynienia na granicy z Białorusią, przede wszystkim wobec „zalegalizowanej” i stosowanej przez pograniczników praktyki push-back, tekst sprzed czterech lat nabiera szczególnej aktualności.
Również dzisiaj polityka rządu mija się z nauczaniem i oczekiwaniami Episkopatu Polski.

SODOMIA NIEGOŚCINNOŚCI

Michał Rychert
Żyjemy w kraju, w którym biskupi są krytykowani za głoszenie nauki Pisma Świętego. Wyraźnie pokazała to reakcja na wywiad, jaki prymas Polski niedawno udzielił „Tygodnikowi Powszechnemu” („Kościół nie miesza się do polityki”, 17. X. 2017 r.). Dlaczego pomoc uchodźcom nie kojarzy się nam z Ewangelią? Choćby dlatego, że trudno szukać tematu poświęconego cudzoziemcom w szkolnych katechizmach, nie mówi się o nich w homiliach, za to mówią politycy.
W przeciągu ostatnich lat akceptacja społeczna na rzecz otwarcia granic dla uchodźców znacząco spadła. Według badania CBOS z 19 października bieżącego roku aż 57 proc. Polaków jest przeciw przyjmowaniu uchodźców, choć żyjemy w kraju, z którego ok. 2,5 mln osób przebywa na emigracji. Najwyraźniej wystarcza nam chlubna historia gościnnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, podczas gdy dramat ludzi uciekających z kraju ogarniętego wojną staje się nam coraz bardziej obojętny.
Często pojawiającym się argumentem przeciw przyjmowaniu uchodźców jest troska o ochronę tożsamości chrześcijańskiej. Pytanie: czy można ją zachować bez czynów wiary? Kwestią fundamentalną jest poziom formacji religijnej. Jeśli nawet Kościół nie abdykował z formowania sumień, jak przekonywał abp Wojciech Polak na tych łamach, to z całą pewnością kryzys migracyjny obnaża słabą świadomość religijną.
My, chrześcijanie, gdy chcemy czerpać inspirację dla naszych postaw i decyzji, bierzemy do ręki Biblię. Czytamy ją, medytujemy, usiłujemy znaleźć w niej wolę Boga, a gdy ją rozpoznamy, wówczas nasze decyzje przestają być kwestią opinii, gustu, nastrojów społecznych lub trendów politycznych. W posłuszeństwie wiary możemy tylko wyznać: „Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni” (Wj 24, 7). Innymi słowy, przyjmując i realizując nauczanie Biblii, dokonujemy wyboru drogi wiary, odrzucając ją – narażamy własną tożsamość na szwank. Co zatem Biblia ma nam do powiedzenia w sprawie uchodźców, cudzoziemców, imigrantów, obcych?
Cnota gościnności
Pismo Święte obfituje w sceny gościnności. Najbardziej znane to: gościnność Abrahama opisana w rozdziale poprzedzającym zniszczenie Sodomy; gościnność wdowy z Sarepty (1 Krl 17, 8-24); Łazarza i jego sióstr Marii i Marty (Łk 10, 38-42); gościnność Zacheusza (Łk 19, 1-10). Do gościnności zachęca w swoich listach św. Paweł (Rz 15, 7; 1 Tm 3, 2), choć należy uściślić, że w Nowym Testamencie postać cudzoziemca jest marginalna, a temat gościnności koncentruje się na współwyznawcach. Zawsze jednak gościnność była utożsamiana z błogosławieństwem, co w polskiej tradycji zachowało się w powiedzeniu „gość w dom, Bóg w dom”.
W Biblii gościnność jest jedną z cnót sprawiedliwości, która streszcza całą moralność biblijną, i jako taka jest synonimem świętości. Przeciwieństwem sprawiedliwości jest bezbożność.
Na początku był imigrant
Wyznanie wiary Izraela zaczyna się od wspomnienia: „Ojciec mój, Aramejczyk błądzący, zstąpił do Egiptu…” (Pwt 26, 4-5). Słowa te przypominają Izraelowi, że historia zbawienia zaczyna się od uchodźcy, który w posłuszeństwie Bogu opuścił swój dom rodzinny. Zanim został powołany przez Boga, był poganinem, na słowo „wyjdź!” porzucił dom swojego ojca (Rdz 12, 1-4): „wyszedł nie wiedząc dokąd idzie” (Hbr 11, 8). Przez resztę życia był tułaczem.
Abraham pozostaje cudzoziemcem w Kanaan, w Egipcie, w ziemi obiecanej mu przez Boga. Umiera jako właściciel skrawka gruntu, kupionego od Hetytów, aby pochować swoją żonę Sarę i gdzie sam znalazł kres swojej ziemskiej tułaczki (zob. Rdz 23). Z postacią Abrahama związane było błogosławieństwo: „Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył” (Rdz 12, 3). W ten sposób Bóg związał swoją łaskawość z relacją do cudzoziemca.
Historia tułaczki nie kończy się na dziejach Abrahama. Gdy nastał głód, jego syn Izaak udał się do króla filistyńskiego (Rdz 26). Również Jakub z synami stał się imigrantem ekonomicznym. Przybył do Egiptu za chlebem, z czasem kraj ten stanie się dla jego potomków domem niewoli.
Ewangelia dzieciństwa według Mateusza kontynuuje ten temat w historii Jezusa. Czytamy w niej, że Jego rodzice z obawy przed Herodem uciekli do Egiptu. Jezus doświadczył zatem u samego początku losu imigranta i cudzoziemca. Po powrocie z Egiptu Jezus osiedla się na obrzeżach ziemi obiecanej w Galilei, zamieszkiwanej przez pogan. Jako Galilejczyk będzie lekceważony i odrzucony: „Czy może być co dobrego z Nazaretu?” (J 1, 46). W czasie swojej działalności publicznej Jezus ciągle był w drodze, nigdy u siebie, ciągle zdany na gościnę i niegościnę: „Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (Łk 9, 58).
Ostatecznie został odrzucony przez „prawdziwych” Żydów z Judei, przywódców i naród. W Jego męce spełniają się słowa proroka Izajasza: „Wzgardzony, odepchnięty (…), a kto się przejmuje Jego losem” (Iz 53, 3-8). Umiera poza murami miasta, zdradzony i opuszczony przez najbliższych.
Abraham wzorem gościnności
To, co nadało sens życiu Abrahama, jest ściśle związane z gościną, jakiej użyczył obcym pod dębami Mamre. Nie wiedział, kim są i dokąd zmierzają, a jednak, gdy tylko ich dostrzegł, „podążył od wejścia do namiotu na ich spotkanie, oddał im pokłon do ziemi”, nie traktował ich jak intruzów, ale „prosił, aby skorzystali z jego gościny”, jak sługa „podał wodę do obmycia”, nakazał przygotować pieczywo z najczystszej mąki, sam wybrał „piękne i tłuste ciele”, otoczył ich opieką i przyjął jak najlepiej potrafił (zob. Rdz 18, 2-8).
Nagromadzenie tak wielu szczegółów czyni ten opis wzorem gościnności, a Abrahama jej ucieleśnieniem. Czy otrzymałby obietnicę syna, gdyby odwrócił się do nich plecami? Jak potoczyłaby się historia zbawienia? Błogosławieństwo przeszłoby mimo, a życie Abrahama może byłoby bardziej wygodne i dostatnie ale równie pozostałoby puste i niezbawione.
Niegościnni sodomici
Antytezą gościnnej postawy Abrahama była napastliwa, pełna pogardy postawa mieszkańców Sodomy. Przybywających do Sodomy tych samych posłańców nikt z mieszkańców nie powitał. W gościnności wyręczył ich Lot, który sam był przybyszem. Sodomici swoją postawą okazują brak gościnności wobec Lota, którego chcą zhańbić, ale przede wszystkim wobec przybyszów, dążąc do gwałtu. W sposób dramatyczny waga gościnności ujawnia się, gdy Lot dla ochrony gości jest gotów poświęcić swoje córki. Tekst biblijny daje do zrozumienia, że wartość gościnności przewyższa dobro własne i najbliższych.
Grzech mieszkańców Sodomy został zilustrowany agresywnym, lubieżnym zachowaniem homoseksualnym wobec gości Lota. Ten opis ukształtował na wiele wieków wyobrażenie o grzechach sodomitów (od średniowiecza pojęcie „sodomia” kojarzone jest z aktami homoseksualnymi). Przesłanie tekstu jest jednak zgoła odmienne.
Problemem jest sodomia niegościnności. Celnie ujmuje przesłanie perykopy o Sodomie Orygenes: „Słuchajcie tego wy, którzy zamykacie swoje domy dla gości! Słuchajcie tego wy, którzy stronicie od podróżnego jako wroga! Lot żył wśród Sodomitów. Nie czytamy o żadnych innych jego dobrych uczynkach: (…) uniknął płomieni, uniknął ognia tylko dzięki jednej rzeczy. Otworzył dom swój dla gości. Aniołowie weszli do gościnnego domostwa; płomienie wtargnęły do domów zamkniętych dla gości” (Homilie o Księdze Rodzaju XII, 188-189).
Tam, gdzie w Biblii dokonuje się relektury 19 rozdziału Księgi Rodzaju, grzech sodomitów jest raczej synonimem grzechów społecznych, lub wprost braku gościnności. W Księdze Powtórzonego Prawa Sodoma i Gomora jest paradygmatem bałwochwalstwa. Autor natchniony tak wyjaśnia przyczynę kary spadającej na Izrael: „»Siarka, sól, spalenizna po całej jego ziemi!« (…), jak w zagładzie Sodomy, Gomory (…) »Bo opuścili przymierze Pana (…), a poszli służyć obcym bogom«” (Pwt 29, 22-25).
Izajasz nazywa przywódców Izraela „wodzami sodomskimi”, ponieważ nie liczą się z prawem Bożym, koncentrując się na zewnętrznych rytuałach: „Przestańcie składania czczych ofiar! Obrzydły mi (…) święta nowiu, szabaty, zwoływanie świętych zebrań”. Zamiast rytualnej i zewnętrznej pobożności Bóg domaga się sprawiedliwości (Iz 1, 10-17). W tradycji prorockiej grzech Sodomy i Gomory jest synonimem niesprawiedliwości społecznej panującej w Izraelu i zapowiada nadchodzącą karę (Jr 49, 18; 50, 33-40; Am 4, 11).
Księga Mądrości nie pozostawia złudzeń, co do natury grzechu mieszkańców Sodomy: „Słusznie cierpieli za swe własne złości, bo żywili ku gościom najgorszą nienawiść (Mdr 19,13).
W Nowym Testamencie Sodoma i Gomora pojawia się w kontekście groźby wobec niegościnnych miast, które odrzuciły posłańców Dobrej Nowiny: „Jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, (…) to wiedzcie (…) Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu” (Łk 10, 8-12).
Dzisiaj, gdy kwestia gościnności wobec ofiar kryzysu humanitarnego na Bliskim Wschodzie stała się najbardziej palącą, przesłanie Sodomy możemy potraktować jako miarę oceny naszych własnych postaw. Problemem naszych czasów stała się sodomia niewrażliwości i niegościnności.
Bóg cudzoziemców
Na pustyni Bóg objawił się Mojżeszowi słowami „Jestem Bogiem ojca twego, Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba” (Wj 3, 6), a zatem przedstawia się jako Bóg imigrantów. W krzewie gorejącym upomina się o los Izraela, o lud cudzoziemców: „Dosyć napatrzyłem się na udrękę ludu mego w Egipcie (…), znam więc jego uciemiężenie” (Wj 3, 8-9).
Izrael jest przedstawiany jako grupa imigrantów wziętych w niewolę przez faraona. Tam byli upokarzani, ciemiężeni, skazani na eksterminację, bez praw, bez znaczenia, bez pomocy. Właśnie o ten lud upomniał się Bóg, z nim zawiązał przymierze, przez niego objawił swoje święte imię (zob. Ez 36). Dlaczego właśnie oni? Gdyż Bóg staje po stronie słabych i pogardzanych, a takimi są zwykle cudzoziemcy. Wybór Izraela to wskazówka, gdzie należy szukać Boga, gdzie można Go spotkać twarzą w twarz.
Bóg, który mieni się „Ojcem dla sierot i wdów opiekunem” (Ps 68, 8), powierzył Izraelowi Prawo w sposób szczególny chroniące sieroty, wdowy i cudzoziemców, trzy kategorie ludzi, którzy w ówczesnych realiach byli najbiedniejszymi, pozbawionymi środków do życia, znaczenia społecznego i opieki. Byli jak Izrael w Egipcie. Dlatego właśnie o nich upomina się Bóg. Na kartach Pięcioksięgu wciąż powtarzają się słowa: „Nie będziesz uciskał cudzoziemców, gdyż znacie życie cudzoziemców, bo sami byliście cudzoziemcami w Egipcie” (Wj 23, 9).
Faktycznie w społeczności Izraela cudzoziemcy cieszyli się szczególną ochroną prawną; co więcej, posiadali te same prawa, co rodowici Żydzi: „Jednakowa ustawa odnosi się do was i do obcych, którzy się pośród was zatrzymują” (Lb 15, 5-6); spory prawne miały być rozstrzygane bezstronnie z poszanowaniem praw cudzoziemców: „Przeklęty, kto łamie prawo obcokrajowca, sieroty i wdowy” (Pwt 27, 19); prawo gwarantowało im sprawiedliwą zapłatę: „Nie będziesz niesprawiedliwie gnębił najemnika (…), czy to będzie brat twój, czy obcy” (Pwt 24, 14); cudzoziemcy mieli takie samo prawo do wypoczynku, co Żydzi: „siódmego dnia zaprzestaniesz pracy, aby odpoczęły twój wół i osioł i odetchnęli syn twojej niewolnicy i cudzoziemiec” (Wj 23, 12; 20, 10); w czasie świąt nie zapominano o cudzoziemcach, aby nikt nie czuł się wykluczony: „Będziesz obchodził Święto Namiotów (…), będziesz się radował ty, syn twój i córka, sługa twój i niewolnica, a także lewita, obcy, sierota i wdowa, którzy żyją w twoich murach” (Pwt 16, 13).
Wyjątkiem było święto Paschy zarezerwowane tylko dla Żydów jako znak przymierza, wspólnie przezywanej historii ojców, a zarazem tożsamości ludu wybranego: „Takie będzie prawo dotyczące Paschy: Żaden cudzoziemiec nie może jej spożywać” (Wj 12, 43).
Kwintesencją troski o obcych i cudzoziemców, przybywających i zamieszkujących pośród Izraelitów, jest przykazanie miłości zawarte w Kodeksie Świętości: „Przybysza, który się osiedlił wśród was, będziecie uważać za obywatela. Będziesz go miłował jak siebie samego, bo i wy byliście przybyszami w ziemi egipskiej” (Kpł 19, 34). Miłować „jak siebie samego” oznacza czynić i pragnąć dla cudzoziemca tego, czego byśmy oczekiwali dla nas samych.
Izrael zawsze inny
Dla Żyda historia Abrahama, a jeszcze bardziej pobyt Izraela w Egipcie, była stałym przypomnieniem, że w jego tożsamość jest wpisane bycie obcym. Jak mantra na wielu kartach Starego Testamentu powtarzają się słowa: „Byliście cudzoziemcami w ziemi egipskiej” (Wj 22, 20; 23, 9; Kpł 19,34; Pwt 10, 19). Tożsamości tej nie zatracił naród wybrany nawet po osiedleniu się w ziemi obiecanej. Świadczą o tym chociażby słowa króla Dawida, który pod koniec życia wyznaje: „Jesteśmy pielgrzymami przed Tobą i przychodniami, jak byli wszyscy przodkowie nasi” (1 Kr 29, 15).
Dlaczego figura cudzoziemca jest tak ważna dla Izraela? Pisze o tym Enzo Bianchi, emerytowany przeor Bose, w książce o cudzoziemcach „Byłem przybyszem a przyjęliście Mnie” – wyobcowanie wobec innych narodów pozwoliło Izraelowi zrozumieć, co to znaczy być ludem świętym (innym), powołanym przez Boga. Izrael zatem zawsze pozostanie imigrantem i rezydentem w ziemi Kanaan. Tożsamość ludu Izraela nigdy nie wynikała z etnicznej przynależności ani z ziemi, ale wyraża się poprzez wiarę w Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba (zob. Wj 3, 6), Boga imigrantów, cudzoziemców, tułaczy.
Jest jeszcze jeden powód dla którego Żydzi nawet w ziemi obiecanej powinni czuć się jak cudzoziemcy. Słowa uzasadniające taką postawę znajdujemy w księdze Kapłańskiej: „bo ziemia należy do Mnie, a wy jesteście u Mnie przybyszami i osadnikami” (Kpł 25,23).
Chrześcijanin jako obcy
Ta samoświadomość staje się jeszcze bardziej znakiem wyróżniającym i elementem tożsamości ludu Nowego Przymierza. Chrześcijanie od samego początku czuli się domownikami ojczyzny w niebie (zob. Flp 3, 20), nie wiązali swojego przeznaczenia z ojczyzną doczesną, którą traktowali raczej jak „obczyznę” (1 P 1, 17). Mieli świadomość, że królestwo, do którego zostali powołani, choć realizuje się w tym świecie i dla zbawienia tego świata, to jednak nie jest „z tego świata” (zob. J 18, 36). Świadomość ta jest wielokrotnie poświadczona w Nowym Testamencie (1 P1, 17; 1 P 2, 11; Dz 13, 17; Ef 2, 19) i w pismach wczesnochrześcijańskich.
Św. Augustyn w „Państwie Bożym” pisał: „Naprzód urodził się obywatel tego świata doczesnego, po nim zaś dopiero urodził się obywatel, choć w tym świecie pielgrzymujący, lecz do państwa Bożego należący; przez łaskę przeznaczony, przez łaskę wybrany, przez łaskę pielgrzym w niskości, obywatel wysokości” (XV, 1). Wraz z nastaniem christianitas zaczęto utożsamiać doczesne państwa i cywilizację europejską z państwem Bożym. W efekcie chrześcijanie bardziej poczuli się obywatelami swoich państw niż „światłem dla świata” i „domownikami Boga”.
Cały Kościół jest utworzony z paroikia (gr.), lokalnych wspólnot parafialnych. Oswoiliśmy się ze swojsko brzmiącym określeniem „parafianin”, ale nie z jego przesłaniem. Ten grecki termin jest śladem ciągłości tożsamości ludu Bożego. Jako chrześcijanie nie tylko przynależymy do paroikia – parafii, ale jesteśmy paroikousa, obcymi i cudzoziemcami (zob. 1 P 2, 11) na gościnnej ziemi, której jedynym Panem jest Bóg.
Będąc przybyszami i obcymi, powinniśmy odczuwać swoją solidarność z losem imigrantów, bezdomnych i cudzoziemców. Przyjęcie chrztu to również przyjęcie historii ludu Bożego, historii Abrahama, Izaaka, Jakuba i Jezusa, historii imigrantów i wyobcowanych jako swojej własnej.
Enzo Bianchi prowadzi do konkluzji: gdy raz odkryjemy cudzoziemca w sobie, nie będziemy mogli nienawidzić cudzoziemców poza nami samymi.
Troska o tożsamość
Zadziwiający jest fakt, że na Izrael jako lud święty wybrany przez Boga, choć miał ważny powód, aby w trosce o własną tożsamość odseparowywać się od innych nacji, prawo przymierza nakładało troskę o cudzoziemców, wyznawców pogańskich kultów. Inaczej mówiąc: Izrael tylko wówczas dochowywał wierności Bogu, był święty (inny), gdy okazywał troskę o obcych, cudzoziemców, imigrantów.
Zmieniło się to po niewoli babilońskiej. Osłabiony w swojej egzystencji lud szukał oparcia dla swojej tożsamości w czystości etnicznej. Księgi Ezdrasza i Nehemiasza nakazują Izraelitom oddalenie cudzoziemskich żon. Rodzi się pytanie o kryterium troski o tożsamość: czy ma o niej decydować strach, doraźna polityka, względy kulturowe, socjologiczne czy wierność Bogu?
My dzisiaj boimy się obcych i zamykamy się przed nimi w imię ochrony tożsamości chrześcijańskiej. Czy nie jest to raczej znak już utraconej tożsamości? Czy lęk przed obcymi nie wynika z faktu, że nie ma w nas Ewangelii, która byłaby naszą siłą? Czy Jezus, mówiąc, że sól pozbawiona smaku na nic się nie przyda, chyba że na wyrzucenie i podeptanie (Mt 5, 13), nie wydaje o nas sądu?
Kościół, chcąc nieść pomoc uchodźcom, dąży do wyrwania nas z duchowego paraliżu, a tym samym do ożywienia naszej tożsamości. Jej wyrazem są nie przekonania lub deklaracje „Panie, Panie…” (Mt 7, 21-23), ale czyny płynące z Ewangelii.
Tożsamość chrześcijańska, jeśli w nas jeszcze jest, ujawnia się w praktykowanej wierze, poprzez konkretnie niesioną pomoc potrzebującym. Dziś na niespotykaną wcześniej skalę są nimi uchodźcy. Unikając tego świadectwa, obezwładniamy sami siebie, a naszą wiarę przekształcamy w blichtr, który łatwo można wytrawić. Możliwość niesienia pomocy jest wezwaniem i łaską i tylko ona może ożywiać naszą tożsamość. Zamiast mówić o tożsamości, ukażmy ją światu!

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

O Wspólnocie Indywidualności

Tworzymy przestrzeń do spotkania i rozmowy młodych członków i sympatyków Klubów “Tygodnika Powszechnego”. “Wspólnota indywidualności” to coroczne spotkanie połączone z debatami i warsztatami, podczas których poruszamy najistotniejsze problemy współczesnego świata: od problemów demokracji, aktywności młodych, przez kwestie ekologiczne, aż po równościowe.

W spotkaniu udział może wziąć każdy, komu bliska jest rozmowa i poszukiwanie rozwiązań w atmosferze wzajemnego szacunku. Jedynym ograniczeniem jest wiek (16-40 lat). Nie musisz być członkiem Klubów!

Współorganizator

Kilka zdań o pierwszej edycji

Podczas pierwszej edycji, która odbyła się w pierwszy weekend września w Warszawie spotkało się 25 Klubowiczów z Białegostoku, Bydgoszczy, Katowic, Poznania, Wrocławia, Warszawy i Trójmiasta, by rozmawiać i uczyć się od znamienitych gości i siebie nawzajem o demokracji, edukacji, pomocy niepełnosprawnym i bezdomnym, ochronie środowiska. I tak o Białorusi rozmawialiśmy z Małgorzatą Nocuń, o sprawach społecznych z Bartoszem Bartosikiem, ks. Adamem Bonieckim, Martą Titaniec, Mirosławem Wlekłym i Justyną Zorn, a o ekologii z Markiem Józefiakiem. Skutkiem ubiegłorocznej “Wspólnoty…” były spotkania uczestników i wspólne inicjatywy podejmowane m.in. we Wrocławiu i Warszawie.

Organizatorzy wspólnoty:

Joanna Stawiarska - Członkini Klubu
Małgorzata Jasionek - Członkini Klubu
Konrad Stanowicz - Koordynator

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas!