Ślepi przewodnicy ślepych (por. Mt 14,15)

Niedawno doszła do naszych uszu informacja, że kolejny biskup opuszcza diecezję, tym razem nie w wyniku wyroku, ale pod presją prowadzonego, choć jeszcze nie ukończonego, postępowania Stolicy Apostolskiej. Tym razem chodzi o abp. Wiktora Skworca, metropolitę katowickiego, który kilka dni temu złożył dymisję z członkostwa w Radzie Stałej Konferencji Episkopatu Polski i kierowania diecezją.
Przypomnijmy – w wyniku prowadzonych postępowań w sprawie pedofilii i sposobu reagowania przez ordynariuszy na ujawnione przypadki wśród podwładnych im księży pięciu biskupów w tym jeden kardynał musiało na mocy postępowania, jakie przeprowadziła Stolica Apostolska, usunąć się z życia Kościoła w niesławie. „Ślepi przewodnicy ślepych” (por. Mt 14,15).
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że bez oddziaływania czynników zewnętrznych (Stolica Apostolska) w postaci wspominanych postępowań żaden z biskupów nie pojąłby osobistej decyzji w oparciu o swoje własne sumienie. Godnym naśladowania jest natomiast przykład bp. Libery, który dobrowolnie i na własną prośbę poprosił o zgodę papieża, aby na modlitwie odpokutować. Jego pobyt w klasztorze o. kamedułów na odosobnieniu „siłą rzeczy (…) nabrał wymiaru pokutnego”, jak sam to przyznał.

Co z sumieniem?
Schemat wszystkich rażących przypadków ukrywania przypadków pedofilii był ten sam: obrona instytucji przeważyła nad sumieniem i Ewangelią. W międzyczasie Kościół, tak jak całe społeczeństwo, przeżywa proces uświadomienia i oczyszczenia.
Jednakże niezdolność do rozpoznania swojej winy w oparciu o własne sumienie oświecone Ewangelią i podjęcia idących w ślad za tym decyzji, jak tylko pod groźbą śledztwa i wyroku, to nie tylko złe świadectwo, które wydali biskupi o sobie samych, ale również najgorszy scenariusz dla naszego Kościoła. Brak cywilnej i ewangelicznej odwagi, aby publicznie przyznać się do popełnionych błędów, sprawia, że jeszcze jakiś czas będziemy zaskakiwani kolejnymi rewelacjami o dymisji biskupów. Jednakże nie to jest najgorsze, lecz poczucie, że nawet jeśli oficjalnie wszystkie przypadki zostaną zbadane i osądzone, to i tak kryzys spowodowany brakiem zaufania nadal będzie toczył Kościół i nie wiadomo, co miałoby być przysłowiowym dnem, od którego mógłby się odbić i odzyskać zaufanie społeczne.
Okazuje się bowiem, że na czele diecezji jako nasi przewodnicy stali biskupi (ilu jeszcze?) o wypaczonym sumieniu, niezdolni do oceny swoich czynów jak tylko pod presją czynników zewnętrznych. Te zaś, działając nawet z mandatu Stolicy Apostolskiej, nie są wszechmocne, co nie daje pełnej szansy ani na wyjaśnienie wszystkich nagannych przypadków, ani na oczyszczenie Kościoła. Podejrzenie o trupy w szafach kurialnych archiwów jeszcze długo będzie się roztaczało nad Kościołem jak toksyczny dym w pochmurne dni.
Jeśli nawet któryś z biskupów i ordynariuszy pogubił się w przeszłości, dokonał błędnych decyzji, to dziś nie może wymówić się nieświadomością wobec zła, jakie się dokonało. Ponadto mają do dyspozycji wszystkie możliwe narzędzia choćby w postaci motu proprio Papieża Franciszka Vos estis lux mundi, aby w sumieniu ocenić raz jeszcze swoje dawne decyzje i ponieść tego konsekwencje. W ten sposób mogliby dać dowód tego, że są ludźmi sumienia!

Ewangelia nie wystarcza?
Fakt, że sama Ewangelia, do której życia i głoszenia biskupi zostali powołani, nie wystarcza, aby właściwie ocenić powszechnie gorszące sytuacje oraz podjąć odpowiednie działania. To kolejny powód, aby wyrazić niepokój o stan Kościoła. Jeżeli Ewangelia nie stanowi najwyższego prawa, w każdym razie nie jest to wcale jasne, aby ona stanowiła normę, wówczas staje się li tylko fasadą kryjącą obłudę.
Ile razy musieliśmy słuchać, co więcej wciąż to słyszymy, że nie można skutecznie działać, chociażby współdziałając z Państwową Komisją ds. pedofilii, ponieważ brak przepisów, wytycznych, instrukcji, prawa? Zamiast ewangelicznej prostoty, gotowości podjęcia wszelkich działań zmierzających do wyjaśnienia spraw, mamy raczej do czynienia z logiką szukania luk prawnych, mających na celu dobro korporacji kościelnej.

Konieczność reformy strukturalnej
Zwykle, gdy ludzie zawodzą, uruchamia się system, struktury, instytucje, ale gdy i te zawodzą, konieczna jest głęboka zmiana – reforma u podstaw. Ukrywanie przypadków przestępstw seksualnych obnażyło szereg głęboko zakorzenionych patologii w ramach „systemu kościelnego” (T. Polak).
Kościół musi stanąć wobec pytania: jak zreformować swoje własne struktury, aby te nie stanowiły żeru dla klerykalizmu i korporacyjnej mentalności?
Obecne struktury, jak pokazuje rzeczywistość, nie stanowią wystarczającego zabezpieczania przed tego rodzaju patologiami. Kościół, jak mało która instytucja na świecie, jest świadoma grzechu pierworodnego, a jednocześnie jego struktury zbudowane są tak, jakby jego przedstawiciele byli od niego wolni. Nie można zatem poprzestać na samej zmianie mentalności i wezwaniu do nawrócenia, gdyż to nie daje gwarancji trwałej przemiany. Zmianie muszą ulec struktury. Muszą być powołane instytucje kontrolne.
Z reformą możemy mieć do czynienia wówczas, gdy system jest co do zasady dobry, działa, ale wymaga tylko „aggiornamento”, aktualizacji, odnowy – nasmarowania skrzypiących zawiasów. Tym razem chodzi o coś więcej. Chodzi o zabezpieczenie struktur przed nimi samymi, przed ich niekontrolowanym użyciem. Chodzi więc o powołanie nowych struktur spełniających funkcję kontrolną, będącą na służbie ludu Bożego, a nie korporacji wewnątrz Kościoła.
Co z tego, że mamy dobrą teologię Kościoła jako ludu Bożego, skoro wytworzyła się w nim korporacja – Kościół w Kościele. Co z tego, że mamy teologię laikatu, skoro w rzeczywistości jedyną czynną grupą są ordynowani, a laikat tkwi w bierności i nie ma żadnego realnego wpływu na życie Kościoła. Wymagane prawem kanonicznym rady parafialne, jeżeli zostały powołane, stanowią czystą fikcję. Co z tego, że mówimy o kapłaństwie służebnym, skoro piramida hierarchiczna ma się dobrze i tylko w teorii została odwrócona, a służebna jest na poziomie frazeologii. Hasło mówiące, że człowiek jest drogą Kościoła, odkrycie Soboru Watykańskiego II, jest naprawdę ważnym kryterium działania, ale w praktyce okazuje się, że nie każdy człowiek (zwłaszcza nie ten skrzywdzony, tylko ten „nasz”) pozostaje w centrum uwagi.
Sama choćby najlepsza teologia okazuje się, że nie jest wystarczająca. Jeżeli natomiast się sprawdza, to tylko dzięki świętości poszczególnych niezbyt licznych osób. W kontekście kryzysu, w jakim znalazł się Kościół, mówi się o potrzebie nawrócenia i świętości. Nie jest to jednak cudowne remedium na wszystkie bolączki Kościoła. Świętości nie da się zadekretować, a zatem na tej drodze można rozwiązać tylko część problemów i do pewnego poziomu.
Teologiczna maksyma głosi, że „łaska bazuje na naturze”. Trzeba zatem instytucje Kościoła tak zreformować, powołać nowe, aby dać szansę łasce.
Grzechem pierworodnym wielu schorzeń jest klerykalizm (choć i ten ma swoje głębsze korzenie). Nie wystarczy go piętnować i obnażać, jak czyni to od początku swojego pontyfikatu Franciszek (zob. EG 32, 102, 103), trzeba struktur, które będą mu się skutecznie przeciwdziałały.

Apel do sumienia!
Jan Paweł II w czasie jednej z pielgrzymek mówił: „Polska potrzebuje ludzi sumienia” (Skoczów, 22 maja 1995). To prawda. Aktualizując to wymaganie, trzeba powiedzieć, że to Kościół potrzebuje ludzi sumienia.
Lud Boży nie potrzebuje pasterzy bezgrzesznych, takich nie było i nie będzie. Ale potrzebuje pasterzy sumienia, którym poczucie reprezentowania świętej instytucji nie przeszkodzi w uznaniu własnych win. Kościół nie jest święty własną świętością, świętością swoich biskupów, prezbiterów ludu, ale Boga. Ta zaś ujawnia się w głosie sumienia. Troska o instytucję nie może zagłuszać głosu sumienia.
Raz jeszcze słowa Jana Pawła II: „Być człowiekiem sumienia, to znaczy wymagać od siebie, podnosić się z własnych upadków, ciągle na nowo się nawracać. Być człowiekiem sumienia, to znaczy angażować się w budowanie królestwa Bożego: królestwa prawdy i życia, sprawiedliwości, miłości i pokoju, w naszych rodzinach, w społecznościach, w których żyjemy, i w całej Ojczyźnie; (dodajmy również w Kościele) to znaczy także podejmować odważnie odpowiedzialność za sprawy publiczne; troszczyć się o dobro wspólne, nie zamykać oczu na biedy i potrzeby bliźnich …”. Kościół może służyć Ojczyźnie, sam będąc społecznością ludzi sumienia.

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Dział redaguje:

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas!