Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 2 maja 2021

IV NIEDZIELA WIELKANOCNA

J 15, 1-8

«Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie.

Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami».

Egzegeci dość powszechnie uznają, że tzw. druga mowa pożegnalna, z której pochodzi dzisiejsza Ewangelia, jest odrębną jednostką wkomponowaną w większą część, jaką jest mowa pożegnalna (J 13, 31 – 16, 33). Pod względem treści opisuje życie i sytuację wspólnoty młodego Kościoła w popaschalnej rzeczywistości. Jest ona naznaczona lękiem związanym z wrogością jakiej doznaje w związku z wykluczeniem z synagogi. Wykluczenie, każe pytać o podstawę własnej tożsamości, o źródło i siły do dalszej egzystencji. Pouczenie jakie przekazuje ewangelista można streścić słowami Jezusa: „ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie” (J 14,19).

Dominujący w perykopie czas teraźniejszy – w odróżnieniu od pierwszej (J 14, 1-13) i trzeciej mowy pożegnalnej (16, 1-33) – wskazuje, że słowa te mają być wyjaśnieniem i umocnieniem dla wierzących wszystkich czasów. Dziś i jutro, tak jak to czynili nasi bracia w wierze wczoraj, możemy w tych słowach szukać zrozumienia tego, co to znaczy być chrześcijaninem. Symboliczny język tekstu nadaje mu uniwersalny i ponadczasowy charakter, ważny dla wspólnoty uczniów Chrystusa zawsze i wszędzie.

Przez Chrystusa

Romano Guardini, w książce „O istocie chrześcijaństwa” wychodzi od spostrzeżenia, że z biblijno-chrześcijańskiego punktu widzenia nie może być mowy o bezpośrednim stosunku człowieka do Boga, „który zamieszkuje światłość niedostępną, którego żaden z ludzi nie widział ani nie może zobaczyć” (1Tm 6,16), stąd każda relacja człowieka do Niego jest związana z pośrednictwem. To właśnie pośrednictwo Jezusa Chrystusa określa istotę chrześcijaństwa (1). Jak pisze Guardini „rzeczywistość Boga zostaje zatem określona w perspektywie Chrystusa i jest osiągalna tylko poprzez Chrystusa. Bóg  w wierze chrześcijanin jest ‘Bogiem Jezusa Chrystusa’” (2). Jako chrześcijanie nie znamy Boga inaczej jak tylko przez Chrystusa i nie mamy do Niego przystępu jak tylko przez Chrystusa, tylko przez Niego możemy dostąpić zbawienia (zob. Dz 4,12).

Jeżeli z uwagą prześledzimy orędzie Jezusa na kartach ewangelii synoptycznych, zauważymy, że Jezus nie głosi siebie, ale orędzie o bliskości Boga i Jego panowaniu: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże” (Mk 1,15). Jest jednak kimś więcej niż tylko kolejnym prorokiem, lub jednym z wielu uczonych w Piśmie, w odróżnieniu od nich nie głosi obietnic, ale naucza o tym, co czyni przez Niego Bóg tu i teraz. Nie zapowiada rzeczy przyszłych, gdyż przez Niego już dokonuje się to, czego naucza. Na pytanie Jana Chrzciciela: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” odpowiada wskazując na fakty, które za jego sprawą już się dokonują: „niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię” (Mt 11, 3-5). Innymi słowy to, co było dotychczas przedmiotem tęsknoty i oczekiwania, staje się na oczach jego uczniów faktem, dlatego z całą otwartością i pewnością siebie może powiedzieć do nich: „szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą, to co wy słyszycie. Bo … wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli” (Mt 13,16).

Nie inaczej jest w czwartej ewangelii. Zgodnie ze słowami Jezusa zapisanymi przez ewangelistę: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14,9), jest On ukazany jako ostateczna obecność i ostateczne objawienie Boga w świecie. Również w tej ewangelii Jezus, jeśli mówi o sobie, to tylko jako o drodze (zob. J 14, 6), która prowadzi do Ojca. Tym samym Jezus ukazany jest jako jedyny Pośrednik: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6). Nie głosi swojej nauki, jak sam mówi: „moja nauka nie jest moją, lecz Tego, który Mnie posłał” (J 7,16), ani nie dokonuje własnych dzieł, ale to, co zobaczył u Ojca (J 5, 19; 8,38) i tylko dlatego może powiedzieć: „wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie!” (J 14,1). Czyny i słowa jakie przekazuje Jezus streszczają się w dwóch słowach, które ostatecznie utożsamiają się: życie wieczne (zob. J 12,49-50) i miłość, gdyż życie Wiecznego jest miłością (zob. 1 J 4,8).

Jezus swoją osobą, a nie tylko poprzez przepowiadane słowo, jest objawieniem Ojca, dlatego z taką otwartością może mówić o swojej jedności z Ojcem „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10, 30), to znaczy właśnie, że jest Synem Bożym. Być Synem, znaczy być posłuszny Ojcu, trwać z Nim w jedności: „Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie” (J 14,10). Nie istnieje bowiem Syn bez Ojca ani Ojciec bez Syna. Ojcostwo to nie bycie ojcem sam w sobie, ale „dla” i „z” w relacji miłości do Syna i vice versa.

To doświadczenie zjednoczenia Jezus przenosi na wspólnotę uczniów, a przez nich na cały lud Boży: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej!” (J 15,9). Tak jak Bóg istnieje w jedności, bo „jest miłością” (1 J 4,8), to znaczy jest Bogiem, tak również my chrześcijanie spełnimy swoje powołanie, jeżeli będziemy trwać w braterskiej jedności, to znaczy będziemy Kościołem. Nie chodzi tylko o to, aby chodzić do kościoła, być w Kościele, ale aby być Kościołem, jego cząstką, jak latorośl jest częścią winnego krzewu.

… z Chrystusem i w Chrystusie

Gdy mówimy o Chrystusie jako Pośredniku, stajemy wobec niego vis a vis, na podobieństwo wielu, którzy mogło z Nim tak być w Palestynie dwa tysiące lat temu. Ewangelie opisują wiele spotkań i rozmów różnych osób z Jezusem. Nie zawsze prowadziły one do pozytywnego zakończenia. Były osoby, które rozradowane przyjmowały Go w domu (Łk 19,6), ale byli też tacy, którzy odchodzili smutni (Mt 19,22). Wszyscy z nich byli vis a vis, jednakże życie chrześcijańskie, wspomniane doświadczenie radości wyrasta z czegoś więcej.

Dzisiejsza ewangelia mówi o szczególnym rodzaju relacji z Jezusem. O pewnej formie zjednoczenia, jedności, tak wielkiej, że to samo życie, które ożywia Chrystusa staje się życiem tych, którzy są w Nim wszczepieni i z Nim zrośnięci.

Całe życie chrześcijanina jest „w Chrystusie”. Zwrot ten w listach Pawła występuje tak często, że Chrystus Pawła jawi się jak swego rodzaju przestrzeń, która nas ogarnia, w której żyjemy, poruszamy się, jesteśmy i przezywamy swoje życie. Nie tylko spotykamy się z Chrystusem, razem z nim kroczymy, nie tylko jest On naprzeciw, obok, blisko, towarzyszy nam. Właściwa egzystencja ucznia, a zatem Kościoła polega na tym, co Paweł Apostoł, wiele lat przed powstaniem czwartej ewangelii, nazywa trwaniem „w Chrystusie”, a zatem na życiu „w Nim”: przeżywaniu swojej wolności, mówieniu, usprawiedliwieniu, nadziei, jedności, dziecięctwie Bożym, jednym słowem całej egzystencji umocowanej „w Chrystusie” (Rz 6,11; 8,1; 9,1; 12,5; 1Kor 1, 21; 15,22; 16,24; 2 Kor 1,21; 2, 14, 17; 5,17; Ga 2,4, 17; 3,26, 27, 28  itd.) jak w swego rodzaju środowisku życia.

Zaletą perykopy przewidzianej na dzisiejszą niedzielę jest to, że tę rzeczywistość  więzi i zjednoczenia z Chrystusem, a przez Niego z Bogiem ukazuje w sposób bardzo syntetyczny, obrazowy, a zarazem symboliczny.

Dla małych skonsolidowanych wspólnot chrześcijańskich był to obraz bardzo czytelny, wyrastał z ich kościelnego doświadczenia, a zarazem stanowił punkt odniesienia,  ideał do ustawicznego wdrażania.

Inaczej jest dzisiaj. Stąd tekst ten może stwarzać wiele trudności i nieść pewne niebezpieczeństwo, że w duchu konsumenckiej i zatomizowanej religijności odczytamy go w sposób indywidualistyczny, tak jakby stanowił tylko o mojej osobistej relacji do Jezusa, jakby w krzewie winnym była tylko jedna latorośl i chodziło tylko o mnie, o moją osobistą relację z Chrystusem. Umocowanie w Chrystusie na wzór latorośli w krzewie winnym to tylko warunek wstępny i początek właściwego życia chrześcijańskiego. Gdyby było inaczej, nie zostałaby użyta metafora winnego krzewu. Przypomnijmy, że krzew winny to biblijny obraz ludu Bożego Izraela, a nie indywidualnej relacji z Bogiem.

Lud ten opisywał swoją egzystencję i historię jako przesadzenie z Egiptu do Ziemi obiecanej:

Wyrwałeś winorośl z Egiptu,
wygnałeś pogan, a ją zasadziłeś.
Grunt dla niej przygotowałeś,
a ona zapuściła korzenie
i napełniła ziemię”(Ps 80,9-10)

Tak jak wówczas tak i dziś winorośl ta jest narażona na różnorakie niebezpieczeństwa. Wielu traktuje ją jak źródło taniego pożywienia, jak konsumenci, którzy gdy poczują potrzebę (Boga, duchowości, lęk lub chęć udziału w tradycji), chętnie czerpią z jej zasobów, nie czując się ani jej częścią, ani za nią odpowiedzialni, są też tacy, którzy wprost dewastują ją, eksploatują cyniczne jej zasoby, jak dzikie zwierzę:

zrywa z niej [grona] każdy, kto przechodzi drogą,
niszczy ją dzik leśny,
a polne zwierzęta obgryzają”(Ps 80, 13-14)

dlatego trzeba prosić Boga, aby strzegł swojej winnicy:

Powróć, o Boże Zastępów!
Wejrzyj z nieba, zobacz
i nawiedź tę winorośl;
i chroń tę, którą zasadziła Twa prawica (Ps 80,15)

Modlitwa ta jest wciąż aktualna, może dziś bardziej niż kiedykolwiek.

Czasy mesjańskie były kojarzone z odnową winnicy Bożej – ludu Izraela. Jezus w swojej mowie wskazuje na warunki, jakie muszą zostać spełnione, aby winnica Pańska była pełna życia i przynosiła owoce. Doświadczał ich w sposób bardzo konkretny pierwotny Kościół: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących” (Dz 4,15). Oczywiście słowa te stanowią pewien ideał, do którego na każdym etapie swoich dziejów Kościół musi się zbliżać, uwzględniając panujące realia, nie poddając się im jednak, a raczej tłumacząc je na wciąż nowe realia, tworząc alternatywne wobec świata środowisko życia, wzajemnej troski, solidarności, braterstwa, wspólnoty.

Jezus swoje pouczenie kieruje do uczniów (nie tyle do mnie, ale do nas i dlatego również do mnie), których nazywa „przyjaciółmi” (J 15,15). Czy można być przyjacielem Jezusa, nie będąc nim wobec pozostałych Jego przyjaciół? Są oni reprezentantami Kościoła. Liczba pojedyncza w perykopie pojawia się zasadniczo dla opisania negatywnych konsekwencji wynikających z metafory, gdy jest mowa o tym, że jakaś pojedyncza latorośl de facto odcina się sama od winnego krzewu, a co za tym idzie, usycha i zostaje odrzucona. W pozytywnej swojej wymowie słowa Jezusa wyrażone są w liczbie mnogiej: „jesteście” „trwajcie”, „proście”, „będziecie”, „przyniesiecie”, „staniecie”, itd. Wspólnota kościelna nie jest tylko logicznym efektem wielości indywiduów, ale właściwym podmiotem działania – trwa w Chrystusie jak w winnym krzewie, czerpie z niego życiodajną siłę, owocuje i oddaje cześć Bogu.

To zupełnie inne spojrzenie na Kościół niż to, do którego się przyzwyczailiśmy, którego na co dzień doświadczamy: anonimowy, zatomizowany, podzielony, traktujący wiarę jak supermarket lub punkt usługowy, w którym każdy realizuje swoje indywidualne potrzeby, tak jakby był tylko on i Bóg. Proces umasowienia, a co za tym idzie anonimowości i indywidualizacji, a co za tym idzie ekskluzywnego przeżywania wiary sprawił, że Kościół przestał być wspólnotą i to jest jeden z przejawów kryzysu, a odbudowanie wspólnotowości najpilniejszym zadaniem.

Znaki kryzysu pojawiły się bardzo wcześnie, gdy powstawały pierwsze monastyry, zakony, bractwa, wspólnoty, wszystkie wyrastały z pragnienia doświadczenia życia ewangelicznego, które w powszechnym Kościele coraz bardziej zanikało. Również dzisiaj, jeśli ktoś odczuwa pragnienie, aby przejść od słów do czynów, od wiary deklarowanej do wiary przeżywanej, musi sam szukać sposobów, aby nie żyć dla siebie (zob. Rz 14,7). Kościół bowiem przestał być środowiskiem życia, miejscem wzajemnej troski i solidarności, jak tego pragnął i o tym nauczał, odwołując się do metafory ciała ludzkiego Paweł Apostoł: „żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem” (1 Kor 12,25). W każdym razie jest nim w sposób niewystarczający, a raczej tylko szczątkowy.

Kościół w świecie nie musi być mały, może być jeszcze bardziej liczny, jeszcze bardziej masowy, niż jest teraz, ale w swojej lokalnej, konkretnej reprezentacji musi być wspólnotą, na kształt rodziny, społecznością braci i sióstr nie z nazwy, ale z przeżywanych na sposób braterski relacji. Co z tego, że Jezus nazywa nas „przyjaciółmi”, jeśli my wobec siebie takim się nie czujemy i nic nie robimy , aby takimi się poczuć? Co z tego, że słyszymy: „bracia i siostry”, jeśli słowa te pozostają homiletycznym ornamentem?

Tobie Boże… wszelka cześć i chwała…

Kościół jest miejscem chcianym przez Boga, w którym możemy doświadczyć zbawienia, to znaczy życia, o którym mówi nam dzisiejsza Ewangelia,

w jedności Ducha Świętego

wynikającego ze zrośnięcia z winnym krzewem, który przekazuje życiodajne soki życia – Ducha chrystusowego, aż po przynoszenie owoców i chwałę Boga.

Amen.

Nie dokona się to ani na naszą modłę, a tym bardziej w sposób magiczny.

– – –

1. R. Guardini, O istocie chrześcijaństwa, Tłum. G. Sowinski, Znak, Kraków 2000, s. 40.

2 .Tamże s. 33.

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Dział redaguje:
Ewangeliarz redaguje:
Autorzy:

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas!