Powaga sytuacji, albo kto jest bez winy niech rzuca kamieniami

Należę do pokolenia szczęśliwców, którzy na wrocławskim Dworcu Świebodzkim mieli przyjemność oglądać dramat Thomasa Bernharda „Immanuel Kant”, w świetnej reżyserii Krystiana Lupy (Teatr Polski, 1997). Tytułowy bohater podąża transatlantykiem do Ameryki, by dać jej intelektualną ogładę. Ameryka ma natomiast przywrócić Kantowi wzrok. Jednym z ciekawych zabiegów inscenizacyjnych Lupy było wprowadzenie „personelu podpokładowego”. Personel ten przejmował we władanie pokład/scenę w czasie antraktów.

Podobna rzecz wydarzyła się 28 maja 2021 r. w krakowskiej Cricotece, podczas popandemicznej edycji Miesiąca Fotografii. Wystawa „Powaga sytuacji” miała być częścią wydarzenia. Niestety, zanim ją otwarto to już zamknięto. Natalia Zarzecka, dyrektorka Cricoteki, w porozumieniu (jak twierdzi sama) lub bez takiego porozumienia z Joanną Gorlach i Tomaszem Gutkowskim (MFK) oraz kuratorką Agnieszką Rayss, podjęła decyzję o zdjęciu z głównej części wystawy instalacji Krzysztofa Powierży „Banery z Placu Wilsona”. Praca Powierży składa się z transparentów z hasłami, niesionymi przez uczestniczki i uczestników manifestacji Strajk Kobiet. W rezultacie Zbigniew Libera podjął decyzję o wycofaniu się z ekspozycji. W jego ślad poszli pozostali artyści. „Powagi sytuacji” nie otwarto. Nie pozwolono również na prezentację przez kolektyw Czarne Szmaty happeningu „Czerwony dywan”. W majowy piątek, podczas odczytywania oświadczeń przez przedstawiciela MFK oraz dyrektorkę Cricoteki, doszło do protestu artystów i akcji „Aresztowanie Cricoteki”, kolektywu Czarne Szmaty. Sprawa stała się głośna i wywołała szeroką dyskusję na temat cenzury prewencyjnej w polskich instytucjach kultury (https://oko.press/cenzura-w-muzeum-kantora-dyrekcja-zdjela-prace-z-transparentami-strajku-kobiet/)[1].

Nie będę w moim pisaniu kronikarsko odtwarzał przebiegu i kumulacji wydarzeń. Zrobili to dziennikarze, organizatorzy wydali stosowne oświadczenia a oburzeni nasycili się oburzeniem. Powód mojego zabrania głosu jest inny. Można go zawrzeć w pytaniu: no dobrze, ale co ma wszystko wspólnego z Kantorem? Spróbuję na to pytanie odpowiedzieć.

W pewnych sytuacjach nie można jednak chować głowy w piasek. Nie mogę tego zrobić tym bardziej ja. Znaczną część swego naukowego życia poświęciłem Tadeuszowi Kantorowi. Jestem osobą towarzysko, a tym bardziej emocjonalnie związany z Cricoteką. Pracowałem w tej instytucji, artyści i w ogóle ludzie z nią związani w dużym stopniu mnie ukształtowali. Właśnie w imię tej wierności na pytanie, czy 28 maja 2021 r. w Cricotece doszło do aktu cenzury? Odpowiem: tak, doszło. I to podwójnej.

Po tym wyznaniu można spokojnie spróbować zanalizować sytuację, z pewnego już dystansu. Najpierw parę słów w sprawie oświadczenia Cricoteki. Było ono niefortunne, po prostu złe. Dyrektorka nie schowała się jednak za plecami wyznaczonego rzecznika czy przesłania tekstu do mediów. Miała odwagę wyjść i je odczytać. Szkoda, że nie doszło do dialogu ze (słusznie) oburzonymi. Emocje brały górę po obu stronach.

Oświadczenie Cricoteki wywołało nie tylko zarzuty o manipulację twórczością Tadeusza Kantora. Powróciły słowa o rzekomy koniunkturalizm artysty w latach słusznie minionego systemu[2]. Na to drugie zgodzić się nie mogę. W PRL-owskiej rzeczywistości artysta niezależny mógł – z grubsza rzecz ujmując – przyjąć trzy postawy. Reprezentowali je Grotowski, Kantor i Teatr Ósmego Dnia. Każda z tych postaw to nieco odmienne reakcje wobec ówczesnej rzeczywistości. Kantor zajmował pozycję pośrednią. Trudno mu przypisać jakąkolwiek opcję polityczną, wybierał sztukę i jej autonomię. Autonomię, której potrafił jednak konsekwentnie bronić, gdy ludzie władzy bezczelnie w nią ingerowali.

Zgadzam się, że Kantor „W swojej twórczości koncentrował się na tragicznych losach jednostek, poniewieranych przez historię i konflikty polityczne”. Bronił też „nadrzędnej wolności artystycznej”[3]. Ale ważnym składnikiem jego teatru były przedmioty ready made, wprowadzane w sceniczną Realności Najniższej Rangi. Siłą rzeczy, niektóre z nich były protestem wobec rzeczywistości. Pokażę tylko jeden ciąg konsekwencji artystycznego wyboru Kantora: Deska Ostatniego Ratunku – 40 Mandelbaumów – Trąba Sądu Ostatecznego – cheder z „Umarłej Klasy” – rozstrzeliwanie Rabinka. Czyż te artefakty sceniczne nie miały swojej wymowy w ówczesnej Polsce? Czy nie przywoływały pamięci nie tylko Holokaustu, ale także antysemickiej nagonki Moczara i Gomułki? Czy naprawdę nie mogą one – w tym drugim wypadku – korespondować z reakcjami współczesnych artystów na działania obecnej władzy?

Główny zarzut o cenzurę wywołała propozycja przeniesienia instalacji „Banery z Placu Wilsona” z Cricoteki w inne miejsce. Natalia Zarzecka, kuratorka wystawy Agnieszka Rayss oraz Tomasz Gutkowski nie do końca przemawiali jednak jednym głosem. Choć zgadzam się z Marcinem Kościelniakiem, że mogło dojść do próby zabiegu rozmycia odpowiedzialności (https://didaskalia.pl/pl/artykul/strefa-wolna-od-ideologii-czyli-cenzura-w-cricotece)[4]. Odniosłem wrażenie, że Rayss i Gutkowski próbowali później przerzucić całe odium na Zarzecką i Cricotekę, tak by Fundacja Kultury Wizualnej z całego wydarzenia wyszła możliwe najmniejszym kosztem. Ta postawa nie wydaje mi się fair przede wszystkim wobec całego zespołu Cricoteki.

Majowe wydarzenie w Cricotece powinno stawiać pytania bardziej ogólne. W 2014, po przeniesieniu do nowego gmachu, przed Ośrodkiem stanął dylemat: jaką przyjąć strategię kultywowania pamięci po Tadeuszu Kantorze i jego teatrze Cricot 2? Drogi były dwie. Cricoteka mogła stać się po prostu Muzeum Tadeusza Kantora (i ewentualnie pozostałych artystów z kręgów Grupy Krakowskiej). Mogła też wejść w dialog między dziełem Kantora a sztuką współczesną. Wybrano drugą opcję, znacznie trudniejszą. Zarówno w tym wyborze, jak i w konsekwentnym podążaniu wybraną drogą duża rola Natalii Zarzeckiej. Doskonale wiem, że zarządzać taką instytucją nie jest łatwo. Nie raz łamałem z nią kopie o miejsce Kantora w tym dialogu ze współczesnością. Spojrzenia menedżera kultury jest siłą rzeczy odmienne od historyka. Ale różnorodność jest siłą, nie zaś słabością. Na majowe wydarzenie należałoby spojrzeć także i z tej perspektywy. Może nawet szerszej: tradycja awangardowa a sztuka współczesna, zwłaszcza ta politycznie i społecznie zaangażowana. Żyjemy w naprawdę w trudnych czasach, gdy rządzący starają się zagarnąć coraz większe obszary życia, także kulturalnego. Nie tylko zresztą dotyczy to rycerzy „dobrej zmiany”, przedstawicieli innych opcji również. „Dobra zmiana” dokonuje jednak  hiperbolizacji negatywnego zjawiska prób ingerencji w sferę kultury, do której skłonna jest każda władza: polityczna, samorządowa czy religijna. I normalnym odruchem są próby obrony wolności przez artystów. Tadeusz Kantor dał tego najlepsze świadectwo. Dożywszy wolnej Polski, na sympozjum „Sztuka i Wolność” (1990), ostrzegał minister Cywińską przed omnipotencją polityków. I to też jest jego spuścizna.

Możemy powoływać się na autonomię dzieła artysty, a rewolucja i tak zapuka do bram. I w majowy wieczór 2021 r. zapukała do bramy Cricoteki. Instalacja Krzysztofa Powierży „Banery z Placu Wilsona” jest próbą utrwalenia w dziele sztuki atmosfery zmian społecznych, które się wokół nas dokonują. Może nas razić – lub nie – język młodych, za pomocą którego bronią autonomii swojej tożsamości. Bo przecież o to przede wszystkim szło w proteście zwanym Strajkiem Kobiet, po którym pozostały „przedmioty gotowe”, podniesione do rangi dzieła sztuki przez Powierżę. Czy był to gest aż tak daleko odległy od Barykady, budowanej w finale spektaklu „Niech sczezną artyści”, będącej repliką słynnego obrazu Delacroix, będącego z kolei reakcją artysty na rewolucyjne wrzenia paryskiej ulicy? Oczywiście, zarządzający instytucją kultury mają prawo do wyboru artystów, którym przestrzeń ekspozycyjną udostępniają. Ale zasłanianie się przez Natalię Zarzecką stwierdzeniem, że publiczna instytucja kultury powinna reprezentować poglądy całego społeczeństwa, jest co najmniej utopijne. Powinna natomiast poszerzać krąg odbiorców: różnorodnością prezentowanych punktów widzenia. Na pewno nie należało – mimo różnych obawa i zagrożeń – podejmować decyzji o usunięciu czy przeniesieniu jakiegoś obiektu, już po uprzednim wydaniu zgody na prezentację całej wystawy. Jedyna na to rada to: rozmawiać wystarczająco wcześniej, by osiągnąć konsensus. Negocjacje w ostatniej chwili często źle się kończą.

Jeszcze kilka zdań o działaniach kolektywu Czarne Szmaty. Akcja „Aresztowanie Cricoteki” – chyba jednak uzgodniona z Fundacją Kultury Wizualnej – była artystycznie dość wtórna. Zbyt bezpośrednio nawiązywała do Pomarańczowej Alternatywy czy niedawnej akcji na Żoliborzu, przed domem wiadomego polityka, Lotnej Brygady Opozycji. Znacznie ciekawsze są prace kolektywu, które miały znaleźć się na wystawie „Powaga sytuacji”. Przejrzałem ich dokumentację. „Pozdrowienia z Lesbos” odnoszą się do walki z homofobią, ale ich pole interpretacyjne jest szersze. Odwołując się do postaci Safony, antycznej poetki i intelektualistki, stawiają ważne pytanie o pozycję kobiety w postpatriarchalnym społeczeństwie. Postacie kobiece w teatrze i malarstwie Kantora wciąż czekają na analizę z punktu widzenia krytyki feministycznej. „Ułańskie fantazje” podejmują konfrontację z dość powszechnie funkcjonującą estymą dla tradycji militarnych, tak eksponowaną przez obecną politykę historyczną. A przecież stosunek do munduru u Kantora także wcale nie był jednoznaczny. Wystarczy sięgnąć do jednego z jego tekstów[5].

W Cricotece jest miejsce na dialog Kantora ze sztuką współczesną. Gdy już opadnie zgiełk i kurz, może zamiast stygmatyzowania i obrzucania się winami, warto by powrócić do dialogu, rzeczowej dyskusji. Zamiast domagać się głów i stosów, może należałoby zorganizować konferencję „Sztuka i wolność. Odsłona II”? Sytuacja nas wszystkich: artystów, zarządzających instytucjami kultury i akademików jest naprawdę trudna.

Pozostaje na koniec przypomnieć nam wszystkim słowa Georgesa Banu (w końcu też miłośnika Kantora), napisane niegdyś o Eugenio Barbie: „Tak weszliśmy w tryby różnych instytucji, sprzeniewierzając się, być może, powołaniu, ale nie przestaliśmy wspierać drogich nam artystów, którzy pozostali na zewnątrz, poza systemem”[6]. I w tym, mimo przeciwności i pokus, trwajmy.

[1]    Na portalu Oko.press można obejrzeć filmową relację z wydarzenia.

[2]    Zob. P. Kosiewski, „Kant z Kantorem”, „Tygodnik Powszechny” 2021 nr 24 (3753) z 13 czerwca 2021.

[3]    Oba cytaty pochodzą z Oświadczenia Cricoteki (https://www.cricoteka.pl/pl/oswiadczenie-w-sprawie-wystawy-miesia%CC%A8ca-fotografii-powaga-sytuacji/)

[4]    M. Kościelniak, „Strefa wolna od ideologii, czyli cenzura w Cricotece”, https://didaskalia.pl/pl/artykul/strefa-wolna-od-ideologii-czyli-cenzura-w-cricotece

[5]    Zob. T. Kantor, „Wojsko. Le soldat – l’individu militaire”, w: T. Kantor, Wielopole, Wielopole, Kraków-Wrocław 1984, s. 20-23.

[6]    G. Banu, „Czterdzieści lat Odin i przypowieść o piasku”, „Didaskalia” 2005 nr 67/68.

 

Fot. Adam Walanus

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Errare humanum est

Tak, błądzenie jest rzeczą ludzką. Warto się do tego przyznać… i błądzić. Poszukiwać swojej drogi pośród pytań. Tylko w ten sposób można czegoś dokonać i przynajmniej podjąć starania, by świat choć trochę stał się lepszy. A kto tutaj zabłądzi, może przystanie i przeczyta poniższy tekst. I być może podejmie dyskusję. A dialog to już jakaś forma wspólnoty, nawet jeśli chwilowej i ulotnej, to zawsze cennej. Zapraszam więc.

O autorze

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas!