Posted on: 4 lutego 2018 Posted by: Michał Rychert Comments: 0

Gdy w 1960 r. papież Jan XXXII spotkał się z społecznością Żydów przywitał ich słowami : „Jestem Józef, wasz brat” (por. Rdz 44,18-21.23b – ). Te słowa stały się posiewem obrad Soboru Watykańskiego II i wydały plon w postaci Nostra Aetate.

Deklaracja ta stała się kamieniem milowym w relacjach Kościoła z Żydami, a przede wszystkim w naszym postrzeganiu Żydów i judaizmu. To już nie naród odrzucony i przeklęty przez Boga (NA 4), bogobójcy, innowiercy, synagoga szatana, ale uczestnicy przymierza z tym samym Bogiem, przymierza, które jest nieodwołalne (Rz 11, 29).

Nie ma wątpliwości, że relacja Kościoła do Żydów jest szczególnego rodzaju jest to stwierdzenie i postulat wielu teologów.

Bp. Grzegorz Ryś inaugurując w Łodzi (17.01.2018) sympozjum „Chrześcijanie wobec Żydów – wczoraj i dziś”  zaznaczył dobitnie, że choć „wielu się wydaje, że dialog między Kościołem a judaizmem jest dialogiem międzyreligijnym” – tak może sugerować nazwa dokumentu Nostra Aetate: Deklaracja o Stosunku Kościoła do Religii Niechrześcijańskich – „to jednak w swojej istocie nie jest nim, ponieważ więzi, jakie są pomiędzy Kościołem a Izraelem, są nieporównywalne z tymi, jakie nas łączą z wyznawcami innych religii”.

Braterstwo, ale jakie?

Jednym z przełomowych wydarzeń w relacjach Kościoła z judaizmem była wizyta Jana Pawła II w synagodze rzymskiej. W przemówieniu papież powiedział: „Religia żydowska nie jest dla naszej religii «zewnętrzna», lecz w pewien sposób «wewnętrzna». Mamy zatem z nią relacje, jakich nie mamy z żadną inną religią. Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi” (Rzym 13.04.1986).

Niektórzy zwracają uwagę, że te słowa, które znane są w pewnej uproszczonej wersji, można by warunkowo powiedzieć w wersji „bezwarunkowej” (bez słów: w pewien sposób, można by powiedzieć). Ale czy w rzeczywiści słowa te ukrywają w sobie jakiś warunek? Pod względem gramatycznym, to słynne zdanie nie spełnia kryterium zdania warunkowego, „jeżeli (warunek).., to…”. Mamy raczej do czynienia ze zdaniem współrzędnym połączonym spójnikiem „i”, po którym następuje jedynie uściślenie znaczenia pierwszego członu zdania. Możemy je odczytywać w ten sposób: Żydzi są naszymi braćmi, a precyzyjnie mówiąc „naszymi starszymi braćmi” (wtręt można by powiedzieć  wskazuje na analogiczny charakter braterstwa, a nie na warunek).

Nie ma tu mowy o warunku, który Żydzi, lub my chrześcijanie, powinniśmy dopiero spełnić, abyśmy stali się braćmi nie tylko w człowieczeństwie i w wyznawaniu jedynego i tego samego Boga (tak wierzymy również z wyznawcami islamu), ale braterstwie wywodzącym się od tego samego Ojca (i ojca Abrahama), z Jego wyboru i „zrodzenia”, którego pierwszym dzieckiem był Izrael, a drugim młodszym dzieckiem stał się Kościół.

Kluczowymi słowami nie są wcale te, które miałyby rzekomo warunkować braterstwo chrześcijan z Żydami ale te, które pozycjonują judaizm wobec chrześcijaństwa: „Religia żydowska nie jest dla naszej religii «zewnętrzna», lecz w pewien sposób «wewnętrzna»”. To te słowa warunkują nasze braterstwo: jesteśmy braćmi ponieważ religia żydowska nie jest czymś zewnętrznym. Według obrazu jaki roztacza św. Paweł, Kościół jest jak gałązka oliwna wszczepiona i podtrzymywana przez soki płynące z korzenia, którym jest Izrael (zob. Rz 11,17-18).

Ożywiają nas te same soki, mamy wspólne życie. Ten biblijny obraz, jak i cytowane słowa Jana Pawła II, wydaje się, nie został do końca rozkodowane i niosą w sobie wciąż ogromny potencjał.

Dopatrywanie się w wypowiedzi papieża warunku, który ostatecznie niwelowałby braterstwo, albo sprowadzałby je do rzędu braterstwa jedynie w człowieczeństwie nie ma ani gramatycznego ani teologicznego uzasadnienia.

Wzajemność w braterstwie

Krytycy dialogu zwracają uwagę, że stwierdzenie braterstwa nie może być deklaracją jednostronną. Możemy być braćmi, wówczas, gdy obie strony akceptują braterstwo, uznają je i wspólnie umacniają. Oczywiście nie jest to stan idealny, gdy do więzi braterstwa przyznaje się tylko jedna ze stron, ale skoro relacje mają być budowane nie na obawach, niechęciach, ale na prawdzie, wówczas tym, co nam pozostaje, jest odkrycie i uznanie stanu faktycznego.

Czy braterstwo może być warunkowe? Teoretycznie tak, jeżeli za jego podstawę uznamy umowę społeczną, lub deklarację braterstwa. W przypadku relacji chrześcijan z Żydami nie mamy do czynienia ze wzajemnością w deklarowaniu braterstwa. Faktycznie Żydzi nie nazywają nas „młodszymi braćmi”. Ale też nasze braterstwo ma za podstawę coś więcej niż deklaracje i dobrą wolę.

A zatem pozostaje pytanie o wystarczający, obiektywny fundament braterstwa? Co to znaczy, że ożywiają nas te same życiodajne „soki oliwne” (Rz 11,17b)? Mamy tego samego ojca w wierze Abrahama, mamy te same święte księgi (w sensie biblijnym tylko Stary Testament jest pismem świętym – grafe), ten sam Bóg Ojciec powołał nas do synostwa. To nie nasze deklaracje są konstytutywne dla braterstwa, ale wybór jakiego dokonał Bóg i udział w Przymierzu.

Dwa judaizmy – zerwanie czy ciągłość?

Niektórzy zwracają uwagę, że współczesny judaizm, czyli judaizm rabiniczny bądź talmudyczny mimo, że jest uważany przez większość chrześcijan, również teologów za kontynuację religii Starego Testamentu, to jednak tą kontynuacją nie jest.

Twierdzi się, że na glebie biblijnego Izraela wyrosły dwie religie: chrześcijaństwo i judaizm rabiniczny. Pomiędzy religią Starego Testamentu a judaizmem nastąpiło pęknięcie. Ten fakt historyczny ma mieć ogromne konsekwencje teologiczne. Jakie? Czy rzeczywiście mamy do czynienia z pęknięciem i dyskontynuacją?

Wiele na ten temat może nam powiedzieć przypowieść o synu marnotrawnym, którą możemy odczytać w kontekście relacji Kościoła (z pogan) do Żydów. „Ojciec miał dwóch synów…” (Łk 15,11-32), w przypowieści młodszy syn symbolizuje Kościół, a starszy Żydów, którzy nie przyjęli Jezusa, ba zgorszyli się miłosierdziem jakie Bóg Ojciec okazał zmarginalizowanym synom usynawiając ich niejako na nowo. To on czyni Ojcu scenę zazdrości, gdyż dziedzictwo, którego po zaginięciu młodszego brata spodziewał się dla siebie w całości, kolejny raz zostaje podzielone na dwie równe części.

Dzisiaj role się niejako odwróciły. Młodszy brat (Kościół) okrzepł, wyrósł na silną i wpływową postać. Źle by jednak o nim świadczyło, gdyby swoją pozycję chciał wykorzystać przeciwko starszemu bratu (judaizm). Poniżanie starszego brata, odbieranie mu tytułu do dziedziczenia, jest wprost niezgodne ze słowami ojca: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy”. Młodszy syn powinien wciąż pamiętać na własne swoje słowa, że „nie jest godzien nazywać się synem” (Łk 15,19).

Wrażenie „starsi bracia w wierze”, które weszło do obiegu podczas pontyfikatu Jana Pawła II, nie miało precedensu w wielowiekowym nauczaniu Kościoła. Tak samo jak tezy zawarte w deklaracji Nostra Aetate. Ale też Kościół to nie muzeum, w którym jedyna zmiana polega na usuwaniu kurzu. Winniśmy wciąż pogłębiać nasze więzi z judaizmem. Wydaje się, że przypowieść o synu marnotrawnym może być dla nas cennym kluczem w rozumieniu i kształtowaniu wzajemnych relacji. Wówczas przypowieść tę należałoby nazwać przypowieścią o dwóch synach. Dobrze by było, abyśmy w świetle tej przypowieści odczytywali relacje chrześcijansko-Żydowskie.

Jedno czy dwa przymierza?

Pytanie fundamentalne dotyczy trwałości pierwszego przymierza. Jezuita prof. Norbert Lohfink, egzegeta Starego Testamentu, mówi nie o dwóch (Starym i Nowym), z których nowe znosiłoby stare, ale o jednym przymierzu, które w Chrystusie znalazło swój „pełny i ostateczny sens”. To stwierdzenie prowadzi do dalszych wniosków, że to jedno przymierze obejmuje, nie bez różnic, zarówno Żydów jak i chrześcijan, w tym współczesnych Żydów i chrześcijan.

Ta „teoria jednego przymierza” mówi zatem o jednym przymierzu i dwóch równoległych drogach zbawienia. Dzisiaj zgodną opinią teologów jest, że związek pomiędzy chrześcijaństwem i judaizmem wymaga zupełnie wyjątkowego potraktowania. Czy kierunek wyznaczony w przeszłości przez ks. Lohfinka zostanie podjęty w kolejnych dokumentach Kościoła?

Przymierze jest nieodwołalne

„Przymierze jest nieodwołalne” to niekwestionowany fundament relacji chrześcijańsko-żydowskich. Nie dla wszystkich konsekwencje płynące z nieodwołalności są jednoznaczne. Czy przymierze dotyczy Izraela historycznego czy również współczesnego? Jeżeli przymierze miałoby charakter tylko historyczny, wówczas stwierdzenie o jego nieodwołalności utraciłoby twórczy sens w toczącym się dialogu.

Przymierze jest relacją dwustronną zakłada, że są Żydzi, którzy w tym Przymierzu trwają. Nie ma mowy o jakimś tylko historycznym przymierzu. Trwałość przymierza to fakt nie tylko historyczny, ale również teologiczny i jako taki definiuje nie tylko judaizm, ale również Boga w Jego wierności. Papież Franciszek, precyzuje mówiąc, że „Bóg nadal działa w narodzie Starego Przymierza i sprawia, że istnieją skarby mądrości wypływające z jego spotkania ze Słowem Bożym” (Evangelii Gaudium 249).

Nie ma znaczenia w jaki sposób historycznie i socjologicznie zmieniała się religia Żydów. Nie mają również decydującego znaczenia określenia „biblijna religia Izraela” i „judaizm rabiniczny”, jakby jeden można było przeciwstawić drugiemu, lub co więcej, jakby jeden niwelował drugi. Tak samo jak nie mają sensu podobne cenzury w łonie Kościoła: Kościół pierwotny, konstantyński, Kościół średniowieczny, potrydencki, posoborowy; owszem każde z tych określeń niesie ze sobą konkretną treść historyczną, socjologiczną, a nawet teologiczną w myśl doktryny o rozwoju dogmatu, ale jednocześnie jesteśmy zgodni, że mimo kolosalnej różnicy pomiędzy Kościołem potrydenckim, a posoborowym (stąd schizma lefebrystów), w myśl hermeneutyki ciągłości, której głównym promotorem i zwolennikiem był Benedykt XVI, mamy do czynienia z rozwojem i ciągłością, a nie zerwaniem.

Skoro jesteśmy tak wyrozumiali dla siebie, dlaczego tego samego kryterium oceny zachodzących zmian nie chcemy zastosować wobec judaizmu? Postuluję, aby hermeneutykę ciągłości zastosować do religii Izraela w całej swej rozciągłości.

Nie ma sensu kwestionować zmian jakie zaszły pomiędzy religią biblijnego Izraela, a judaizmem rabinicznym (jego początek upatruje się w tzw. synodzie w Jawne ok. 95r. n. e.). Istotne jest, że zmiany jakie się dokonały w łonie religii Izraela nie miały charakteru uznaniowego, nie były arbitralnym wyborem, ale wynikały z katastrofy jaka spadła na Żydów w postaci zniszczenia świątyni jerozolimskiej, zresztą  nie pierwszy raz, a ostatecznie wygnania z Ziemi Obiecanej.

Izrael utracił bezpowrotnie swoje duchowe centrum, ale czy tym samym utracił swoją religijną tożsamość? Został wygnany, ale czy tym samym odrzucony? Utracił na prawie dwa tysiąclecia ziemię, ale czy został wydziedziczony? Dla Żydów Było oczywistym, że dawne nie powróci i wszystko będzie nowe. Czy na synodzie w Jawne Żydzi wymówili przymierze z Bogiem, czy odrzucili święte księgi, czy zaparli się wiary ojców? „Żadną miarą” (Rz 11,1).

Ten sam lud Izraela nie pierwszy raz w swoich dziejach doświadczał zmian na miarę katastrofy, a jednak zachował swoją tożsamość i więź z Bogiem. Lud Boży w drodze do Ziemi obiecanej i w okresie sędziów, to nie to samo, co Państwo Izrael (por. 1 Sam 8). Religijność Izraela sprzed niewoli nie była taka sama jak w Babilonie i po niewoli babilońskiej.

Nawet grzechy Izraela, które zgodnie ze słowami psalmisty owładnęły wszystkich, także nie było ani jednego, co dobrze czyni (por. Ps 14,3) nie sprawiły, aby Bóg wycofał swoją obietnicę i przymierze (Rz 11, 29). Bóg z powodu grzeszności swojego ludu niejednokrotnie go karcił i rozpraszał, ale ze względu na swoje święte imię na nowo gromadził i jednoczył (zob. Ez 39), bo nie mógł się zaprzeć samego siebie. Dlatego św. Paweł pyta: Czy aż tak się potknęli, że całkiem upadli? – i natychmiast odpowiada – Żadną miarą!

Jeżeli grzech i niewierność nie są w stanie zniwelować Przymierza, tym bardziej Bóg. To nie wierność ludu Izraela jest gwarancją ciągłości, jest nim Pan. Mimo wielu burzliwych zmian historycznych, społecznych, politycznych i egzystencjalnych Izrael nie przestał być ludem Bożym.

Akademickie rozróżnienie na religią biblijnego Izraela i judaizm rabiniczny ma analogiczny sens, jak rozróżnienie na Kościół przedsoborowy i posoborowy. Rozróżnienie to należy interpretować w świetle Objawienia i w duchu życzliwej krytyki biorąc pod uwagę samoświadomość współczesnych wyznawców judaizmu.

Referat został wygłoszony podczas spotkania inaugurującego Klub „Tygodnika Powszechnego” w Słupsku.

comments

Leave a Comment