Juliusz Paetz i Boże Miłosierdzie    

Chciałbym, choć to może w majestacie śmierci nie całkiem stosowne, zastanowić się nad tym, co było i mimo wszystko ciągle jest, najbardziej gorszącym aspektem całej sprawy. Arcybiskup nigdy nie uznał swej winy, co najwyżej mówił o „nadinterpretacji” własnych słów i gestów, nigdy za nic nie przeprosił. Gdy zmuszono go do odejścia schronił się „w cieniu katedry” i gorliwie zabiegał o to, aby nie zostać zapomnianym, mimo zakazu dawał się zapraszać, siadywał w pierwszych rzędach podczas wielkich uroczystości, grał rolę niesłusznie skrzywdzonego. Wielu w to wierzyło, nie mogąc przezwyciężyć dysonansu: biskup, następca apostołów, jakże mógłby publicznie, z miedzianym czołem negować prawdę, dawać fałszywe świadectwo? Pewnie go skrzywdzono, a on desperacko szuka sprawiedliwości.

Oczywiście nie jest możliwym, aby Stolica Apostolska podjęła decyzję wobec abp. Paetza bez dogłębnego i obiektywnego sprawdzenia problemu, został odsunięty, ale bez jasnego, konkretnego i nie budzącego wątpliwości określenia jego odpowiedzialności. Cóż mógł pomyśleć zwykły wierny, pełen zaufania dla swych pasterzy? Otóż biskup, oskarżany o obyczajowe nadużycia, zostaje zmuszony do odejścia, choć sam nigdy do niczego się nie przyznaje. Nadal odprawia Mszę Św., spożywa Najświętszy Sakrament, zatem zapewne spowiada się ze swoich grzechów.

Jeśli w swoim sumieniu uznaje, że jest godzien aby sprawować Najświętszą Ofiarę, to przecież nie może tego robić w sposób świętokradczy. Musi być niewinny, bowiem jeśli kłamie, to znaczy, że następca apostołów jest zakłamanym grzesznikiem, powodującym publiczne zgorszenie, „byłoby mu lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza (Mt 18, 6).” Gdzie zatem jest prawda? Dlaczego i za co biskup poniósł konsekwencje? Jeśli rzeczywiście ich przyczyną była potwierdzona, szokująca nieobyczajność, to dlaczego tolerowano sytuację wprowadzającą „maluczkich” w konfuzję?

„Sprawa Paetza” ukazuje wielki problem naszego Kościoła – klerykalizację, o której tak odważnie mówi papież Franciszek. Mniemane dobro Kościoła – instytucji, nakazuje milczeć, zamiatać pod dywan, pozostawiać w sferze niedopowiedzenia sprawy, które mogłyby Mu zaszkodzić. Zaszkodzić, komu tak naprawdę? Komu zaszkodziłoby wyznanie prawdy w sprawie abp. Paetza? Na pewno nie Kościołowi – wspólnocie wiernych, być może Kościołowi – korporacji duchownych.

Komu służyło pozostawianie grzechów poznańskiego metropolity w szarej strefie niedopowiedzenia? Co miał myśleć człowiek wiary szczerej i prostej, widząc, że arcybiskupa odsunięto, czyli uznano jego odpowiedzialność, a jednocześnie nie sformułowano wprost, jasno i jednoznacznie zarzutów wobec niego? Komu służyło takie postępowanie, zrozumiałe jedynie w korporacyjnej logice instytucji strzegącej swej integralności i doczesnego interesu? Gdzie był ewangeliczny radykalizm? Sposób załatwienia sprawy abp. Paetza jest modelowym przykładem przedłożenia logiki korporacyjno-instytucjonalnej nad ewangeliczną. Szkody, szczególnie w sferze wrażliwości ludzi autentycznie, szczerze i prosto wierzących są tu niepoliczalne.

Nie nam jednak roztrząsać zakamarki duszy ks. Arcybiskupa. On jest już na sądzie Bożym, doświadcza Jego miłosierdzia i sprawiedliwości. Grzech braku nazwania zła złem obciąża oczywiście jego sumienie, ale niewspółmiernie bardziej sumienie jego braci w biskupstwie. Dziś możemy dla Juliusza Paetza zrobić tylko jedno, wypowiedzieć słowa modlitwy „Wieczny odpoczynek” i polecić zmarłego nieogarnionemu Bożemu Miłosierdziu.

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas:

Nie żyje abp Juliusz Paetz, niegdyś metropolita poznański, bohater niesławnej pamięci afery, która wybuchła już niemal 20 lat temu. Nie będę przypominał tutaj wszystkich soczystych epizodów relacji hierarchy z klerykami, które zaszokowały opinię publiczną. Nie będę też pochylał się nad wielokrotnie przy tej okazji opisywanej nieskuteczności działań eklezjalnej biurokracji.
Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas!