Czy nie szkoda?

Spektakl sejmowy z czwartku 7 marca, poprzedzający głosowanie nad votum zaufania dla rządu, z całą wyrazistością sygnalizuje, że coś niedobrego dzieje się w przestrzeni nauki polskiej. Jej przedstawiciele w randze najwyższej, to znaczy profesorów, zdają się rozstawać (i to bez żalu) z zasadami, które dotąd stanowiły fundamentalny zespół cech człowieka służącego poszukiwaniu prawdy.

Mam na myśli nie tylko samo zaangażowanie w wojnę polityczną w tej przestrzeni, która na ogół nie jest właściwa dla naukowców, to znaczy w przestrzeni partyjnej konfrontacji, ale przede wszystkim zupełną rezygnację z poziomu i stylu, w jakim się taką walkę toczy. Prócz kandydata na premiera, który od dawna akceptuje i realizuje różnego rodzaju scenariusze gry, wystąpiła 7 marca kolejna posłanka z tytułem profesorskim i – podobnie jak jej koleżanka, liderka awantury o transseksualistkę – nadała swojej wypowiedzi tonację i słownik emocjonalny, zamiast przeprowadzenia spokojnego wywodu, który prócz ataku niósłby propozycje konstruktywne i przekonująco za nimi argumentował. Zwolennikom walki partyjnej daje to z reguły dużą i bardzo łatwą satysfakcję. Ale przecież niczego optymistycznego nie wnosi, społeczeństwu nie pomaga stawać się bardziej odpowiedzialnym i bardziej zaangażowanym w sprawy kraju. Czy nie szkoda więc tej niszczejącej pomału tradycji uniwersyteckiego etosu i samego czasu poświęcanego na taką działalność, zamiast służenia wiedzą i autorytetem wychowaniu dorastających roczników studentów, którzy za chwilę przejmą stery w państwie?

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

1 Komentarz

Avatar

Ryszard · 10 marca 2013 o 00:35

Urodziłem się (tuż?) po wojnie(dla młodych-2światowej),więc nie mogę mówić z bezpśredniego doświadczenia. Niemniej,miałem styczność z wieloma ludżmi kształconymi w 2 Rzeczpospolitej i to zarówno “tylko”maturzystami,jak i po studiach uniwersyteckich.Przeważnie byli to Lwowianie. Mimo braku wiedzy i wykształcenia śmiem twierdzić,iż ludzie ci nie tylko wyróżniali się (w porównaniu z kształconymi póżniej) wiedzą ale i zasadami,które wynieśli poprzez kontakt z podstawowymi kwestiami etyki i nie tylko.Dzisiejszy zanik zasad wśród “”elit”” jestem skłonny przypisać nie tylko brakom wyniesionym “z domu” i brakom wykształcenia.To przede wszystkim brak myślenia i bezkrytyczne widzenie siebie,jakiś niezrozumiały przeze mnie rodzaj samouwielbienia.Przykre i żałosne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas!