Afektywne rozczarowanie papieżem Franciszkiem

Wywiad, który przeprowadziła z Ojcem Świętym Fiorenza Sarzanini dla „Corriere della Sera”, wzbudził falę emocji. Krytyków papieża Franciszka utwierdził w przekonaniu o słabości tego pontyfikatu, a większość sympatyków rozczarował. Sam dałem się ponieść tym emocjom, publikując dwa krótkie wpisy na FB, w tym jeden z nich na portalu Klubów „Tygodnika Powszechnego”. Pojawiła się pod nimi mała dyskusja, także tych rozczarowanych wypowiedzią Franciszka. Wiele polemik przetoczyło się przez media. Na FB bardzo krytyczne wpisy zamieścił red. Tomasz Terlikowski. Zebrały one setki pozytywnych reakcji. W dużej części podzielam akurat w tym wypadku jego zdanie; trzeba jednak pamiętać, że Terlikowski należy do konsekwentnych krytyków tego pontyfikatu. Przynajmniej w kilku jego aspektach. Ciekawy był dialog Tomasza Terlikowskiego z ks. prof. Alfredem Wierzbickim w „Faktach po Faktach” TVN 24 (4.05.2022). W tej polemice podjęta przez prof. Wierzbickiego krytyczna próba obrony papieża Franciszka chyba jednak nie była w stanie sprostać celnym ripostom Terlikowskiego. Równie interesującą analizę papieskiego wywiadu dał o. Paweł Gużyński OP,  w swych bardzo podobnych do siebie wypowiedziach dla stacji TVN oraz na łamach portalu Onet. W odniesieniu do wywiadu dla „Corriere della Sera” i postawy Franciszka wobec wojny w Ukrainie przewidujące okazały się myśli zawarte w tekście prof. Pawła Stachowiaka, zatytułowanym „Franciszek i Ukraina”, opublikowane jeszcze w marcu na stronie „KlubTygodnika.pl”. Interesującą analizę dał również Edward Augustyn, w opublikowanym na łamach „Tygodnika Powszechnego” artykule pod znaczącym tytułem „Omylny”. W dalszej części artykułu oprę się na wyżej wymienionych tekstach i wypowiedziach, przede wszystkim jednak na angielskiej wersji streszczenia wywiadu papieża Franciszka, autorstwa Luciano Fontana, zamieszczonym na stronie internetowej „Corriere della Sera” (1).

Wielu słowa wypowiedziane przez Franciszka na temat sprowokowania Rosji przez NATO zabolały. Także przewijający się w słowach papieża pewien symetryzm – a przynajmniej można odnieść takie wrażenie – w ocenie działań Rosji i Zachodu. Stwierdzę zaraz na początku: nie podzielam tego poglądu papieża. Żadnej równowagi działań akurat w tym konkretnym wypadku nie ma. Rosja jest agresorem, Putin ludobójcą godnym sądu, kary, zadośćuczynienia, a potem dopiero przebaczania. I tego przebaczenia mogą w swej wolnej woli udzielić jedynie ci, którzy przede wszystkim doświadczyli cierpienia i śmierci bliskich. Tylko oni mają moralne do tego prawo. Przeciw rosyjskiej agresji w Ukrainie świadczą tysiące zamordowanych, zgwałcone kobiety, torturowani mężczyźni, przyglądające się temu bestialstwu dzieci. Wszyscy świadkowie skazani są na traumę, która będzie im towarzyszyć już do końca życia. Zachód natomiast tym razem stanął po jasnej stronie mocy, wysyłając na Ukrainę zarówno broń, jak i pomoc humanitarną. Myślę, że słowa Franciszka boleśnie odczuło dziesiątki tysięcy Polaków, zaangażowanych w pomoc uchodźcom z Ukrainy, przyjmując ich w domu, poświęcając swój czas na szlachetny wolontariat czy regularnie wpłacając ofiary na organizacje pomocowe. Chociaż te słowa nie były skierowane do nich, to jednak jakoś tam rykoszetem w sercu ukłuły. Mam okazję podróżować po naszym kraju, widzę więc jak to pospolite ruszenie dobra wygląda. Wystarczy przypomnieć sobie dworce kolejowe, pełne wolontariuszy udzielających pomocy potrzebującym. Cieszy zwłaszcza zaangażowanie w niesieniu dobra studentów i uczniów; młodzież mamy zaiste wspaniałą. Fakt, że w Polsce nie ma obozów dla uchodźców z Ukrainy, o czymś przecież świadczy. I napiszę to jasno. Skuteczność pomocy to nie w pierwszym rzędzie zasługa chełpiącej się władzy państwowej, która reaguje często z opóźnieniem i w sposób minimalny; choć zmiany w prawodawstwie zrównujące czasowo pod wieloma względami uchodźców z Ukrainy z obywatelami Rzeczypospolitej cieszą. Ale sukces pomocy humanitarnej w Polsce to przede wszystkim zasługa społeczeństwa obywatelskiego, w drugiej kolejności samorządów. Społeczeństwa potrafiącego się jednoczyć w ważnej sprawie ponad podziałami; często obok siebie pracują niedawne uczestniczki i uczestnicy Strajku Kobiet ze zwolenniczkami i zwolennikami całkowitego zakazu aborcji. O tej łasce wylania się dobra w Polsce Ojciec Święty doskonale wie, dawał temu wyraz już kilka razy.

Franciszek jest konsekwentnym pacyfistą. Zgadzam się z nim, że każda wojna jest złem, niesie ze sobą śmierć, cierpienie i traumę. W okopach nie ma bohaterów – jak trąbi to propaganda – są tylko ludzie, którym udało się przeżyć. Ale chrześcijaństwo zna, przynajmniej od czasów Tomasza z Akwinu, koncepcję wojen sprawiedliwych. U początku XV stulecia została ona rozwinięta przez Pawła Włodkowica, profesora i rektora Akademii w Krakowie. Społeczeństwa mają prawo stanąć w obronie zagrożonej wolności, niepodległości i suwerenności. Obrona ojczyzny nie jest tym samym, co agresja na sąsiada. Pierwsza jest wyrazem wyższej konieczności, w obronie której można stanąć niekoniecznie z bronią w ręku, lecz także niosąc pomoc rannym, pozbawionym domów, jedzenia czy przelęknionym. Druga niedającym się niczym usprawiedliwić aktem przemocy, któremu towarzyszą nierzadko zbrodnie i gwałty. I Ukraińcy mają pełne prawo stanąć w obronie swej ojczyzny z bronią w ręku, czego konsekwencją może być pozbawienie w walce życia napastnika.

Musimy zrozumieć jednak, że obecny papież nie jest Europejczykiem. Był to pewnie jeden z powodów jego obrania przez kardynalskie konklawe na Stolicę Piotrową. Dzięki temu jest szansa na otwarcie nowych, nieeuropejskich czy euroatlantyckich, perspektyw. Analogicznie zresztą pontyfikat Jana Pawła II otwierał starą Europę na nieco odmienne doświadczenia wschodniej części kontynentu. Tego obszaru, który prof. Jerzy Kłoczowski w swej świetnej książce nazwał „młodszą Europą”. Franciszkowi nie jest więc bliska globalna oś rywalizacji Zachód – Wschód, lecz Północ – Południe. W tej perspektywie zarówno państwa zachodniej Europy jak i Stany Zjednoczone będą się jawiły jako ekspansjonistyczne, które nie zaniechały dążeń do postkolonialnej dominacji i eksploatacji. Franciszek, podobnie zresztą jak kiedyś Jan Paweł II, nie jest zbytnim entuzjastą wartości liberalnych – rozumianych zarówno w perspektywie ekonomicznej, jak i społecznej oraz indywidualnej – na których opiera się cywilizacja euroatlantycka. Dostrzega, że to, co jest źródłem naszego bogactwa, na znacznych obszarach świata może powiększać obszary biedy i zniewolenia. Obecny papież pochodzi z Ameryki Łacińskiej, gdzie powyższa kontestacja aż nazbyt często znajduje swe potwierdzenie. W tym regionie świata Stany Zjednoczone wcale niekoniecznie jawią się jako obrońca wolności i demokratycznych wartości. W drugiej połowie XX wieku Ameryka Łacińska zbyt często była polem zastępczej rywalizacji między dwoma globalnymi graczami: USA i ZSRR. Nie bez powodu Franciszek jest nazywany „papieżem slumsów”. Podział świata na bogatą Północ i ubogie (wyzyskiwane) Południe leży u podstaw mojego ulubionego jego tekstu, czyli „Adhortacji apostolskiej Evangelii Gaudium. O głoszeniu Ewangelii we współczesnym świecie”. Na najwyższe uznanie zasługuje postawa Franciszka wobec uchodźców na Lesbos i Lampedusie, jego zaangażowanie w niesienie im pomocy i postawę miłosierdzia wobec nich. Nie bez powodu wspomnianą adhortacją zachwycali się alterglobaliści, doszukujący się duchowej wspólnoty między przywódcą religijnym z Watykanu a radykalizmem Naomi Klein.

W powszechnej świadomości utarła się opinia o reformatorskich dążeniach odnowy Kościoła katolickiego, które przyświecają temu pontyfikatowi. Tak, jest wiele w tym prawdy, ale tylko po części. Papież rzeczywiście dążył – przynajmniej do tej pory – do zwiększenia pozycji świeckich w Kościele, w tym kobiet. Pewną furtką, która może – ale nie musi – doprowadzić do reformy stanu duchownego, jest możliwość wyświęcania na kapłanów żonatych mężczyzn. Być może pójdzie za tym diakonat kobiet, ale to już wcale takie pewne nie jest. Dużą zmianą może okazać się także otwarcie drogi do przyjmowania Najświętszego Sakramentu przez rozwiedzionych katolików, aktywnych seksualnie w drugich związkach małżeńskich. Jak na razie ta droga dopuszczenia do pełnego uczestnictwa w Eucharystii jest jednak sabotowana przez wiele Episkopatów, w tym niestety przez polski. Nadzieję na zmianę anachronicznej katolickiej etyki seksualnej w aspekcie antykoncepcji zapobiegawczej może budzić też decyzja Franciszka o odtajnieniu (po zwyczajowych 50. latach) dokumentów dotyczących okoliczności powstania encykliki „Humanae vitae” Pawła VI. Papież robi też gesty w rodzaju umywania nóg kobietom w obrzędzie wielkoczwartkowym. Za porównywalny znak można uznać przychylne słowa wypowiadane wobec przedstawicieli społeczności LGBTQ+; nadal jednak przejawia się on w podkreślaniu szacunku dla osób, a nie w akceptacji tej formy aktywności seksualnej. W gruncie rzeczy wspomniane gesty nie wychodzą jednak poza postawę, którą wobec kobiet czy osób niebinarnych reprezentowali Jan Paweł II czy Benedykt XVI. Do kościelnej rewolucji, którą postuluje niemiecka droga synodalna, jest jeszcze od nich bardzo daleko.

Franciszek nie jest tradycjonalistą, ale nie jest też entuzjastą liberalnego stylu życia społeczeństw zachodnich. Wręcz przeciwnie, widzi w nim zagrożenie całkowitą laicyzacją, konsumpcjonizm, dewastację środowiska naturalnego, a w stosunku do biednego Południa nową formę postkolonialnego wyzysku. Nie odbiega więc zbytnio od poglądów Jana Pawła II i w tym względzie. Obaj zresztą papieże diagnozując – często trafnie – błędy cywilizacji zachodniej, zdają się nie dostrzegać faktu, że zbytni konserwatyzm Kościoła w dziedzinie kulturowo – obyczajowej przyczynia się do pogłębiania wspomnianych procesów laicyzacyjnych. Zwłaszcza, że – jak dowodzą obecne skandale – dokonany przez Jana Pawła II podział na „cywilizację życia” i „cywilizację śmierci” okazał się nieprawdziwy. Posoborowy przewrót antropologiczny w Kościele po prostu się nie dokonał. Trzech ostatnich papieży nie sposób nazwać tradycjonalistami, ale konserwatystami już tak. A konserwatyzm charakteryzuje się ewolucyjnymi zmianami tam, gdzie to konieczne. O żadnej radykalnej reformie w Kościele i jego nauczaniu, która uwzględniłaby – choć w części – tempo zmian społeczno-kulturowych nie ma raczej mowy. Wielu z nas pamięta, z jakim entuzjazmem był przyjmowany początek pontyfikatu Jana Pawła II na zachodzie Europy. Ale, w miarę upływu lat, nadzieje te opadały. My Polacy, ze zrozumiałych względów, zdawaliśmy się tego nie zauważać. Podobnie może być i z Franciszkiem.

Obecny papież dojrzewał w środowisku umiarkowanych peronistów. Dlatego nie powinna nas dziwić w jego poglądach dość szczególna mieszanka wrażliwości społecznej z przywiązaniem do tradycyjnych wartości. Argentyna pozostała w sercu Franciszka jak Polska w sercu Jana Pawła II. A że doświadczenia te nie pasują do zlaicyzowanych społeczeństw Zachodu? To już problem odrębny. Musimy zrozumieć, że dla papieża slumsów ważniejsze jest zapewnienie podstawowych potrzeb człowieka – zgłodniałych nakarmić, nagich przyodziać, bezdomnym dać schronienie – niż walka o kolejne prawa grup mniejszościowych, które zaprzątają głowę aktywistom europejskim. Dobrze byłoby, żeby zarówno Franciszek jak i wspomniani aktywiści, zdali sobie sprawę, że oba dążenia są istotne. Z przytoczonych powyżej kontestacji wyciągnę również wniosek, że Kościół katolicki nadal dobrze się czuje w sojuszu z systemem umiarkowanego, populistycznego autorytaryzmu. Odnoszę niekiedy nawet wrażenie, że lepiej niż w liberalnej demokracji. Dlatego nie powinno dziwić aż tak bardzo powoływanie się w wywiadzie na zapewnienia Victora Orbána. Dziś już zresztą wiemy, jak bardzo papież się zawiódł, ufając słowom węgierskiego premiera.

Franciszek, podobnie jak poprzedni papieże, jest zaniepokojony wspomnianymi przeze mnie procesami laicyzacji społeczeństw wysokorozwiniętych. Dlatego z pewnym podziwem spogląda na sukcesy prawosławia w Rosji, odradzanie się tam wiary i tradycji. Nie bardzo przy tym – moim zdaniem – rozumie uwarunkowania polityczne i kulturowe procesu odbudowywania sojuszu ołtarza z tronem i restauracji wielkorosyjskiej megalomanii. Nie pochodzi po prostu z Europy Środkowej czy Wschodniej. Co prawda wywiad dla „Corriere della Sera” wskazuje, że względy papieża dla patriarchy Cyryla zdają się być mniejsze niż przed inwazją Rosji na Ukrainę, ale z chęci odwiedzenia Rosji nadal nie rezygnuje. I zdaje się nie rozumieć, że jego słowa i gesty mogą zostać wykorzystanie przez putinowską propagandę. A on sam naraża się – niesłuszne przecież – na określenie bycia papieżem moskiewskiego satrapy. I niewiele pomaga fakt, że obaj jego poprzednicy marzyli o tym, żeby udać się w pielgrzymkę do Rosji i dopełnić proces pojednania katolicyzmu z prawosławiem. Zbyt wielką wagę przywiązywali zresztą chyba oni do znaczenia Patriarchatu Moskiewskiego, podtrzymując tym samym nie dający się obronić historycznymi argumentami mit „trzeciego Rzymu”. Ten sam błąd popełnia Franciszek, deprecjonując przy tym – mam nadzieję, że mimowolnie – znaczenie autokefalicznej od 2018 r. Prawosławnej Cerkwi Ukrainy, która w wyniku wojny może znacząco powiększyć grono swoich członków. Nie wspominam już o rozczarowaniu wiernych Kościoła katolickiego obrządku bizantyjsko-ukraińskiego, będącego przecież w unii z Rzymem. Pasterz winien pamiętać o swojej owczarni, zwłaszcza w czasie trudnym. A tej troski niestety w słowach Franciszka o chęci wcześniejszego odwiedzenia Moskwy przed Kijowem nie usłyszałem.

Przypisy
(1) Zob. T. Figura, „O. Paweł Gużyński: Franciszek nie chce być papieżem NATO” (2022.05.03), https://wiadomosci.onet.pl/religia/o-pawel-guzynski-franciszek-nie-chce-byc-papiezem-nato/bcr7ngh; P. Stachowiak, „Franciszek i Ukraina” (2022.03.12), https://www.klubtygodnika.pl/franciszek-i-ukraina/; E. Augustyn, „Omylny”, „Tygodnik Powszechny” 2022.05.15 nr 20 (3801); L. Fontana, „Pope Francis: <I am ready to meet Putin in Moscow>” (2022.05.03), https://www.corriere.it/cronache/22_maggio_03/intervista-papa-francesco-putin-694c35f0-ca57-11ec-829f-386f144a5eff.shtml.
(2) J. Kłoczowski, „Młodsza Europa. Europa Środkowo-Wschodnia w kręgu cywilizacji chrześcijańskiej średniowiecza”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1998.

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Errare humanum est

Tak, błądzenie jest rzeczą ludzką. Warto się do tego przyznać… i błądzić. Poszukiwać swojej drogi pośród pytań. Tylko w ten sposób można czegoś dokonać i przynajmniej podjąć starania, by świat choć trochę stał się lepszy. A kto tutaj zabłądzi, może przystanie i przeczyta poniższy tekst. I być może podejmie dyskusję. A dialog to już jakaś forma wspólnoty, nawet jeśli chwilowej i ulotnej, to zawsze cennej. Zapraszam więc.

O autorze

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas!