Bóg nie potrafi?

Kontrowersja na marginesie rozdziału “Święta całość” książki Richarda Rohra “Uniwersalny Chrystus”. Rohr. Hillesum, Kołakowski, Leibnitz…

Poniedziałkowa dyskusja o rozdziale Święta całość”  Rohra dała asumpt do kontrowersji. O uszanowaniu mocy Chrystusa (czy raczej tego, co Rohr nazywa Chrystusem) w pozornej bezsilności pisze Etty Hillesum, uwięziona, przed transportem do Auschwitz:

“Tak, Panie, sądząc po wypadkach, wydaje mi się, że niewiele już możesz zrobić, one stały się częścią mojego życia. Nie pociągam Cię do odpowiedzialności. Ty potem możesz obarczyć nią nas. Niemal z każdym uderzeniem serca uświadamiam sobie coraz dobitniej, że nie potrafisz nam pomóc, za to my musimy wesprzeć Ciebie, a tego domu w nas, w którym mieszkasz, powinniśmy bronić aż do końca.”

Jak to jest, że Bóg czegoś nie potrafi, Wszechmogący?

Dla mnie to jasne. Bóg stwarzając człowieka i obdarzając go wolną wolą, tym samym wycofał się z pewnego obszaru. I nie może tam działać. Nie potrafi uniemożliwić człowiekowi skorzystania z jego wolnej woli, bo tym samym zaprzeczyłby sobie. (Pytanie, czy Bóg potrafi przestać być Bogiem?) Pewien zakres zostawił nam. I dlatego nie Jego możemy pociągać do odpowiedzialności, ale musimy nią obarczyć nas, ludzi. I to jedynie my możemy innym ludziom przeszkodzić w czynieniu zła. To my musimy wesprzeć Boga.

Być może wyraziłem się niejasno, w każdym razie spotkałem się ze sprzeciwem, który, być może, źle zrozumiałem. Chodziło o to, że Bóg chce naszego dobra i nie musi się stosować do naszych pragnień. Musimy Bogu zaufać, że ma na względzie nasze dobro. Ale czy to znaczy, że Żydzi idący na zagładę powinni zaufać Bogu, że Bóg pozwala na Szoah, bo jest dla ich dobra?

Na takie dictum nigdy się nie zgodzę. Często zresztą mowa, by zaufać Bogu, służy jako alibi dla biernego poddawania się ślepemu losowi. (Krewny mojego kolegi, który za okupacji wysługiwał się Niemcom i m.in. dowoził Żydów na miejsce straceń, bardzo pogardzał Żydami, bo zachowywali się biernie z rezygnacją i tylko się modlili – „tak się zachowuje bydło na rzeź, nie ludzie” – mówił).

Wolę raczej uważać, że Bóg szanując wolną wolę ludzi, był bezsilny wobec Szoah. Może jedynie ofiarom wynagrodzić cierpienie po śmierci , na „tamtym świecie”.

Padł jeszcze jeden argument: Kołakowski powołując się na Leibnitza ponoć pisał, że nasz świat jest najlepszym z możliwych, takim, na którym przewaga dobra nad złem jest maksymalna możliwa. Więc zło, które się dzieje, jest poniekąd nieuniknione by mogło zaistnieć większe dobro.

Z tym także się nie zgodzę. Czy wiemy, że nasz wszechświat jest jedyny? A może istnieje wiele wszechświatów, a jeśli tak, to niby dlaczego akurat ten nasz, ma być najlepszy z możliwych? Nie ma po temu żadnej racji. I jeszcze wynikałoby z tego, że np. gdyby nie było grzechu pierworodnego, nasz świat byłby gorszy niż jest. Ale w takim razie, dlaczego grzech pierworodny jest w ogóle grzechem?

Mogę się jedynie zgodzić, że Bóg optymalizuje nasz świat metodą poprawek po złych czynach ludzkich. Potrafi i ze zła wyciągać jakieś dobro. Ale nie znaczy to, że gdybyśmy zła nie czynili, świat byłby gorszy. Bóg może z naszego zła wyciągnąć dobro, ale nie „potrafi” temu złu zapobiec, jest bezsilny wobec naszej wolnej woli. Ale to nas obarcza odpowiedzialnością za zło, za nieprzeciwdziałanie jemu, za zaniechanie dobra. Za niewspieranie Boga.

Inna sprawa, że z tym złem nie jest tak prosto. Wbrew temu, co nam się wydawało prawdą objawioną, zło jest w świecie od jego zarania. Jest wpisane w strukturę wszechświata. Łańcuch narodzin i śmierci jest warunkiem ewolucji. Bóg nie stworzył „z niczego”, ani „z prochu ziemi” gotowego człowieka, ale stworzył świat, w którym do powstania inteligentnego gatunku obdarzonego rozumem doszło w naturalny sposób. Jeżeli Bóg stworzył człowieka dla nieśmiertelności, to z pewnością nie do nieśmiertelności na tym świecie. Jeśli przez zawiść diabła pojawiła się śmierć, to nie na tym świecie, bo tu zawsze była, raczej chodzi tu o śmierć wieczną, ale czym tak naprawdę ona jest, nie do końca zostało nam objawione.

A przy okazji jeszcze jedna myśl. Filozofowie stworzyli Boga filozofów, byt absolutny. Niektórzy z teologów utożsamili Boga filozofów z Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba. Ale czy słusznie? Jest nieskończenie wiele matematycznych nieskończoności różniących się jedna od drugiej. Czy absolut filozofów jest jeden jedyny? A może ma nieskończenie wiele wariantów? A może Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba jest jeszcze całkiem inny, niż wszystko, do czego doszli filozofowie? Właściwie o Bogu wiemy tyle co nic, wobec tego, czego o Nim nie wiemy.

Advocatus diaboli

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas:

Facebook
Twitter
LinkedIn
Pinterest

Działamy dzięki Tobie! Wesprzyj nas!