Posted on: 21 kwietnia 2013 Posted by: Aleksandra Francuz Comments: 0

Świat jako księga – jedna z rozpoznawalnych metafor objaśniających rzeczywistość – wybrzmiała z nową siłą w filmie dokumentalnym „Baraka” w reżyserii Rona Fricke’a. Taki jest też jego najnowszy film – „Samsara” z 2012 r. Wypracowanym przez siebie środkom wyrazu pozostaje od trzech dekad wierny. Strategią komunikacji jest dla Fricke’a nieufność wobec języka. Język ogałaca? Fricke znalazł swój alfabet. 

Alfabet osobliwości. Otóż za tworzywo filmu uznaje kinowy format taśmy 70 mm – pozwalającej osiągnąć zabieg circoramy. Obraz w ten sposób ulega uprzestrzennieniu. Pomysł na tytuł filmu bierze z ocalania znaczeń słów wywodzących się z suahili (baraka – ‘błogosławieństwo, szczęcie’, imię Barak – w „Wiernym ogrodniku” to ‘błogosławiony’) czy sanskrytu (samsara – ‘wędrowanie, układające się na kształt cyklu reinkarnacji’). To tytuł pozostaje jedynym słowem komentarza.

Fricke szuka znaków wyobrażeniowych gdzie indziej. W tańcu z figur układanych z rąk (!), sakralnych malowidłach skalnych, schodach piramid, przesuwaniu kamyków różańca, ruchu palców po świętych księgach świata, rytuałach obmywania ciała, kadzidlanym dymie, cieple żarzącego się stołu świec, totemach, świętości i pięknie bez granic. W filmowym obrazie świata zawarł i to, co było od zawsze – zło bez granic. Piece krematoryjne, łóżka tortur, barwy wojenne na ciele, tatuaże utkane z nienawiści, unifikację i automatyzację życia, pustynię wielkomiejską, zagłuszającą dzwonek mnicha, krzywdę zwierząt (przerażające obrazy). I na koniec tylko krzyk aktora będzie swoistą linią demarkacyjną pomiędzy czasem świętym a czasem świeckim (zegar odmierza rytm życia tu i teraz, a cykl przyrody wikła widza w kategorię czasu mitycznego). „Baraka” to historia jednego dnia?

comments

Leave a Comment