Posted on: 16 marca 2013 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU
(J 8,1-11)

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz? Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.

Przed czterema laty, czekając na pociąg do Poznania na jednej ze stacji kolejowych, z daleka ujrzałem piękną, długowłosą blondynkę. Oprócz jej ponadprzeciętnej aparycji, moją uwagę zwróciła także ogromna walizka. Gdy podszedłem bliżej, z zamiarem zaoferowania się jako tragarz, okazało się, że doskonale ją znam. Była to Ewa – kumpela z czasów licealnych. Również jechała do Poznania, a dalej do Rzymu. Jak mówiła: „zrywać bakłażany”. Kiedy rozmawialiśmy, okazało się, że jedzie pracować nie tyle w usługach rolniczych, co raczej w tych usługach, które mają opinię jednych z najstarszych. Próbowałem ją przekonać, że nie warto, że czeka ją dramat, tragedia, cierpienie… Nie posłuchała. Jedyne, co mogłem dla niej zrobić, to dać jej kontakty do moich włoskich przyjaciół, w razie gdyby nadeszła „czarna godzina”.

Oczami wyobraźni wpatrujemy się w pełną dramatyzmu scenę spotkania jawnogrzesznicy z Jezusem. W niektórych komentarzach do tej perykopy można przeczytać, że mamy tu do czynienia nie tyle z prostytutką, co z kobietą, która współżyła ze swoim narzeczonym, lub tego narzeczonego z innym mężczyzną zdradzała. Zgodnie z prawem powinna zostać uduszona lub ukamienowana.  Wyobraźmy sobie, że ta scena rozgrywa się współcześnie, a my jesteśmy jej bezpośrednimi świadkami. Fakt, że Jezus przebacza kobiecie uprawiającej przedmałżeński seks, byłby dla wielu z nas gorszący, a Jezusa – widzianego naszymi oczami – z pewnością by skompromitował. Zapewne i do nas Jezus skierowałby pytanie: „Kto z was jest bez grzechu?” i z pewnością również my musielibyśmy z pokorą uznać nasze grzechy, zwłaszcza te skrzętnie ukrywane przed całym światem, i odejść ze spuszczonymi głowami.

Jaka dobra nowina płynie dla nas z dzisiejszej liturgii Słowa? Paradoksalnie – im większymi grzesznikami jesteśmy, tym bardziej jest to dobra, radosna nowina dla nas. Jest to słowo pełne pokrzepienia zwłaszcza dla tych, którzy znajdują się w sytuacji – po ludzku – bez wyjścia: rozwodników, osób wierzących żyjących w związkach niesakramentalnych, ludzi nieradzących sobie z własnym grzechem, zwłaszcza tym przeciwko szóstemu przykazaniu, osobom niepotrafiącym zapomnieć o ciemnych stronach historii życia własnego i swoich rodzin. Dzisiaj nasz Pan zapewnia nas o swoim nieskończonym i bezwarunkowym miłosierdziu względem nas.

Bóg pragnie zachęcić nas również do przemiany życia. Zapewnia nas o swojej wierności i stałości w miłości. Nie osądza nas, nie oskarża, nie potępia. Zaprasza do zdroju miłosierdzia. Do nas kieruje słowa zawarte w pierwszym czytaniu: „Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy” (por. Iz 43, 16-21). On nie potępia, nie pamięta, co było złego i grzesznego w naszym życiu.

Owocem spotkania z Bogiem i odpowiedzią na doświadczenie przebaczenia oraz miłosierdzia powinno być nawrócenie, metanoia, przemiana myślenia i życia. Nie wiemy, jakie były dalsze losy kobiety z dzisiejszej Ewangelii. Możemy jednak się domyślać, że coś w niej „pękło”, że z dużym prawdopodobieństwem coś w jej życiu uległo przemianie. Wszak życiorysy wszystkich błogosławionych i świętych są świadectwem na niezwykłą moc przemiany dokonującą się w spotkaniu człowieka z Bogiem. Owocem autentycznego spotkania z Bogiem jest życiowa rewolucja. Wszystko przestaje być ważne. Liczy się tylko On – Bóg i Pan. Potwierdza to św. Paweł: „Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego” (por. Flp 3,8). Czy stać nas na taki radykalizm?

Kiedy byłem we Włoszech, kilka miesięcy po spotkaniu ze wspomnianą Ewą, niespodziewanie zadzwoniła do mnie, prosząc abym zabrał ją do Polski. Dzwoniła ze szpitala. Pobił ją jakiś Albańczyk. Następnego dnia, kiedy miałem po nią jechać, zadzwoniła, że wszystko jest ok i nie zamierza wracać. Do dzisiaj tam jest. Oficjalnie szczęśliwa, pod osłoną nocy – zrozpaczona. Czasem do mnie napisze, dzieląc się swoim życiem. Nie rozpoznała jeszcze Boga na drodze swojego życia. Jest jednak nadzieja, ponieważ paradoksalnie najłatwiej Boga spotkać wcale nie w życiowych dramatach, ale w osobistym doświadczeniu własnej słabości i grzechu. Nawet tego najbardziej ohydnego i przerażającego.

comments

Leave a Comment