Posted on: 15 sierpnia 2017 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

Uroczystość Wniebowzięcia NMP
I CZYTANIE: Ap 11,19a;12,1.3-6a.10ab. II CZYTANIE: 1 Kor 15,20-26. EWANGELIA: Łk 1,39-56.

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w [pokoleniu] Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana. Wtedy Maryja rzekła: Wielbi dusza moja Pana, i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy. Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją. On przejawia moc ramienia swego, rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich. Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych. Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia. Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje jak przyobiecał naszym ojcom na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.

„Nie tak szybko, krok po kroku do Maryi, nie tak szybko. Matka Boża będzie z tobą zawsze blisko, gdy jej szczerze oddasz wszystko…”. To refren najpopularniejszej piosenki tegorocznego sezonu pielgrzymkowego. Komentarze na temat przeróbki wakacyjnego hitu „Despacito” są bardzo zróżnicowane: od zachwytu po potępienie. Nie chciałbym jednak dokonywać oceny formy czy też walorów artystycznych tej popularnej przeróbki. Bardziej interesuje mnie tekst, który w prosty sposób ma zbliżać do Matki Bożej i dodawać otuchy w trudzie pielgrzymowania.

Kościół kolejny raz daje nam możliwość wpatrywania się w Maryję i zachęca do medytacji jej życia. A Ona żyła zwyczajnie. Była kobietą, która starała się Boga kochać, czego przykład znajdujemy w Ewangelii. Radowała się z tego, co miała. Tymczasem, gdy patrzymy na nasze życie, wiemy, jak trudno nam docenić naszą codzienność, nasze małe sukcesy i zwycięstwa. Uległość wobec Boga i pełnienie Jego woli prowadziła ją do zadowolenia z życia i poczucia spełnienia. To nie jest łatwe. Doświadczamy tego na co dzień. Często marzymy i mówimy o „lepszym świecie”, albo tęsknie wzdychamy: „kiedyś to było lepiej”. Tymczasem nie będzie lepiej w świecie, jeśli mi lepiej nie będzie, kiedy ja sam nie będę chciał dostrzec tego, że naprawdę jest się z czego w życiu cieszyć.

Patrząc na Maryję i Jej życie, nasze myśli kierujemy także ku Jasnej Górze – tam, gdzie rocznie pielgrzymuje niemal pięć milionów pątników. Pięknie, a zarazem bardzo zwyczajnie i bez patosu pisał o Jasnej Górze Szymon Hołownia w jednym ze swoich felietonów w „Tygodniku Powszechnym”: „Narzekasz, że jakiś biskup plecie farmazony? Usiądź na Jasnej Górze, poczekaj, na pewno zaraz pojawi się i taki, który zamiast w świat swych lęków, zabierze cię do Boga. Nie lubisz motorów? Za godzinę przyjadą rowerzyści. Po pielgrzymce kiboli zjawi się pielgrzymka profesorów; po grupie testującej parametry megafonów – grupa ciszy; po biznesmenie, który składając gotówkę na ołtarzu, liczy na pomożenie się jej na rachunku bankowym – żyjący powietrzem i odrobiną chleba mistyk. Bez kłopotu mieści się tu i tłumiony szloch, i triumfalny Apel Jasnogórski” („Boska menażeria”, TP, 7.05.2017).

Wpatrywanie się w Maryję, medytacja jej życia, podejmowanie trudu pielgrzymowania do jej sanktuariów, budowanie maryjnych kapliczek czy wieszanie w naszych domach obrazów Najświętszej Panienki ma zasadniczo jeden główny cel – mamy przez to stawać się do Niej podobni, jak dzieci do swej matki, po prostu świętsi, zwyczajnie lepsi, wrażliwsi.

W jednym z wywiadów pisarz i poeta Jarosław Mikołajewski mówi: „Na Lampedusie prości ludzie mówili mi: »Zobacz, mamy w kościołach piękne obrazy. Na wielu jest Matka Boska z Dzieciątkiem. Jak mamy nie pomagać kobietom, które z takimi samymi dziećmi na rękach, w takich samych chustach przybywają z tych samych obszarów, na których żyła Maryja?«. Kiedy we Włoszech widzi się biednego, cierpiącego człowieka, mówi się o nim povero Christo – biedny Chrystus”. A u nas?

„Nie tak szybko, krok po kroku do Maryi, nie tak szybko, Matka Boża będzie z tobą zawsze blisko, gdy jej szczerze oddasz wszystko”. Rzeczywiście, nie musimy się spieszyć. Bóg nie wymaga od nas, byśmy już od jutra byli święci i doskonali, jak Jego i nasza Matka. On także przez wniebowzięcie Maryi chce nas pocieszyć. Maryja nie wstępuje do nieba swoją mocą. To On ją bierze do siebie, bo tak chce. A więc to nie zależy od jej wielkiego zaangażowania czy gorliwej pobożności. To zależy od darmowej łaski Boga, o którą, co najwyżej, możemy prosić. Jest dla nas pocieszeniem ten dzień Wniebowzięcia, bo Bóg mówi nam, że nasze cele są wielkie, a nie byle jakie; że nasze życie nie jest jałowe, a nasza codzienność nie jest bezużyteczna – bo dzięki temu właśnie uczymy się wstępować do nieba, uczymy się być bliżej Niego.

comments

Leave a Comment