Posted on: 5 maja 2013 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 0

VI Niedziela Wielkanocna
J 14,23-29
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca.
To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem.
Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie.
A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie.

Dziwny, tajemniczy, pełen uniesienia, miłości, ale i grozy był to Wieczór.

Oto Wielka Mowa Pożegnalna podczas Ostatniej Wieczerzy. Nie ma w niej przypowieści, symbolicznych historyjek. Jezus mówi do uczniów otwarcie. Wydaje im się, ze rozumieją, okazuje się, że teraz dopiero Jego mowa staje się dla nich zagmatwana i niezrozumiała.

Dlatego Jezus mówi długo i powtarza jak refren, to, co najważniejsze.

Św. Jan potrzebował aż pięciu rozdziałów, aby przekazać Jego pożegnalne słowo i modlitwę. Przypis w Biblii Jerozolimskiej sugeruje, że jest to zebranie kilku mów, wygłoszonych w rożnym czasie. Być może, jednakże powracające motywy- zapowiedź śmierci, zapowiedź zmartwychwstania, zapowiedź zesłania Ducha Świętego, o czym nigdy wcześniej nie wspominał, wskazują, że to był właściwy i jedyny czas na odsłonięcie Tajemnic. Czy raczej przekazanie Tajemnic, bo uczniowie nie byli w stanie zrozumieć, ani zobaczyć jasno, choć Pan uporczywie powtarzał i tłumaczył.

Wydaje się, że doraźnym celem tej długiej i bardzo gorącej przemowy było umocnienie, pocieszenie i dodanie otuchy uczniom przed dramatycznymi wydarzeniami, które miały zacząć się jeszcze tej samej nocy. „…Mówię wam to teraz, zanim to się stanie”. Jezus wie, że nie rozumieją, powtarza: „wy tego teraz pojąć nie możecie” a jednak mówi. Przewiduje, że uczniowie rozproszą się, uciekną, schowają się w mysiej dziurze, bojąc się prześladowań, i powtarza na rożne sposoby: „…Nie lękajcie się… niech się nie trwoży serce wasze… nie bójcie się”. Przepowiada, że Judasz Go zdradzi, Piotr się Go wyprze, wszyscy pouciekają, On umrze na krzyżu- i znów powiada: „nie lękajcie się.”

Dalej jest jeszcze bardziej niejasno: „Nie będzie mnie, ale wrócę, odejdę do Ojca, ale ześlę wam Pocieszyciela. Teraz nie rozumiecie, ale zrozumiecie, gdy otrzymacie Ducha . On wam wszystko przypomni i nauczy wszystkiego.” I już zupełnie niezrozumiale: „JA nie mówię od siebie, ale od Ojca. Ojciec i ja jedno jesteśmy, kto widzi mnie, widzi Ojca. Jeśli będziecie zachowywać moja naukę – Ja i Ojciec zamieszkamy w Was.” Czy to można zrozumieć? Czy można było to zrozumieć wówczas, ZANIM to wszystko się stało? Czy można to zrozumieć- dzisiaj? Przyznam, że nie rozumiem. Uczniowie też nie rozumieli, ale doskonale czuli uroczystą niezwykłość oraz wielką wagę tej chwili.

Małe dziecko uczy się Modlitwy Pańskiej i nic nie rozumie. Wie jednak, że te niezrozumiałe słowa są inne niż wszystkie, bo wymawiając je trzeba uklęknąć, złożyć rączki, przeżegnać się (co to znaczy?)-czyli narysować na sobie niezrozumiały znak, którego tak trudno się nauczyć (a czy my do końca rozumiemy co robimy czyniąc znak krzyża na sobie?) Widzi i słyszy, że rodzic wypowiada te słowa uroczyście, inaczej, niż wszystkie inne. One skierowane są do Kogoś: „daj, przebacz, przyjdź” Mówi się: Królestwo Twoje – więc ten Ktoś jest Królem. To ważna i pełna mocy postać. Rodzice mówią, -to Bóg. Co to znaczy? Kto to jest? NO, to jest pytanie zadawane od wieków przez teologię…Dziecko tyle może pojąć, że słowa te są odświętne, uroczyste i skierowane do niewidocznego, możnego Króla, którego rodzice bardzo szanują. Chyba tez kochają.

Nawet jeśli spróbujemy uwspółcześnić na potrzeby dziecka tekst, którym modlimy się od wieków- też nie zrozumie. Powtarza mechanicznie. Po jakimś czasie zna na pamięć. Nasiąka niezrozumiałymi słowami, one przenikają je. Powtarza i rośnie wraz z nimi. Staja się jego częścią. I stopniowo to, co mówi staje się dla niego coraz bardziej zrozumiałe – także przez to, że bliskie i doskonale znane.

Człowiek dojrzewa, dorasta i wszystko czego doświadcza pogłębia jego rozumienie wypowiadanej od małego modlitwy. Im lepiej pojmuje znaczenie słów, im lepiej rozumie co i do Kogo mówi, tym bardziej wzbiera w nim przekonanie, a nawet pewność, że prawdziwy, pełny sens ukrywa się poza słowami, że jest on czymś o wiele więcej, niż same słowa, rozumiane, lub nie. Poprzez tę modlitwę, jeśli współpracuje z jej natchnieniami, odsłania się człowiekowi powoli Rzeczywistość Osoby, której nie sposób opisać i zamknąć w słowach; Rzeczywistość ta dotyka bowiem przede wszystkim serca. To doświadczenie przemienia człowieka, otwiera go coraz bardziej na Miłość, która zamieszkuje w nim i przepełnia go. Możliwa staje się taka bliskośc z Panem obecnym sercu, która nie potrzebuje słów…A wszystko zaczyna się od wbijania w dziecięcą główkę niezrozumiałego pacierza.

Tak chyba było z apostołami podczas Ostatniej Wieczerzy. Tyle razy Pan powtarza wszystko, wbija im to do głowy, a oni, czując, że to bardzo ważne, nie mogą zrozumieć Jego słów do końca. Ale na dnie pamięci – zostaje.

Jednak ta pamięć jest początkowo uśpiona. Nawet, gdy Pan Ukrzyżowany ukazuje im się po swoim Zmartwychwstaniu, potrzebują wiele czasu, aby uwierzyć, że to On i skojarzyć Jego Obecność z tamtymi słowami z Wieczernika. Coś im zaczyna świtać, przyzwyczajają się do tego Innego Mistrza a wówczas On, pouczywszy ich, co mają czynić na ziemi, znów odchodzi do Ojca – znika im z oczu. Znów nic nie rozumieją.

Dopiero Zesłanie Ducha Świętego wszystko radykalnie zmieni. Dopiero On wydobędzie na powierzchnię to, co zostało zasiane w ich pamięci. Pojmą, że zrozumienie słów Pana polega przede wszystkim na ich własnym zaangażowaniu! Duch uzdolni ich i do rozumienia i do działania.Przestaną się trwożyć ich serca, przestaną się bać. Zaczną sami przemawiać tak, jak nigdy dotąd nie umieli- z mocą Ducha porywając tłumy. Doświadczą, czym jest obecność w nich Ojca i Syna i Ducha, o czym On przecież wtedy mówił. Zrozumieją, co znaczy, że to Jezus jest Drogą i Prawdą, o czym wtedy mówił. Zrozumieją sercem, co znaczy, że Jezus i Ojciec to Jedno. Doświadczą też miłości zamieszkującego w nich Ojca i Syna, która stanie się niewyczerpalną energią i siłą napędową ich czynów; doświadczą wreszcie Pokoju, który Pan im wówczas zostawił, a którego dotąd nie mieli…Bożego Pokoju, głębokiego i stałego, który będzie ich wypełniał podczas prześladowań, tortur, a także podczas męczeńskiej śmierci. Zrozumieją również, że On jest Życiem; że żyją prawdziwie od chwili, gdy gotowi na śmierć dla Imienia Jezusa zaczęli głosić Ewangelię, a umierając, wchodzą w Życie w Pełni. Tak więc Duch Pocieszyciel do samego końca będzie odsłaniał Apostołom sens tamtej, pożegnalnej mowy.

Kombinując rozumem tylko i obracając w głowie słowa nie jesteśmy w stanie zrozumieć Jezusowego przesłania. Nie jest to możliwe bez otwarcia na Ducha, bez Jego udziału. Także nasz-ludzki-wątły i niepewny pokój, nie jest Jego Pokojem, byle zawirowanie może go zdmuchnąć…póki Pocieszyciel nie umocni go w nas.

Panie!

Proszę, bądź cierpliwy wobec mojego niezrozumienia, wobec mojej nieporadności i tchórzostwa! Ulituj się nad moja słabością! Niech wypełni mnie płomień Twojego Ducha, niech rozjaśni moje ciemności! Niech prowadzi mnie Drogą, którą jesteś, niech uczy mnie głosić Prawdę, którą jesteś, niech wprowadza mnie w Życie, którym Jesteś.

Ześlij w moje serce Swój Pokój! Umocnij mnie w nim!
Amen

comments

Leave a Comment