Posted on: 23 czerwca 2013 Posted by: ks. Arkadiusz Lechowski Comments: 0

Za 12,10-11 Ps 63 Ga 3,26-29 Łk 9,18-24

1.

„Jeśli kto chce pójść za mną (…) niech weźmie swój krzyż” tymi słowami Chrystus zachęca nas do tego, aby być Jego uczniem. Krzyż o którym mówi Chrystus, z dość oczywistych powodów kojarzy się nam z ludzkim cierpieniem, choć warto zauważyć, iż dla apostołów był on przede wszystkim znakiem przemijania tego świata. Chrystus mówi bowiem o końcu swojego życia na ziemi i wzywa, aby każdy kto chce go naśladować o własnej śmierci nie zapomniał, a za swoje życie wziął całą odpowiedzialność „zapierając się samego siebie”.

Trącą zatem ignorancją zachęty do szukania własnego krzyża – cierpienia, gdyż należy co dzień się „z niego chlubić”. Cierpienie owszem, jest po to aby je „znosić”, gdyż rzeczywiście często stajemy przed jego tajemnicą, w której możemy dostrzec ofiarę miłości, łączoną z bolejącym Chrystusem na krzyżu. Nie możemy jednakże zapomnieć, iż naszym obowiązkiem jest „znoszenie” cierpienia również w znaczeniu jego „unicestwiania”. Mamy zatem z cierpieniem walczyć, gdyż jako chrześcijanie, nie jesteśmy wyznawcami krzyża-cierpienia, online casino ale krzyża-miłości, dzięki której Bóg dał nam zbawienie.

2.

Skąd biorą się u nas tendencje do patrzenia na słowa Ewangelii w nieco krzywym zwierciadle, tak że potrafimy uwypuklić cierpienie zamiast miłości i szukać ideologicznej pokory w obojętności do cierpienia innych. Z bezradności i chęci usprawiedliwienia tego pierwszego? Z naszych doświadczeń, czy też z bezkrytycznie przyjmowanego nauczania innych?

Przyczyn jest pewnie wiele. Dlatego warto zadać sobie raz jeszcze odwieczne pytanie: jak ja widzę Ewangelię i kim dla mnie jest Chrystus. Czy widzę w nim „mściciela”  za grzechy nasze i całego świata, czy orędownika miłosierdzia? Czy jest dla mnie prorokiem? kapłanem Mesjaszem? A jeśli za Piotrem widzę w Nim „Bożego Mesjasza”, to na czym ów mesjanizm polega?

Zdając sobie sprawę, że nie są istotne opinie „tłumu”, ale moje własne rozeznanie, to okazuje się, że paradoksalnie na tak postawione pytanie wcale nie jest łatwo odpowiedzieć. Pamiętając słowa Chrystusa, że On utożsamia się z każdym człowiekiem, może warto zadać sobie pytanie pomocnicze: „za kogo uważam drugiego człowieka?” Czy jest on mi bratem? czy wrogiem? A jeśli nawet byłby mi nieprzyjazny, to czy potrafię wprowadzać w życie, pozostawione nam przez Mistrza, przykazanie miłości nieprzyjaciół?

Szczera refleksja nad  naszymi relacjami do ludzi, pomoże nam zrozumieć naszą relacje do Boga i nasz stosunek do życia, które warto oddać z powodu Chrystusa, aby mieć obiecane przez Bożego Mesjasza, życie wieczne. Wówczas łatwiej jest przyjąć świadomość własnego krzyża-przemijania. Bo wiemy do czego dążymy. Bo znamy obiecane nam Królestwo Nieprzemijające.

comments

Leave a Comment