Posted on: 14 listopada 2011 Posted by: Patryk Zakrzewski Comments: 0

Jeszcze w liceum – myślę, że w pierwszej klasie – szukałem na polskim rynku wydawniczym gazety, która miała spełniać pewne wymagania. Nie były nadto wygórowane, a mimo to długo nie mogłem znaleźć odpowiedniej lektury.

Szukałem źródła informacji. O tym co w Polsce i poza jej granicami. Ale bez kąśliwych uwag i poplątania faktów z komentarzem. Szukałem rzeczywistych problemów, z którymi mierzę się na co dzień, a których niekiedy nie potrafię zdefiniować, a także prób rozwiązania tych problemów. Prób twórczych, niepowielających potocznych opinii, nieprzyjmujących za credit monitoring services cannot satisfy money. prawdę poglądów tylko jednej ze stron, nawet jeśli wymaga to przyznania się do własnych win. Szukałem rozmów o wszystkim, ale nie o niczym. Zaciętych polemik, burzliwych dyskusji, sprostowań, wyjaśnień, szczerych odpowiedzi. Szukałem środowiska, które bez obaw mówi o Bogu i które – co więcej – potrafi mnie przekonać, bym również się tego nie wstydził.

Znalazłem „Tygodnik” i tak już z nim zostałem.

comments

Leave a Comment