Posted on: 28 grudnia 2017 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 5

Szanowny Księże Arcybiskupie,

„Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”.  Dekalog, podstawa naszej wiary i moralności nie pozostawia wątpliwości, nie wolno wypowiadać fałszywych i lekkomyślnych osądów, które godzą w cześć i dobre imię innego człowieka. Nie godzi się szczególnie wtedy, gdy dysponujemy autorytetem urzędu i stanowiska, gdy mamy świadomość, że nasze słowa odezwą się tysięcznym echem w mediach, będą cytowane i interpretowane.

Nie mogę przestać myśleć o ósmym przykazaniu po lekturze wywiadu, którego udzielił Ksiądz portalowi Onet. Cała pierwsza część wywiadu została poświęcona „Tygodnikowi Powszechnemu” i środowisku wokół niego skupionemu. Słowa ostre, bez niuansów i dzielenia włosa na czworo. Środowisko Tygodnika „zdradziło” Kościół, „zawiodło” papieża”, „schlebia ludziom”, „relatywizuje prawdę” a słowa jego Redaktora Seniora: „znacznie odbiegają od tego co jest doktryną Kościoła katolickiego”. Rozumiem, że takie opinie zostały przez Księdza wypowiedziane jako osąd prywatny bo jeśli miałyby być wypowiedzią ex cathedra ze stolicy św. Stanisława, to właściwie należałoby na nowo uruchomić indeks ksiąg zakazanych i co prędzej wpisać nań „Tygodnik”. Wszelako sprawa nie jest groteską, ma wymiar poważny, wręcz groźny. Następca Stefana Sapiehy i Karola Wojtyły dokonuje bowiem osądu tak radykalnego posługując się, delikatnie mówiąc, wątpliwą interpretacją ważnego tekstu, tekstu samego papieża Jana Pawła II. Zbyt mało tu miejsca aby przypominać czym był „Tygodnik Powszechny” dla Karola Wojtyły, jakim szacunkiem darzył on Jerzego Turowicza i ludzi tworzących tygodnikowe środowisko, sam był przecież jednym z nich. Nie wiem, czy czytał Ksiądz korespondencję ówczesnego metropolity krakowskiego z redaktorem naczelnym TP z przełomu lat 60-ych i 70-ych, słowa pełne wzajemnego szacunku przy wszystkich, niemałych przecież, różnicach poglądów.

Nie jestem również przekonany, że zna Ksiądz pełen tekst listu Jana Pawła II napisanego do Jerzego Turowicza na 50-ą rocznicę istnienia TP w roku 1995, który jest podstawą osądów wypowiedzianych w wywiadzie. Właściwie wolałbym wierzyć, że zapoznał się Ksiądz z tym listem pobieżnie, bez wnikliwości, bo naprawdę lepiej aby był w tym jedynie powszedni grzech zaniedbania niż ciężki fałszywego świadectwa. Otóż pisze Ksiądz tak: „Nie bez powodu Jan Paweł II napisał przed laty list do redaktora Turowicza, skarżąc się, że to środowisko, którego on bronił i które lansował na początku swojego pontyfikatu, w odniesieniu do tak ważnych kwestii, jaką jest ochrona życia, go po prostu zawiodło. Mówiąc nawet ostrzej, po prostu zdradziło.” Pominę już określenie „lansował” zwyczajnie protekcjonalne wobec św. Jana Pawła II, najważniejsza jest interpretacja jego słów jako zarzutu zdrady. Doprawdy nie wiem na czym się opiera, jakie konkretne zdania ją uprawniają? Przypomnę co napisał papież: „„Pan daruje, jeżeli powiem, iż oddziaływanie tych wpływów [antyklerykalnego zwrotu wielu środowisk w Polsce początku lat 90-ych. Uzupełnienie moje P.S.] odczuwało się jakoś także w »Tygodniku Powszechnym«. W tym trudnym momencie Kościół w »Tygodniku« nie znalazł, niestety, takiego wsparcia i obrony, jakiego miał poniekąd prawo oczekiwać; »nie czuł się dość miłowany «. Dzisiaj piszę o tym z bólem, gdyż los »Tygodnika Powszechnego« i jego przyszłość bardzo leżą mi na sercu”. Gdzie tu zarzut zdrady? Gdzie słowa wykluczenia i potępienia? Dla mnie ten list był zawsze świadectwem papieskiej troski, wyrażonej językiem pasterskiego napomnienia a nie anatemy. Proszę powiedzieć, które pismo w Polsce, a nawet na świecie dostało taki prezent? Nie standardowe zapewnienie o „modlitewnej pamięci” i „z serca płynącym błogosławieństwie”, napisane przez jakiegoś kurialnego urzędnika, ale osobiste słowa Ojca św. tętniące emocją, uczuciem, szczerością, pragnieniem dobra dla przyjaciół, którzy zeszli nieco z właściwej, wedle jego opinii, drogi. Czy tak pisze się do zdrajców?!

Wiele relacji mówi, że papież był szczerze zaskoczony falą nienawistnych ataków, która podniosła się w kraju po publikacji jego listu, ataków, które niezwykle boleśnie odczuwał ciężko już wówczas chory Jerzy Turowicz. Może nawet poczuwał się do pewnej winy, na jego bowiem życzenie podczas swej pielgrzymki do Polski w 1997 r. spotkał się z Turowiczem. „(…) to, że Ojciec święty modli się za nas codziennie, stanowi dla nas ogromne zobowiązanie służenia Kościołowi w Polsce i pomagania mu, by stawał się takim, jakim chce go widzieć Ojciec święty. Oczywiście chodzi tu nie tylko o służbę Kościołowi, ale po prostu o służbę Polsce, zgodnie z całym sensem przesłania Ojca świętego”, tak komentował to spotkanie redaktor naczelny TP.  Dwa lata później, po otrzymaniu wiadomości o jego śmierci papież napisał list, znów utrzymany w tonie osobistego wyznania: „Zachodzi szczególny związek pomiędzy tymi słowami i życiem śp. Jerzego. Był on bowiem człowiekiem głębokiej wiary, opartej na solidnym fundamencie formacji intelektualnej i duchowej, wyniesionej jeszcze z „Odrodzenia” i stale rozwijanej. Z tej wiary czerpał siły do dochowania wierności zasadom, do wytrwałego propagowania ponadczasowych wartości ludzkich i chrześcijańskich, do odważnej obrony człowieka i jego godności. Dawał jej świadectwo również jako ceniony intelektualista, publicysta i redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”. W trudnych czasach, kiedy Kościół w Polsce był ograniczany przez totalitarny system, „Tygodnik” był jedynym głosem katolików świeckich. Dzięki zdecydowanej postawie swego Redaktora Naczelnego zachował wtedy jednoznaczną linię, którą wyznaczała troska o Kościół, o krzewienie chrześcijańskiej kultury i kształtowanie duchowej wrażliwości ludzi. Dzisiaj, kiedy stoimy nad trumną śp. Jerzego Turowicza, dziękujemy mu za to świadectwo, jakie dał swą postawą i życiem, za jego wkład w kulturę polską i tworzenie środowiska kulturalnego miasta Krakowa.” O środowisku, którego animatorem był Jerzy Turowicz, pisze Ksiądz jako o „zdrajcach” i „zapuszcza kurtynę milczenia” na słowa ks. Adama Bonieckiego: „że między biskupami, papieżem a redakcją Tygodnika Powszechnego zawsze była przyjaźń, choć czasami szorstka, ale jednak przyjaźń”. Być może po prostu inaczej rozumie Ksiądz pojęcie przyjaźni pomiędzy biskupem a świeckim? A może wychodzi z założenia, że nie można mówić o przyjaźni ze „zdrajcami”? Jeśli tak jest, to po co ich przyjmować i nie być z nimi szczerym?! Uczciwiej byłoby Bonieckiemu et consortes, zgodnie z zasadą „tak – tak, nie – nie”, powiedzieć prosto w oczy: „jesteście zdrajcami”?

Księże Arcybiskupie, mówi Ksiądz o swoim spotkaniu z redakcjami TP i „Znaku”, że było „dobre”. Wiem, że takie było również wrażenie jego uczestników. Dlaczego zatem teraz i to w atmosferze Świąt Bożego Narodzenia pojawiają się słowa, które jawnie tej opinii przeczą? Czy był Ksiądz sobą podczas spotkania, czy w wywiadzie? Ja wolę ufać, że to właśnie w rozmowie, osobistym kontakcie z czującymi i wrażliwymi bliźnimi był Ksiądz bardziej autentyczny niż w uproszczonej i być może nie do końca przemyślanej treści wywiadu.

comments

5 People reacted on this

  1. Tygodnik Powszechny czytamy z Żoną prawie od 40 lat.Obecnie powypowiedziach Arcybiskupa M.J.,jesteSmy przekonani,że Arcybiskup nie czyta TP wogóle.Nie ma więc możliwości prawdziwego dialogu na poziomie.Prosimy Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego,żeby przestał dzielić Polaków !

  2. Bardzo dziękuję Panu Pawłowi Stachowiakowi za tekst w sprawie wypowiedzi arcybiskupa krakowskiego na temat Tygodnika Powszechnego.

  3. Uzupełnienie: chcąc nie chcąc Wielebny zaliczył do grona zdrajców Kościoła, nie tylko ks. Adama Bonieckiego, ale również stałych współpracowników TP: arcybiskupa G. Rysia, ojca W. Oszajcę, ks. prof. M. Hellera, ks. prof. T. Halika, o. w. Hryniewicza, ks. prof. J. Prusaka, s. B. Chyrowicz oraz szereg innych kardynałów, arcybiskupów, biskupów i księży. Czy wyklnie ich z ambony? Ażeby być konsekwentnym powinien Wielebny to uczynić.

  4. Oj , rzeczywiście nie dorósł Wielebny Ksiądz do stanowiska. A w kwestii Listu Papieża z 1995r. do Redakcji TP: na pewno nie wie, że JP II szybko zorientował się, że wypowiedział się zbyt ostro i przy najbliższej wizycie w Polsce zadośćuczynił Turowiczowi i Redakcji , spotykając się osobiście z chorym redaktorem naczelnym (a były plany spotkania z całą redakcją). Niech popyta Wielebny swego poprzednika. Nowy szef krakowskiej metropolii to rzeczywiście katastrofa dla tamtejszego Kościoła. Ale „dłużej klasztora , niż przeora”.

Leave a Comment