Posted on: 30 października 2020 Posted by: Kazimierz Urbańczyk Comments: 0

Jakże podobnymi drogami biegną moje myśli i prof. Pawła Stachowiaka. I mnie też narzuciła się wręcz analogia z Hiszpanią („Hiszpańska przestroga”). I zastanawiałem się czy o tym nie napisać, ale Paweł zrobił to lepiej niż ja bym mógł napisać. Kiedyś mnie dziwiło, jak mogło dojść do mordowania na taką skalę zakonników i zakonnic, często Bogu ducha winnych.

Teraz widać, że może dojść do tego nawet w naszej ojczyźnie św. Jana Pawła II. I to na zamówienie przywódców naszego Kościoła. Poprzez niezdolność do dialogu, niesłuchanie argumentacji drugiej strony i w związku z tym brak jakiejkolwiek próby odpowiedzi na te argumenty, Kościół najpierw utracił wiarygodność. Przed parunastu laty, koleżanka wykładająca na socjologii zaobserwowała, że gdy omawiając jakiś problem, powie: „A teraz posłuchajcie, jakie jest w tej sprawie stanowisko Kościoła”, sala wybucha śmiechem. Bo dla nich już sam pomysł, że można stanowisko Kościoła traktować poważnie, brzmi jak dowcip.

Z kolei Kościół, zamiast próbować odzyskać stracony autorytet, zaczął „pracować” nad tym, by utracić szacunek, choćby swoimi reakcjami na problemy pedofilii duchownych, brakiem adekwatnej reakcji na sejmowe protesty opiekunów osób niepełnosprawnych czy piętnowaniem „tęczowej zarazy” . A w ostatnim okresie starał się, by go znienawidziło jak najwięcej osób.

Teraz zbiera owoce.

Kiedy Mazowiecki przywracał naukę religii do szkół, byli ludzie, którzy wzywali, by zastanowić się, czy jest to najlepsze rozwiązanie, jakie to ma strony negatywne, jakie może przynieść niepożądane skutki. Zostali okrzyknięci wrogami Kościoła, którzy chcą zabronić dzieciom poznawania naszej wiary, którzy chcą wychowania w duchu bezbożnictwa. A przecież nie o to szło.

Jest to stały sposób reakcji hierarchii i sporej części aktywu świeckiego. Kto się z nimi nie zgadza, kto wyraża wątpliwości, to ktoś, kto dał posłuch lewackim czy neomarksistowskim nurtom idącym z zachodu, które mają na celu zniszczenie Kościoła. Wszelkie kwestionowanie autorytetu hierarchii jest wg nich inspirowane i stymulowane z zagranicy, ze środowisk wrogich chrześcijaństwu, wrogich Polsce.

W tym rozumowaniu z góry się zakłada, że ludzie nie są zdolni do samodzielnego myślenia. Że ktoś musi im podpowiedzieć. Jest to lekceważenie i pogarda ogółu laikatu.
Kościół w Polsce, zamiast zrobić rachunek sumienia, obwinia wszystkich wkoło o swe niepowodzenia. Zwłaszcza „media mainstreamowe”. A przecież Kościół ma lekcje religii w szkołach, niedzielne homilie, rekolekcje, ma swoje mass media, a ostatnio media publiczne po jego stronie gardłują. Dlaczego zatem tylu ludzi raczej uwierzy „Gazecie Wyborczej” niż Kościołowi?

Słysząc oburzenie na antykościelny charakter manifestacji aż się prosi, by powiedzieć episkopatowi: „oto owoce waszej katechizacji w szkołach, taką młodzież wyście sobie wychowali”.

Muszę się przyznać, że odczuwam bezradność i bezsilność. Głosy biskupów, skądinąd może słuszne, są zupełnie nieadekwatne do sytuacji. Wciąż się zdaje, że drugą stronę należy zakrzyczeć, zdemaskować, osądzić i potępić. A tymczasem w pierwszym rzędzie należy nawrócić. A przedtem wysłuchać i zrozumieć.

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego jest pozornie sukcesem Kościoła, w rzeczywistości początkiem katastrofy. Czy chcemy, by ochrona oddziału wojska była konieczna, żeby było można odprawić Mszę św. bez zakłócenia?

W adhortacji apostolskiej Reconsiliatio et paenitentia, p. 16 papież Jan Paweł II pisał:

Na dnie każdej sytuacji grzechu znajdują się zatem zawsze osoby, które grzech popełniają. Jest to tak dalece prawdziwe, że gdy dana sytuacja może być zmieniona pod względem strukturalnym i instytucjonalnym siłą prawa lub — jak często się niestety zdarza — prawem siły, to w rzeczywistości taka zmiana okazuje się niepełna, krótkotrwała, a w ostateczności daremna i nieskuteczna — i nawet przynosząca odwrotny skutek — jeśli nie towarzyszy jej nawrócenie osób bezpośrednio czy pośrednio za tę sytuację odpowiedzialnych.

Właśnie mamy do czynienia z sytuacją, przed którą przestrzegał św. Jan Paweł. Sytuację grzechu zmienia się siłą prawa i prawem siły, nie troszcząc się o nawrócenie osób z nią związanych. I zmiana może kazać się daremna, nieskuteczna, a nawet przynieść odwrotny skutek. Próbuje się zakazać grzechu, pozostawiając nietknięte jego strukturalne przyczyny.

Łatwo jest bronić życia, gdy to nic nie kosztuje. Najpierw trzeba dopilnować, by kobieta urodziła, a potem się jej powie: „Jakżeś urodziła takiego potworka, to se go teraz chowaj”.

comments

Leave a Comment