Opublikowano: 25 lipca 2020 Autor: Michał Rychert Comments: 0

Refleksje jakie przedstawili na tych łamach ks. Andrzej Draguła (Kapłańska futurologia 25/2020) i Piotr Sikora (Kościół bez duchowieństwa? TP 27/2020) inspirują do dalszych poszukiwań. O przyszłości księży we wspólnocie wierzących warto się spierać, dyskutować, wszak mają oni do spełnienia w niej bardzo ważną funkcję. Kwestią absolutnie kluczową jest określenie natury i misji księży w relacji do całego ludu Bożego. O ich tożsamości nie mogą decydować bieżące doświadczenia. Rzeczą konieczną jest sięgniecie do źródeł, usystematyzowanie pojęć, wgląd w rozwój teologii kapłaństwa, celem rozróżnienia pomiędzy tym, co należy do jego istoty, a historycznymi naleciałościami.

Funkcje kapłańskie
Do najistotniejszych funkcji kapłańskich należy: składanie ofiar, podtrzymywanie ognia świątynnego, w którym były spalane ofiary oraz pośrednictwo. Z tych trzech pośrednictwo stanowi o istocie kapłaństwa, ogień i ofiary są tylko środkiem, celem jest doprowadzenie ludzi do relacji z Bogiem. W oparciu o ten schemat możemy zrozumieć naturę i wyjątkowość kapłaństwa Nowego Przymierza.

Kapłaństwo rytualne Pierwszego Przymierza
Stary Testament mówi o dwojakim rodzaju kapłaństwa: rytualnym i powszechnym. Do pierwszego został wyznaczony Aaron i jego synowie z pokolenia Lewiego. Było to kapłaństwo rodowe, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Kapłaństwo to opierało się na uświęceniu za pomocą rytualnego oddzielenia. Kult był zawsze sprawowany w sakralnej, oddzielonej przestrzeni, przez oddzielonych konsekrowanych do tego celu kapłanów. Od króla Salomona kult był sprawowany prawie nieustannie w świętym mieście Jeruzalem. Wraz ze zburzeniem Świątyni ustał bezpowrotnie.
W ramach przymierza synajskiego cały Izrael otrzymał powołanie kapłańskie: „wy będziecie Mi królestwem kapłanów” (zob. Wj 19,6). Celem tego kapłaństwa nie było składanie ofiar, ale pośrednictwo. Lud Izraela wobec innych narodów miał działać jak kapłan – miał pośredniczyć w relacji z Bogiem. Izrael został powołany, aby swoją egzystencją, wiernością Prawu świadczyć, że Bóg jest, że jest jedynym Panem nieba i ziemi i nie ma innego. Tak też brzmiało wyznanie wiary: Szema Izrael – „słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym” (Pwt 6,4). W ekonomii Starego Przymierza, ze względu na swoją niewierność nigdy tej misji nie spełnił.
Echo powołania kapłańskiego słyszymy u Izajasza jako zapowiedź czasów mesjańskich (Iz 61,6), aby z całą wyrazistością słowa te wybrzmiały w ramach Nowego Przymierza, w Pierwszym Liście Św. Piotra: „wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa” (1P 2, 5; Ap 1,5-6).

Chrystus jedyny Kapłan i Pośrednik
Do czasów Chrystusa kapłaństwo powszechne było realizowane w sposób zastępczy, poprzez ofiary ze zwierząt w liturgii świątynnej. Tym samym istota kapłaństwa – pośrednictwo – co akcentuje ks. Albert Vanhoye, francuski biblista i znawca tematu, nie było realizowane z jednego prostego powodu – zwierzę ze swej natury nie może nawiązać relacji ani z człowiekiem, ani z Bogiem.
W misterium Chrystusa nie odnajdziemy żadnego z aspektów konstytutywnych dla kapłaństwa starotestamentalnego. Jezus nie wywodził się z pokolenia Lewiego i nie należał do rodu kapłańskiego, był człowiekiem świeckim, „na nasze podobieństwo” (Hbr 4,15), należał do laikatu (od gr. laos – lud), z ludu wzięty (Hbr 5,1). Jego śmierć, ofiara z samego siebie nie miała zatem charakteru sakralnego, była z wszech miar aktem świeckim i jako taki była aktem egzystencjalnym obejmującym całe życie Jezusa. Ewangeliści, aby uwypuklić inny charakter ofiary Jezusa wskazują, że egzekucja dokonała się poza murami świętego Miasta (Mk 15,20; Łk 23,26). Tam został powieszony jak złoczyńca (zob. Pwt 21,23).
Chrystus z pełną świadomością, niejako w miejsce ofiary zastępczej sam siebie, swoje życie, swój los składa w ofierze Bogu: „za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie” (J 17,19). Na ten aspekt śmierci Chrystusa zwraca uwagę Jan Ewangelista, który tak komponuje swoją ewangelię, aby synchronizować godzinę śmierci Chrystusa z ofiarą z baranka paschalnego, co poświadcza również Paweł Apostoł słowami: „Chrystus został złożony w ofierze jako nasza Pascha” (1Kor 5,7). Nie mamy tu jednak do czynienia z prostą zamianą, raczej z nową jakością. Ofiara Jezusa nie była ofiarę kultyczną złożoną w miejsce poprzednich ofiar, ale egzystencjalnym aktem ofiarowania siebie, swojego życia Bogu, „dla nas i dla naszego zbawienia” (Credo). Istotą tej ofiary nie jest śmierć, ale całkowite powierzenie się Bogu.
Zmartwychwstanie jest znakiem, że Bóg przyjął ofiarę Jezusa. W sposób syntetyczny ukazuje nam to hymn z Listu św. Pawła do Filipian: „On ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, (…) uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci (…). Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył” (Flp 2,6-11).
W misterium paschalnym łączność między Bogiem a człowiekiem, zniszczona przez niewierność Izraela, została odnowiona. Bóg pojednał nas z sobą przez Chrystusa (zob. 2Kor 5,18). „Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny” (Kol 2, 13-14). Tym samym wraz ze śmiercią Chrystusa następuje przejście (pascha) od Starego do Nowego Testamentu. Zostaje ustanowione Nowe Przymierze, którego jedynym pośrednikiem jest Jezus Chrystus (Hbr 9,15).
Przez zmartwychwstanie Chrystus staje się prawzorem kapłaństwa i jako taki jest nazwany arcykapłanem (zob. Hbr 2,17). On jako pierwszy oddał ciało swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz swojej rozumnej służby Bożej (poz. Rz 12,1). Tytuł arcykapłana nie tworzy relacji podległości, ale uczestnictwa w kapłaństwie Chrystusa całego ludu Bożego.

„To czyńcie na moją pamiątkę”
Kluczem do zrozumienia misterium Chrystusa jest ostatnia wieczerza. Chrystus w sposób symboliczny nadaje znaczenie temu, co Go czeka, swojej śmierci i całej swojej egzystencji, łamiąc chleb, wskazuje na siebie: „to jest moje życie, które zostanie przełamane, to jestem ja, który za was się wydaje”.
Odnowiony przez Chrystusa Izrael został powołany, aby wypełnić swoje powołanie kapłańskie, objawić światu Boga, stać się światłem dla świata i solą dla ziemi, aby ludzie poznali i wielbili Boga (por. Mt 5, 16). Celem misji Jezusa jest przygotować lud Boży do wypełnienia tej kapłańskiej misji. Jako jedyny Pośrednik otworzył drogę pojednania z Bogiem dla wszystkich ludzi, dla całego świata.
Podmiotem czynnym pojednania nie jest człowiek, jest nim Bóg. Pojednanie dokonało się raz na zawsze przez Chrystusa i jako takie ma być komunikowane światu – jako usprawiedliwienie przez łaskę. Tym samym dar pojednania staje się najważniejszym zadaniem Kościoła, tak rozumiał to Paweł: „wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa i zlecił na posługę jednania” (2 Kor 5,19). Realizacja tej misji nie należy tylko do wyświęconych, bo nie tylko oni zostali pojednani, ale do całego Kościoła. Apostoł narodów wyjaśnia to następująco: Chrystus „za wszystkich umarł po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie” (2 Kor 5,15). Faktycznie posługę jednania, pośredniczenia między Bogiem a światem mogą spełniać wszyscy ochrzczeni poprzez głoszenie Ewangelii, świadectwo życia i egzystencjalną postawę miłości i solidarności. W ten sposób „pamiątka” Jezusa jest wciąż żywa.

Królewskie kapłaństwo
Tę ideę naśladowania Chrystusa podejmuje i rozwija św. Paweł. W Liście do Rzymian pisze: „a zatem proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej” (Rz 12, 1). Tym samym wyznawcy Chrystusa mocą Ducha Świętego są wezwani, aby wzorem swojego Pana wielbić Boga poprzez ofiary duchowe z samych siebie. W ten sposób zostaje przekazane i ukonstytuowane kapłaństwo Nowego Przymierza, w którym przez chrzest mają udział wszyscy wierzący, określane w teologii jako powszechne kapłaństwo wiernych. Nie jest to kapłaństwo pozbawione treści. Jego istotą są ofiary, ale już nie zastępcze, ale duchowe z samych siebie jako wyraz posługi jednania. „Ofiary duchowe”, o których mówi Paweł Apostoł, to nie coś efemerycznego, czy jedynie metaforycznego, wręcz przeciwnie chodzi o kult najbardziej konkretny i realistyczny – wyjaśnił w swojej katechezie Benedykt XVI — kult, w którym człowiek ofiaruje swoje życie, siebie samego w służbie miłości i solidarności – chodzi zatem o kult egzystencjalny, osobowy, o konkretną postawę życiową. Na kartach pism chrześcijańskich niejednokrotnie można znaleźć wiele prób konkretyzacji „duchowych ofiar” np. poprzez przypomnienie „o dobroczynności i wzajemnej więzi, gdyż cieszy się Bóg takimi ofiarami” (Hbr 13,16).
W odróżnieniu od kapłaństwa starotestamentalnego, to nie oddzielenie od ludzi (zob. Pwt 33,9), ale bliskość wobec spraw ludzkich, egzystencjalne zaangażowanie bycie „dla”, urzeczywistnia kapłaństwo Nowego Przymierza. Chodzi bowiem o komunikowanie pojednania. A jak można tego dokonać, jeśli nie przez miłość solidarność, przebaczenie, bliskość? Boga, który jest miłością, nie można objawić światu inaczej jak tylko przez miłość. W misji jednania „wiarygodna jest tylko miłość” (Hans Urs von Balthasar). Tylko poprzez egzystencjalną postawę miłości można światu objawić Boga. Tylko poprzez duchowe ofiary Kościół może spełnić swoje kapłańskie powołanie.
Egzystencjalny akt miłości, poprzez który chrześcijanin ofiaruje swoje życie, zawsze jest darem łaski. Aby był „rozumny”, musi wypływać z woli Bożej. Tak jak Chrystus sam siebie nie uczynił arcykapłanem (por. Hbr 5,5), ale uczynił to Bóg, przyjmując duchową ofiarę Jezusa. Również Kościół sam z siebie, w oparciu o własne siły, bez pomocy Ducha Bożego, bez uczestnictwa w Chrystusie nie może złożyć siebie w ofierze, nie może realizować kapłaństwa powszechnego. Aby ofiara była święta, miła Bogu, ogień musi wyjść od Pana (zob. Kpł 9,24). Ofiara musi wypływać z mocy Ducha i być strawiona w ogniu Ducha Świętego. Tu otwiera się miejsce dla tych, którzy mają za zadanie podtrzymywanie ognia świątynnego – wiary w sercach wierzących.

Na służbie kapłaństwa
Kapłaństwo powszechne ludu Bożego nie jest możliwe bez wiary, bez Ducha Świętego. To właśnie Duch Boży jest w „duchowej świątyni” owym ogniem, bez którego ofiara nie może się dokonać.
Wiara nie spada gotowa z nieba. Dlatego od samego początku Chrystus powoływał niektórych, aby budzili wiarę wszystkich w ludzie Bożym. W powstających Kościołach uzewnętrzniały się różnorodne charyzmaty i posługi, bez których wspólnoty nie mogłaby istnieć, rozwijać się i realizować swojego powołania. W tym kontekście pojawiają się starsi i zwierzchnicy (gr. prezbiteroi i esiscopoi), których apostołowie ustanawiają na czele nowych wspólnot.
Ich najważniejszą rolą jest podtrzymywać ogień wiary, konieczny do składania duchowych ofiar. Dlatego mówimy o „kapłaństwie” służebnym, ale czy słusznie tę funkcję opisuje się jako „kapłańską”?
Ogień na ołtarzu całopaleń podtrzymywali faktycznie kapłani, chociażby ze względu na usytuowanie ołtarza, ale czynność ta sama w sobie nie miała charakteru kapłańskiego, kult nie był sprawowany przez podtrzymywanie ognia, ale przez spalanie ofiar. Podtrzymywanie wiary tak jak podtrzymywanie ognia świątynnego jest funkcją służebną w stosunku do istotnych funkcji kapłańskich. Tak więc ci, których zwyczajowo nazywamy „kapłanami” nie mają żadnego osobistego tytułu do tej nazwy. Poprzez posługiwanie na rzecz budzenia i podtrzymywani wiary ludu Bożego uczestniczą w funkcji prorockiej (niejako zawodowo), bo i ta nie jest ściśle związana ze święceniami.
W sensie osobowym, indywidualnym tylko Chrystus jest kapłanem. Nie można natomiast mówić o kapłaństwie poszczególnych chrześcijan, nawet tych ordynowanych. Gdy Nowy Testament wspomina o kapłaństwie wówczas jest mowa o narodzie świętym, ludzie [Bogu] na własność przeznaczonym (zob. 1P2,9; Ap 1,6; 5,10; 20,6), duchowej świątyni (zob.1P 2,5), wszystkie te określenia wskazują na „organizm kapłański” (A. Vanhoye), a nie na jednostkę. Kościół jako społeczność ludu Bożego, ciało Chrystusa jest podmiotem kapłaństwa poprzez udział w Jego kapłaństwie.

A jednak kapłani
Z powołania do składania „duchowych ofiar” nie są wyłączeni biskupi i prezbiterzy przez fakt sprawowania swojej posługi. Wręcz przeciwnie – mogą włączyć swoje posługiwanie w kapłańską ofiarę Kościoła, o ile poprzez nauczanie, sprawowanie sakramentów, jednym słowem poprzez każdą formę posługiwania oddadzą ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz swojej rozumnej służby Bożej (por. Rz 12, 1). Zapewne czynności typowe dla posługi prezbitera lub biskupa nie wyczerpują całego ich życia. Jest wiele sposobów realizacji kapłaństwa. Zawsze chodzi o egzystencjalną postawę ofiarnej miłości i solidarności. Chrystus stał się arcykapłanem nie poprzez sprawowanie obrzędów, ale przez to, że wydał samego siebie dla nas i dla naszego zbawienia. Ideałem zatem byłoby uczynienie włączenie w życie księdza posługiwania jako egzystencjalnej ofiary służby i miłości.

Od służby do panowania i z powrotem
Z pierwszymi próbami sakralizacji posługi w Kościele mamy do czynienia już w Liście Klemensa Rzymskiego do Koryntian (ok. 96 r.), chodzi tu tylko o porównanie funkcji w Kościele do funkcji kapłanów i lewitów. Podobnie w Tradycji Apostolskiej Hipolita (ok. 215 r.) starotestamentalna terminologia kapłańska zostaje odniesiona przez analogię do biskupa, który jest „jak” kapłan. W ten sposób niektóre elementy starotestamentalnego kapłaństwa jak chociażby oddzielenie, szczególna godność, zostają z czasem wplecione w tożsamość i posługę biskupów i prezbiterów.
Dla Konstantyna, od którego trudno było oczekiwać subtelnych teologicznych rozróżnień, było jasne, że biskupi, jako że pełnią funkcję analogiczną do kapłanów religii pogańskich, są też kapłanami. Faktycznie od III w. biskupom nadawane jest miano kapłana (gr. hierus lub archihierus). Wraz z ustaniem prześladowań zachodzi potrzeba instytucjonalizacji Kościoła, co doprowadza do daleko idącej klerykalizacji. Posługi ludzi świeckich: ostiariuszy, akolitów, lektorów, subdiakonów z czasem stały się wyłącznie stopniem (święceniami niższymi) do święceń wyższych. Podobnie diakoni, powołani do zwyczajnej „obsługi stołów”, a więc do działalności charytatywnej z czasem stali się częścią kleru (V w.). To jest pewien symbol zmian, jakie się dokonały na przestrzeni wieków. Kapłaństwo z egzystencjalnego przerodziło się w rytualne. Kler przejął wszystkie funkcje w Kościele. Lud Boży, to już nie angażujący się, świadomy swojej misji i powołania laikat (od gr. laos – lud), co laicy, bierna masa, której pozostaje tylko „amen”, „powołanie” staje się zarezerwowanym dla kleru przywilejem.
Chrześcijaństwo po ustaniu prześladowań nie tylko uzyskuje wolność, ale z czasem staje się religią panującą (392 r.). Biskupi zostają urzędnikami cesarskimi, z prawem do noszenia purpury i pieczęci – pierścienia (pierwsze świadectwa – Hiszpania VII w.) Gdy w miejsce greki wchodził język łaciński, a potem języki narodowe, prezbiteroi i esiscopoi z określenia funkcji (starsi, zwierzchnicy) stały się tytułami samymi w sobie. Ci którzy zostali powołani do służby, stali się „klasą” panującą, osobnym stanem (stan duchowny), opatrzonym wieloma przywilejami i beneficjami. W wyniku reformy gregoriańskiej (nazwa od Grzegorza VII, XI w.) Kościół oczyszcza się z nadużyć, ale też dokonuje się jego centralizacja i hierarchizacja na kształt piramidy z papieżem monarchą na czele. „Hierarchia” otrzymuje nowe znaczenie, staje się świętym panowaniem. Idea kapłaństwa powszechnego zostaje przysłonięta „kapłaństwem” urzędowym.
Sobór Watykański II podjął próbę określenia na nowo tożsamości świeckich i duchownych w Kościele. Stwierdził, że hierarchia stanowi wtórny element struktury Kościoła, a jej celem jest służba dobru całego Ciała (KK 18) i diakonia (KK 24). Znowu mówi się o kapłaństwie służebnym i kapłaństwie powszechnym wiernych. Czy w sposób wystarczający nauczanie Soboru jest przekładane na świadomość całego Kościoła? Obawiam się, że nie.
Sobór nie uchronił jednak „kapłaństwa” przed kryzysem. Jego skutki zaczynamy odczuwać również w Polce, co się objawia ogromnym spadkiem powołań, ale jeszcze bardziej wciąż naglącym pytaniem o tożsamość księdza. Na przewlekły kryzys nakładają się kolejne. Skandale pedofilskie nadwyrężają już nadwątloną figurę księdza.

Pytanie o przyszłość?
Na pytanie Piotra Sikory, czy jest możliwy: „Kościół bez duchowieństwa?” (TP 27/2020), można odpowiedzieć dwojako. Tak – ponieważ nie potrzebujemy duchowieństwa, oddzielonego stanu w Kościele, hierarchii rozumiejącej swoją rolę jako władzę, zawłaszczającej całe życie wspólnoty. Razi nas klerykalizm. Nie – ponieważ realizacja kapłaństwa powszechnego Nowego Przymierza wymaga wiary. Duchowe ofiary mogą zaistnieć tylko z mocy Ducha Bożego. Muszą zatem być w Kościele ci, którzy swoje powołanie będą pojmować w sposób najbardziej radykalny jako służbę. Tylko wówczas oni sami wypełnią swoje kapłańskie powołanie, gdy swoją służbę uczynią duchową ofiarą miłą Bogu. Do tego potrzeba wiary, hartu ducha, silnego powołania. Duchowe ofiary nie tylko są inspirowane Duchem Bożym, ale również bezinteresowną i bezwarunkową miłością.
Tożsamości księdza nie można zatem określać tylko poprzez odniesienie do liturgii. Bez względu na to, że „inaczej myśli o sobie ksiądz, który sprawuje tzw. liturgię przedsoborową, a inaczej – liturgię odnowioną” (ks. A. Draguła, „Kapłańska futurologia” 25/2020), w żadnym wypadku to nie jest właściwy punkt odniesienia do kształtowania tożsamości księdza. Ta musi się kształtować w odniesieniu do ludu Bożego i kapłaństwa powszechnego, któremu ma służyć. Niestety bywa, że księża powołani do budzenia i podtrzymywania ognia wiary przyczyniają się do jej tłumienia, przeciwstawiając się tym samym swojemu powołaniu.
Nie pośredników potrzebuje lud Boży (zob. TP 25/2010), ale tych, którzy będą mu pomagali spełniać funkcję pośrednictwa w ramach kapłaństwa powszechnego. Pośrednictwo nie stanowi o istocie posługi w Kościele, dlatego że ten jako ciało Chrystusa cały jest pojednany. Kościół jako całość jest powołany, aby pełnić kapłańskie powołanie pośrednictwa między Bogiem, a światem. Jeżeli duży odsetek respondentów, w ramach badań prowadzonych przez ks. Remigiusza Szauera, przytaczanych w tekście ks. A. Draguły, na pytanie: „Czy Kościół mógłby prowadzić do zbawienia wiernych bez duchownych?”, odpowiedziało negatywnie, to dlatego, jak sądzę, że nie dostrzega ich funkcji służebnej. No właśnie może dlatego, jak to ujął ks. Adam Boniecki, że „nie mają nam nic do powiedzenia” (TP 17-18/2020). To oznaczałoby, że odnowa soborowa, kształtująca tożsamość księży poprzez kategorię służby, a ludu Bożego w kategoriach kapłaństwa powszechnego jest nadal przed nami. „Ars celebrandi powinna zmienić się w ars praesidendi” (ks. A. Draguła), ale ostatecznie w ars serviendi. Dotyczy to nie tylko księży, ale całego ludu Bożego.

Od rytuału do życia
Jeżeli istotą kapłaństwa jest pośrednictwo realizowane przez duchowe, ofiary miłości, to pojawia się pytanie o sens i znaczenie sakramentów, a wiec rytualnego wymiaru chrześcijaństwa i rolę księży. Jak zwraca uwagę, ks. prof. Vanhoye, w odróżnieniu od rytuałów starotestamentalnych sakramenty chrześcijańskie, są w ścisłej relacji z ofiarą egzystencjalną Chrystusa i to w podwójnym znaczeniu: z jednej strony uobecniają życie Chrystusa, z drugiej zaś mają kształtować życie wierzących. Eucharystia tym samym staje się źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego. Pomiędzy tymi dwoma punktami (źródłem i szczytem) jest miejsce na naśladowanie ofiarniczej postawy Chrystusa. To jest powołanie całego Kościoła, duchownych i świeckich, o ile cały lud Boży chce wypełnić swoją misję objawienia światu Boga.
Ze względu na szczególną funkcję księży we wspólnocie chrześcijańskiej warto przywołać słowa jakie neoprezbiter Joseph Ratzinger umieścił na obrazku prymicyjnym w 1951 roku: „Nie jesteśmy panami waszej wiary, lecz sługami waszej radości (2 Kor 1,24)”.

Korzystałem z: A. Vanhoye, F. Manzini, U. Vanni, Il sacerdozio della Nuova Alleanza, Milano 1999; A. Tronina, Księga Kapłańska, Nowy Komentarz Biblijny, Częstochowa 2008; A. Paciorek, Drugi List do Koryntian, Nowy Komentarz Biblijny, Częstochowa 2017.

(Autor, jest teologiem, tłumaczem, publikował min. w TP, jest koordynatorem Klubu “TP” w Słupsku)

 

comments

Leave a Comment