Posted on: 21 września 2014 Posted by: ks. Andrzej Perzyński Comments: 0

perzynski_aXXV niedziela zwykła
(Mt 20,1-16a)
Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.

Co napełniło goryczą serca robotników, którzy cały dzień pracowali w winnicy? Zawiść. Nie stała się im osobista krzywda, bo dostali dokładnie taką zapłatę. O jaką się umówili. W ciągu dnia pracy nie zaszło nic, co by ich osobistą sytuację pogorszyło. A jednak sama wiedza, że ktoś inny otrzymał tę samą zapłatę, wystarczyła, aby im zepsuć radość wieczoru i satysfakcję z zarobionego denara. Poczuli się pokrzywdzeni. Na pewno uznali, że zostało naruszone ich poczucie sprawiedliwości i głośno narzekali i utyskiwali, że ci, co przyszli pod wieczór, nie byli uczciwi. Przecież właściciel winnicy szukał pracowników wiele razu w ciągu dnia, a więc gdyby się nie ukrywali i byli na rynku – znalazłby ich i najął. Na pewno także źle myśleli o swoim pracodawcy – że niesprawiedliwy i popiera lenistwo i nieróbstwo, a nie potrafi docenić solidnej pracy.

To przykre, że ludzie, którzy cały dzień ciężko i uczciwie pracowali, w końcu zasłużyli sobie na bycie negatywnymi bohaterami przypowieści Jezusa. Zamiast wewnętrznego pokoju i radości wieczoru, zamiast odpoczynku po znojnym dniu – dopada ich rodzaj stresu, jakieś cierpienie duszy, które bynajmniej nie uszlachetnia ale – wręcz przeciwnie – psuje i druzgoce ich serca.

Dziwna jest zawiść. Nie jest tym samym co zazdrość, bo przecież nie chodziło o tego denara – oni także mieli swoją zapłatę. Zazdrość jest – jeżeli pokusić się o wskazanie różnicy – skierowana na cudze dobra, których jesteśmy pozbawieni. Zazdrościmy tym, którzy – naszym zdaniem niesłusznie – mają więcej niż my, mają coś, czego my nie mamy, a chcielibyśmy mieć. Natomiast zawiść jest bardziej bezinteresowna. Ona nie chce posiadać. Ona tylko chce, aby bliźni nie posiadał, chce mu zabrać, popsuć.

Skąd się bierze zawiść – tego Jezus nie mówi w swojej przypowieści. Widocznie nie jest to najważniejsze. Istotne jest dostrzeżenie możliwości pojawiania się zawiści u siebie. Nie jest takie trudne z góry spojrzeć na robotników, których szarpnęła zawiść. Ale jest to zupełnie bezowocne. Tym, czego nam potrzeba, to postawić się w roli robotnika, który cały dzień pracował. Czy i mnie by nie ukuło w serce, gdyby taki co do pracy przyszedł na krótko dostał tyle, co ja, a na dodatek to od niego zaczęto zapłatę?

comments

Leave a Comment