Przemoc jest wszechobecna. Mamy do czynienia z przemocą fizyczną, psychiczną, seksualną, werbalną, strukturalną, z przemocą w domu, w szkole, pracy, w Kościele i w państwie. Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że również Kościół nie jest wony od przemocy. Nadużycia seksualne, struktury zależności przejawiające się poprzez klerykalizm i tytułomanię to przejawy różnorakiej przemocy. Z niektórymi jej wyrazami się oswoiliśmy (klerykalizm, tytułomania), natomiast nadużycia seksualne wciąż nas szokują i są ogromnym wyzwaniem dla Kościoła jako problem społeczny.

Z drugiej strony dar pokoju jest wciąż najbardziej oczekiwany i jednocześnie niedoceniany. Pokój jest jak powietrze, bez niego nie można żyć, jednakże dopóki go nie zabraknie, nie myślmy o nim i nie doceniamy go. Jest to wartość najbardziej upragniona, a zarazem najczęściej kwestionowana lub odkładana w bliżej niesprecyzowaną przyszłość. W rozumieniu biblijnym pokój (shalom) jest przede wszystkim darem Boga, utożsamianym ze zbawieniem. Obserwujemy jednak, jak zbawienie a razem z nim dar pokoju ulegają procesowi interioryzacji – mówi się o wewnętrznym pokoju; spirytualizacji – mówi się o zbawieniu duszy, pokoju ducha; i eschatologizacji – uważa się, że pokój, tak jak zbawienie nie jest osiągalny w tym świcie, możemy mówić tylko o wiecznym pokoju i wiecznym zbawieniu, gdzieś w zaświatach.

Czy dla ogarniętych konfliktami, pokój duchowy, lub obietnica pokoju w życiu wiecznym,  może być uważana za Dobrą Nowinę? Euangelion zobowiązuje! Jeżeli słowa i czyny Jezusa nazywamy za Apostołami Ewangelią, to dlatego, że: „Czas się wypełnił” (Mk 1,15); że „Dziś spełniły się te słowa Pisma,” (Łk 4, 21); że „szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie” (Łk 10,23). To jezusowe „dziś”, jest czasem zbawienia, wypełnienia, a nie prolongowaniem obietnic Starego Testamentu. W przeciwnym wypadku Jezus nie mógłby uchodzić za eschatologicznego Mesjasza, a tylko za jednego z proroków nadziei.

Czas się wypełnił?

Czy Jezus, gdy mówił: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, (a raczej nie taki jak daje świat) Ja wam daję” (J 14,27) nie wiedział jak funkcjonuje świat? Jaki jest człowiek? A może Jezus głosił utopię? – Jak pyta Gerchard Lohfink, niemiecki egzegeta Nowego Testamentu, w tytule jednej ze swoich książek (1).

W Starym Testamencie pragnienie pokoju wiązało się z oczekiwaniem mesjasza, który przywróci światu utracony ład. U Izajasza czytamy słowa, które są swoistym manifestem czasów mesjańskich:

Stanie się na końcu czasów,
że góra świątyni Pańskiej
stanie mocno na wierzchu gór …
mnogie ludy pójdą i rzekną:
«Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską
do świątyni Boga Jakubowego!
Niech nas nauczy dróg swoich,
byśmy kroczyli Jego ścieżkami.
Wtedy swe miecze przekują na lemiesze,
a swoje włócznie na sierpy.
Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza,
nie będą się więcej zaprawiać do wojny.
” (Iz 2,2-4; Mi 4,1-5).

Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem,
pantera z koźlęciem razem leżeć będą,
cielę i lew paść się będą społem
i mały chłopiec będzie je poganiał.
Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie,
młode ich razem będą legały.
Lew też jak wół będzie jadał słomę.
Niemowlę igrać będzie na norze kobry,
dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii.
Zła czynić nie będą ani zgubnie działać
po całej świętej mej górze,
bo kraj się napełni znajomością Pana.
(Iz 11,6-9)

Czy słowa proroka pomimo przyjścia Mesjasza możemy uznać za spełnione? Jeżeli nie, to jak należy je rozumieć? W kluczu poetyckiej symboliki, utopijnego marzenia, czy jako program społeczny czasów mesjańskich, gdy czas się wypełni (por. Mk 1,15)? Jeżeli pojmiemy je jako wyraz nierealistycznych marzeń, wówczas wiara biblijna stanie się niczym innym jak mrzonką, opium dla ludu dręczonego wojnami, podziałami i konfliktami.

Czy Panowanie Boże, królestwo miłości, sprawiedliwości i pokoju, społeczność, żyjąca bez przemocy jest w ogóle możliwa? Czy też jest to piękna, ale tylko utopia, którą jesteśmy zmuszeni odesłać w bliżej niesprecyzowaną przyszłość – w eschatologię, jako ideę nierealną a może nawet szkodliwą? Oto pytania, które w spotkaniu z orędziem Jezusa domagają się odpowiedzi.

Świadectwo Ewangelii

René Girard, który problematyce przemocy poświęcił niemal cały swój dorobek naukowy, odczytuje Biblię, a szczególnie historię Jezusa jako demaskację a następnie przezwyciężenie mimetycznej spirali przemocy. Jezus bowiem przyjął na siebie zło i przemoc, ale nie odpowiedział przemocą na przemoc. Krzyż, okrutne narzędzie przemocy, przez Jezusa stał się znakiem końca przemocy. Krzyż obezwładnia przemoc! Jest w tym sformułowaniu zawarty ogromny realizm. Pokoju bowiem nie osiąga się w sposób łatwy i przyjemny, trzeba liczyć się z niezrozumieniem, a ostatecznie z  krzyżem. Słowa „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! (Łk 9,23), wskazują na cenę jaką trzeba niejednokrotnie zapłacić naśladując Chrystusa, zwłaszcza w Jego postawie odrzucenia przemocy. W ramach Nowego Testamentu nie znajdziemy żadnego tekstu, który mógłby w jakikolwiek sposób usprawiedliwić przemoc, ani w nauczaniu i działalności Jezusa, ani w praktyce pierwotnego Kościoła. Św. Paweł w mistrzowski i syntetyczny sposób tę kartę Ewangelii streścił jednym zdaniem: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12, 21). Słowa te można by sparafrazować, bez żadnej obawy o nadinterpretację: nie daj się zwyciężyć przemocy, ale przemoc łagodnością zwyciężaj.

Świadectwo pierwotnego Kościoła

W jaki sposób pierwotny Kościół rozumiał Ewangelię o odrzuceniu przemocy? W Tradycji apostolskiej Hipolita czytamy: „Żołnierz, który posiada władzę, nie może zabić nikogo, jeżeli otrzyma taki rozkaz nie powinien go wykonać ani nawet złożyć przysięgi. Jeżeli tego nie zaakceptuje, nie zostanie przyjęty [na kandydata do chrztu]. Jeżeli ktoś sprawuje urząd, do którego kompetencji należy prawo życia lub śmierci (…) winien złożyć swój urząd. W przeciwnym wypadku nie przyjmie się go [na kandydata do chrztu]. Jeżeli jakiś kandydat do chrztu lub wierzący chciałby zostać żołnierzem, nie dopuści się go, ponieważ obraża Boga”(Tradycja apostolska, kanon 16). U podłoża tych zaleceń jest praktyka kościelna, zabraniająca chrześcijanom podejmowania się zawodów, które w praktyce łamały zasadę odrzucenia przemocy. „Gdy bowiem Bóg zabrania zabijania – pisze Laktancjusz (250-330r.) – to nie zabrania jedynie zbójectwa, tego bowiem nie dozwalają także prawa państwowe, ale zachęca również do tego, aby przeciwdziałać takim rzeczom, które są uznawane przez ludzi za dozwolone” (Laktancjusz, Divinae institutiones 6, 20, 14-17). Tertulian twierdził zaś, że Pan, rozbrajając Piotra, pozbawił tym samym miecza każdego chrześcijanina (Tertulian, De idolatria 19). Św. Marcin z Tours, występuje z wojska, by służyć Chrystusowi, jak wyznaje, aby „walczyć siłą ducha bez przelewania krwi” (2). Wreszcie Orygenes (ok. 185-254) w swojej apologii Przeciw Celsusowi, składa świadectwo, że chrześcijanie występują przeciw wojnie i tt postawa wyróżnia ich pośród reszty społeczeństwa: „Nigdy już nie chwytamy miecza przeciw ludziom i nie uczymy się walczyć, stajemy się dziećmi pokoju za sprawą Jezusa, który jest naszym wodzem w miejsce ojczystych zwierzchności”(Orygenes, Przeciw Cerlsusowi, V, 33). Tego rodzaju świadectw mamy ogromną ilość. Czy był to  wyraz pierwotnego radykalizmu, infantylnej lektury proroctw Izajasza, apokaliptycznego optymizmu, czy po prostu wierności Ewangelii? Niektórzy komentatorzy, próbują stępić ostrze tych świadectw twierdząc, że sprzeciw wobec służby wojskowej wyrastał nie z podstaw teologicznych, co politycznych, z prześladowań i wrogiego traktowania chrześcijan w cesarstwie rzymskim (3). Nie chodziło tylko o pacyfistyczną postawę wobec wojny, ale o pokojowe, bezprzemocowe nastawienie w życiu codziennym: Św. Justyn (ok. 100-167) komentując proroctwo Izajasza o nastaniu czasów, w których miecze będą przekuwać na lemiesz (Iz 2,4), w swojej Apologii pisze: „My, którzy kiedyś zabijaliśmy się nawzajem nie tylko, że powstrzymujemy się od nienawiści przeciw naszym wrogom, ale mimo to, że nie oszukujemy i nie okłamujemy sędziów, idziemy spokojnie na śmierć z powodu naszej wiary w Mesjasza” (Justyn, Apologie, 39).

Zmiana optyki

Linią demarkacyjną jest epoka konstantyńska. Dzieła takich autorów jak Euzebiusz z Cezarei (264-340), Cyryl z Aleksandrii (378 – 444) i Augustyn (354-430) pokazują, jak zmiana sytuacji politycznej Kościoła miała wpływ na pojmowanie jego misji w świecie. W 380 r. chrześcijaństwo stało się w cesarstwie religią państwową, co stopniowo skutkowało pomieszaniem pojęć i utożsamianiem Królestwa Bożego z Imperium (4). Wraz ze zmianą optyki zmieniała się również praktyka Kościoła. Na Synodzie w Arles (314 r.) zagrożono ekskomuniką żołnierzom chrześcijańskim, którzy w czasie pokoju chcieliby porzucić broń.

W sposób szczególny w teologii politycznej Euzebiusza z Cezarei zatraca się granica pomiędzy Kościołem a państwem. Euzebiusz z Cezarei podobnie jak Cyryl Aleksandryjski  utożsamiają Pax Romana z pokojem mesjańskim, widząc w nim spełnienie się proroctw Izajasza: „Wówczas, gdy Pan, który panuje nad wszystkim, poddał pod berło rzymskie wszystko, co znajduje się pod niebem, ustanawiając jedyne panowanie nad wszystkimi ludami, zaprzestając wojen, wyciszając rywalizacje i konflikty, zapanowało bezpieczeństwo, prawo i sprawiedliwość. (…) Teraz [barbarzyńcy] nie mogą do woli napadać, ponieważ napotykają na armię rzymską, która zmusza ich do zatrzymania się i przepędza jak dzikie zwierzęta (… ) Pod władzą imperatora napady wrogów nie muszą już więcej wywoływać strachu. Pokój i dobrobyt są w nich w taki sposób, że nie mają potrzeby więcej sztuki wojennej, ale poświęcają się chętnie i z radością dziełom pokoju, uprawiając rolę. Do tego celu przekształcają ich narzędzia wojenne tak, aby móc użyć miecz jako pługu i włóczni jako sierpu” (Cyryl Aleksandryjski, Komentarz do Księgi Izajasza 2,4). Sojusz tronu z ołtarzem wpłynął na postrzeganie misji Kościoła w świecie, czego skutki trwają w wielu obszarach do dzisiaj mimo zmian jakie wprowadził ostatni sobór.

A jednak Ewangelia

Przywołajmy słowa Chrystusa, który w Kazaniu na Górze w niezwykle syntetyczny sposób przekazał wezwanie do wyrzeczenia się przemocy: „Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!” (Mt 5,39). Intencja pouczenia jest jasna. Jezus wzywa do wyrzeczenia się odpowiedzi złem na zło i przemocą na przemoc. Wymaga, aby na brutalność i przemoc odpowiedzieć bezinteresowną i ponad miarę okazaną dobrocią: „Kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące!” (Mt 5,40-42). Słowa te wskazują w sposób oczywisty, że analizowany tekst nie może być interpretowany w sposób czysto metaforyczny. Jezus mówi w sposób prowokacyjny, ale oczekuje postawy realnej i konkretnej, czyli wyrzeczenia się przemocy (5). Przytoczony logion stanowił i chyba nadal stanowi prawdziwy crux egzegetorum nie tyle ze względu na wewnętrzną trudność tekstu, ale ideologiczne, psychologiczne, historyczne i teologiczne uwarunkowania.  W przeciągu wieków egzegeci nie widząc możliwości realizacji tego przykazania w sposób dosłowny i przez wszystkich ludzi, a nawet tylko przez samych chrześcijan, uciekali się do różnych interpretacji. Nierzadko wspólnym ich mianownikiem było złagodzenie radykalizmu wezwania do odrzucenia przemocy, aż do jego obezwładnienia.

Św. Augustyn wykreował doktrynę sprawiedliwej wojny, która dawała – po spełnieniu wielu warunków łagodzących okrucieństwa i przemoc – prawo do prowadzenia wojny – wojny bodaj sprawiedliwej. Przez wieki tak właśnie nazywano tę doktrynę, aż do Jana Pawła II, który ostatecznie stwierdził, że żadna wojna nie jest i nie może być sprawiedliwa, „wojna zawsze jest porażką ludzkości” (6).

W średniowieczu, wprowadzono rozróżnienie pomiędzy przykazania, które obowiązują wszystkich i rady ewangeliczne dla wybranych. Do odrzucenia przemocy byli zobowiązani tylko mnisi. Do odrzucenia przemocy byli zobowiązani tylko mnisi. Pierwotny radykalizm, został w późniejszych wiekach złagodzony i tylko duchownym zakazywano posługiwania się bronią.

W egzegezie protestanckiej pojawiły się interpretacje według których jedynym celem tego radykalnego wezwania do wyrzeczenia się przemocy, jest obnażyć niemoc człowieka, a przez to otworzyć na łaskę Boga (słowa Jezusa o nadstawieniu drugiego policzka nie tyle miałyby zmierzać do odrzucenia przemocy, ile do unaocznienia słabości człowieka).

Innym sposobem stępienia ostrza ewangelicznego wezwania była próba ukazania go jako ideału znajdującego się gdzieś na horyzoncie, zawsze poza naszym zasięgiem, jako eschatologiczny dar. Jesteśmy więc świadkami jak teolodzy (7), politycy i myśliciele (8) angażowali się i nadal się angażują w minimalizowanie lub relatywizowanie czy wręcz odrzucenie jako nieżyciowej, utopijnej, lub niemożliwej do realizacji zasady rezygnacji z przemocy.

Adresaci

O jaki kamień potyka się wezwanie do odrzucenia przemocy? Co sprawia, że to wymaganie ewangeliczne spotyka się z takim oporem? Słabością wszystkich (lub większości) interpretacji ewangelicznego wezwania do odrzucenia przemocy jest pominięcie kluczowej kwestii adresatów (9). Odpowiedź na pytanie do kogo jest skierowane to ewangeliczne wezwanie do odrzucenia przemocy jest fundamentalne. Kanclerz Otto von Bismarck, słusznie twierdził, że w oparciu o Kazanie na Górze nie da się rządzić. Faktycznie Jezus swojego wezwania nie adresował do Cezara, do władców i państw. Jezus swoich słów nie adresował również do pojedynczych ludzi (nie jest to przejaw etyki indywidualistycznej i nie chodzi w nim o osobistą indywidualną doskonałość). Jezus był realistą! Wezwanie do odrzucenia przemocy kierował do ludu Bożego, do Izraela zgromadzonego wokół góry z której nauczał, ostatecznie do Kościoła. W tym kontekście odrzucenie przemocy nie jest zwykłym apelem skierowanym do serc ludzkich, nakazem moralnym, lub radą, ale jest wyznaniem wiary. Wierzący zamiast odpowiadać przemocą na przemoc swój los powierza Bogu. Tylko w mocy wiary wezwanie to staje się możliwe do realizacji, a najgłębszą swoją motywację znajduje w słowach Jezusa: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48).

Misja Kościoła

Zasadniczą misją Kościoła jest zaświadczyć, że społeczność bez przemocy jest możliwa „Odrzucenie przemocy musi więc na pierwszym miejscu być przeżywane wewnątrz Kościoła” (10). Gerhard Lohfink mówi wprost: „Najlepszą formą służby, jaką chrześcijanie mogą zaofiarować światu, jest tworzenie żywych wspólnot, w których Kazanie na Górze i żądanie Jezusa do wyrzeczenia się przemocy będzie dosłownie realizowane” (11) Katolicka Nauka Społeczna ze swoją doktryną ograniczenia przemocy, apele papieży o pokój, o tyle będą brzmieć wiarygodnie, o ile zostaną poparte żywym świadectwem wspólnot chrześcijańskich.

Jezusowe „nie tak będzie między wami” (Mk 10,43), jest odpowiedzią na pokusę synów Zebedeusza, aby przenieść do wspólnoty uczniów struktury dominacji, obowiązujące w świecie. Władza pojęta jako panowanie jednych nad drugimi, zawsze wiąże się z przemocą  i stanowi źródło podziału każdej społeczności. Jednakże wspólnota uczniów ma być wolna od tak sprawowanej władzy. „We wspólnocie braci nie powinno być więcej ojców, którzy rozkazują, panowanie Boga nie jest panowaniem ludzi” (12). Królestwo Chrystusa nie jest z tego świata (por. J 18,36), nie może powielać struktur przemocy. W królestwie Jezusa nie chodzi o kształtowanie świata za pomocą przemocy i władzy, ale za pomocą prawdy. W tym sensie Kościół jest społecznością alternatywną wobec wszystkich społeczności. Co to w praktyce oznacza?

Kościół, tak jak świat, jest miejscem, w którym pojawia się i rośnie różnorakie zło (mówi o tym przypowieść o chwaście, zob. Mt 13,36-43). Wiele pouczeń Jezusa ma swoje źródło właśnie w nagannym zachowaniu uczniów. Jezus od samego początku przewiduje istnienie konfliktów, na co wskazują pouczenia dotyczące braterskiego upomnienia i przebaczania (Mt 18,15-21). Jednakże decydującym nie jest sam fakt występowania konfliktów, ale sposób ich rozwiązywania. Jezus wymaga, aby sytuacje konfliktowe były rozstrzygane w inny sposób niż ma to zwykle miejsce we wszystkich  społecznościach. Nie poprzez walkę o swoje prawa i uciekanie się do przemocy, ale poprzez rezygnację z praw i przemocy (13). Alternatywny sposób rozwiązywania konfliktów, a nie ich brak, mają być wyróżnikiem wspólnoty uczniów Jezusa i Kościoła. Kościół nie jest społecznością alternatywną przez to, że jest wolny od zła, przemocy, grzechu, winy, ale przez to, że chce przezwyciężyć zło poprzez zadośćuczynienie, przebaczenie, pojednanie (14) przez ciągłe i świadomie przeciwstawianie się strukturom zła i przemocy wreszcie poprzez ciągłe nawrócenie i konfrontowanie się z Ewangelią.

Rola Kościoła w świecie nie powinna ograniczać się tylko do udzielania pouczeń i kierowania apeli do kierujących państwami. Tak realizowana nauka społeczna pozostaje tylko w sferze słów i dyplomacji. Główną jej wadą jest to, że w dużej mierze od woli rządzących zależy, w jakiej mierze nauka społeczna Kościoła będzie wdrażana. Zamiast pouczać i apelować Kościół winien sam stać się modelową społecznością wolną od przemocy. Wówczas mogłoby się ziścić pragnienie Jezusa, aby, Kościół stał się światłem dla świata i miastem położonym na górze (por. Mt 5,14), z którego inne społeczności mogą czerpać przykład.

Stanie się na końcu czasów,
że góra świątyni Pańskiej
stanie mocno na wierzchu gór …
mnogie ludy pójdą i rzekną:
«Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską
do świątyni Boga Jakubowego!
Niech nas nauczy dróg swoich,
byśmy kroczyli Jego ścieżkami 
(Iz 2,2-3).

Chrześcijańska nauka społeczna winna zatem być nauką traktującą o społeczności modelowej, którą Bóg chce objawić światu (15). Kościół dla realizacji swojej misji nie ma innych środków wyrazu, aby zaświadczyć o swoim mesjańskim charakterze, jak tylko alternatywny, pozbawiony przemocy sposób układania relacji w społecznych. Tylko w ten sposób nie będzie w swojej misji ograniczany grą interesów. Wyrzeczenie się przemocy to znak rozpoznawczy królestwa Bożego (16).

—————————

Przypisy:

  1. Lohfink, Czy Jezus głosił utopię?, W drodze, Poznań 2006.
  2. B. Degórsi, Stanowisko łacińskich Ojców Kościoła względem wojny i przemocy, w: Kościół i dar pokoju, red. o. M. Chojnacki, ks. J. Morawa, o. A. Napiórkowski, s. 105.
  3. Śrutwa, Chrześcijaństwo a pokój na przestrzeni dziejów, s. 69, w: Teologia pokoju, Niepokalanów 1988, s. 69-84.
  4. L. Bouyer, Kościół Boży, Warszawa 1977, s. 247-248.
  5. G. Lohfink, Per chi vale il discorso della montagna? Contributi per un’etica cristiana, Brescia 1990, s. 45.
  6. Jan Paweł II, „Nie” śmierci, egoizmowi i wojnie! „ Tak” życiu i pokojowi!, Przemówienie do korpusu dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej, Watykan, 13 I 2003.
  7. Przykładem jest doktryna wojny sprawiedliwej wywodząca się od św. Augustyna, która stała się elementem współczesnej nauki społecznej Kościoła do Jana Pawła II. We współczesnej literaturze teologicznej zob. M. Kita, Baranek i lew pod jednym dachem. Paradoks chrześcijańskiego podejścia do użycia siły, w: Kościół i dar pokoju, s. 131 – 144.
  8. A. Sołżenicyn, Archipelag Gułag, t. 3, Warszawa 1990; W. Sołowjow, Trzy rozmowy, w: Tenże, Wybór pism, Poznań 1988, t. II.
  9. Lohfink, Per chi vale il discorso della montagna? s. 14.
  10. Tamże, s. 60.
  11. Tamże, s. 60-61.
  12. Tenże, Gesù come voleva la sua comunità? Cinisello Balsamo, 1987, s. 157.
  13. Lohfink, Per chi vale il discorso della montagna?, s. 56.
  14. Tamże, s. 155.
  15. N. Lohfink, Die messianische Alternative, Freiburg im Breisgau 1981, s. 17-18.
  16. Tamże, s. 24. N. Lohfink pisze wręcz, że wyrzeczenie się przemocy jest „centralnym punktem rozpoznawczym” nowej społeczności – Kościoła
comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.