Posted on: 23 września 2017 Posted by: ks. Andrzej Perzyński Comments: 0

Ewangeliarz niedzielny, 24 września 2017

XXV NIEDZIELA ZWYKŁA

Mt 20, 1-16a

Jezus opowiedział swoim uczniom następującą przypowieść:
«Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy.

Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.

Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”.

A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.

Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».

Robotnicy, którzy cały dzień pracowali w winnicy, nie mogli się pogodzić z tym, że wszyscy nawet i ci, którzy jedną godzinę pracowali, otrzymali taką samą zapłatę. I nam również przy pierwszej lekturze przypowieści trudno się pogodzić z postępowaniem gospodarza winnicy, który polecił wszystkim wypłacić po denarze.

A jednak właśnie do takiego gospodarza przyrównał Jezus Królestwo Boże na ziemi. Element ekonomiczny, moment zysku, który odgrywa pierwszoplanową rolę w relacjach pracodawca – pracownik, gdzie słusznie przestrzega się skrupulatnie, aby zapłata była dostosowana do ilości pracy włożonej i przepracowanego czasu – ten moment zostaje pominięty. Życia wiecznego nie osiąga się na zasadzie kontraktu i zapłaty odpowiedniej do świadczonej pracy. Zbawienia nie zdobywa się na zasadzie proporcjonalności pracy i zapłaty.

Pan Bóg nie jest pracodawcą, nie jest przedsiębiorcą ciągnącym zyski ze swojego stworzenia. Jest on gospodarzem dla którego moment ekonomiczny, tak jak my go rozumiemy, nie odgrywa żadnej roli w Jego relacjach z człowiekiem. Na jego miejsce natomiast wchodzi najbardziej nieprzeliczalny i niewymierny czynnik, jakim jest dar miłości. Miłość Boga do swego stworzenia.

A każda miłość, choćby najbardziej niedoskonała, posiada swoją własną logikę daleką od wyrachowanej kalkulacji. Miłość przemienia skąpca w człowieka o szerokim geście, miłość człowieka twardego i nieużytego czyni delikatnym i łagodnym. Miłość potrafi znaleźć właściwe klucze do najbardziej zardzewiałych zamków i pootwierać w człowieczeństwie takie drzwi, których nikt i nic nie mogło dotąd otworzyć. Miłość odsłania w człowieku takie strony, których on sam nie spodziewał się w sobie odnaleźć, ani też nikt inny nie przypuszczał, że one mogą istnieć. I tak właśnie bywa ze zwykłą ludzką miłością, jeśli jest żywa, szczera i autentyczna.

Ewangeliczny denar, który gospodarz winnicy wypłaca robotnikom, przeniesiony na płaszczyznę Bożego Królestwa, nie jest zapłatą (nie jest „nagrodą za zasługi”), ani zarobkiem, tak jak się je rozumie w międzyludzkich stosunkach pracy. Denar jest znakiem miłości i symbolem osobistego oddania się, powierzenia się Pana Boga człowiekowi. To samym sobą Bóg obdarza człowieka w osobowym spotkaniu.

Przypowieść uczy twardego stąpania po ziemi i zarazem wpatrywania się w perspektywę Królestwa Bożego, w nadzieję nieba. „Bo niebo buduje się w pewnym sensie z ziemi. Ono nie wyrasta znikąd. Jest kontynuacją ziemi. Przede wszystkim dlatego, że oto na tej ziemi dokonywał się cud zamiany zła w dobro. Byli tu tacy ludzie, którzy zmieniali zło w dobro. Przebaczali złoczyńcom, w świecie kłamstwa mówili prawdę, w świecie niesprawiedliwości byli sprawiedliwi, zło zwyciężali dobrem. Wiesz: to tu buduje się niebo. Bo niebo jest zarazem dziełem Boga i człowieka. Świat, w którym żyjemy, jest dziełem Pana Boga, a niebo ma być naszym wspólnym dziełem. I moim, i Twoim, i do tego jeszcze Pana Boga” (Tischner czyta Katechizm, Znak 2009, s. 227).

comments

Leave a Comment