Posted on: 5 stycznia 2015 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Na temat „wojny” ministra zdrowia z lekarzami wszyscy już powiedzieli wszystko, co się dało. Nowe komentarze brzmią coraz bezsilniej, sprzeczność między nimi staje się nie do zniesienia. Zbyt wielu komentatorów świetnie wie, co robić, tylko żadne rozwiązanie nie rysuje się na horyzoncie. Dlatego coraz dotkliwsze jest pytanie zupełnie elementarne – równie ważne, jak naiwne: czy w naszej rzeczywistości w ogóle można jeszcze pytać o przysięgę Hipokratesa? 

Kiedy przed laty usłyszałam pierwszy raz o strajku lekarzy (odbywał się w Belgii; przyczyny strajku oczywiście nie pamiętam), zwyczajnie nie uwierzyłam. Wydawało mi się to nieprawdopodobne, bo przecież lekarz, który zaprzestaje ratować, z tym momentem przestaje być lekarzem. A jednak to była prawda. Zamknięte przed chorym drzwi przychodni to jest niedopuszczalna wersja metody siłowania się o rozwiązania praktyczne. Niedopuszczalna zawsze i do końca świata. Wszystkie inne metody stoją do dyspozycji. Chciałoby się również usłyszeć, dlaczego spór o klauzulę sumienia jest w tej chwili jak gdyby całkowicie nieobecny. Tak, jakby sumienie ożywało w człowieku tylko w określonej przestrzeni i określonym zakresie. Przecież lekarze, w liczbie kilku tysięcy podpisujący deklarację wiary autorstwa doktor Wandy Półtawskiej, dalej żyją wśród nas. Nie wiem, czy podzielają metody działania Porozumienia Zielonogórskiego, czy przeciwnie. Zamiast jednak odezwać się, przypominając przykazanie: „przede wszystkim nie szkodzić”, po prostu milczą jak nieobecni.

comments

Leave a Comment