Posted on: 21 stycznia 2014 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Sprawa jest tzw. tematem lokalnym i żadnych bardziej donośnych ech nie budzi. Usłyszałam o niej parokrotnie w serwisach informacyjnych, ale nie znalazłam ani komentarzy, ani zaproszeń dla kogokolwiek, kto potrafiłby powiedzieć o niej szerzej. A dla mnie jest to sprawa prawie osobista i bardzo smutna. Dotyczy Litwy – sąsiada, a nawet dawnego współuczestnika jednego państwa – która odzyskawszy niepodległość, wkrótce znalazła się wraz z Polską w Unii Europejskiej.

W naszej zawiłej wspólnej historii jądrem trudności i problemów była sprawa stolicy – mojego miasta rodzinnego – Wilna. Język litewski był tu zawsze jedną z najważniejszych kwestii, bo nie tylko przeszłość pisano po polsku, zanim odrodził się litewski, ale i teraz trzymilionowa Litwa ma mniejszość polską liczącą przeszło 300 tys. osób. I do dziś dnia kraj ten jakby nie potrafi się z tym pogodzić. Dwa lata temu zmieniono ustawę o online casino canada mniejszościach narodowych, likwidując prawo do umieszczania dwujęzycznych tablic z nazwami ulic, urzędów, miejscowości. Za sprawą znowelizowanych przepisów w okręgach, gdzie mniejszość polska sięga nawet 80 proc. populacji, może ona zapłacić wysokie grzywny, jeżeli dwujęzyczne tablice nie zostaną usunięte. W instytucjach unijnych nikt takich praktyk pojąć nie potrafi, podobnie w Polsce, bo zasada poszanowania praw mniejszości w tej dziedzinie jest jasna aż do bólu. Więc poza podzieleniem się uczuciem absurdu nic tu nie mam do powiedzenia, ale poczucie żalu do sąsiadów z tego samego miasta – dziś stolicy – jest po prostu ogromne.
I to by było na tyle.

comments

Leave a Comment