Posted on: 1 czerwca 2013 Posted by: Jolanta Elkan-Wykurz Comments: 0

Łk 7, 1-10

Gdy Jezus dokończył swoich mów do ludu, który się przysłuchiwał, wszedł do Kafarnaum. Sługa pewnego setnika, szczególnie przez niego ceniony, chorował i bliski był śmierci. Skoro setnik posłyszał o Jezusie, wysłał do Niego starszyznę żydowską z prośbą, żeby przyszedł i uzdrowił mu sługę.
Ci zjawili się u Jezusa i prosili Go usilnie: «Godzien jest, żebyś mu to wyświadczył, mówili, kocha bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę».
Jezus przeto wybrał się z nimi. A gdy był już niedaleko domu, setnik wysłał do Niego przyjaciół z prośbą: «Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie. Lecz powiedz słowo, a mój sługa będzie uzdrowiony. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: “Idź” – a idzie; drugiemu: “Chodź” – a przychodzi; a mojemu słudze: “Zrób to” – a robi».
Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i zwracając się do tłumu, który szedł za Nim, rzekł: «Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu». A gdy wysłani wrócili do domu, zastali sługę zdrowego.

Nieznany z imienia setnik rzymski z całą pewnością był mądrym i roztropnym  człowiekiem. Znał swoją wartość i swój fach. Możemy się domyślać, że nie posługiwał się terrorem, ani szantażem by utrzymać swój oddział w karności (a takie metody były dość częste w rzymskich oddziałach, nie stronił od nich także cesarz Tyberiusz), a jednak żołnierze słuchali jego rozkazów bez wahania.  Używał władzy skutecznie, ale i rozsądnie. Nie tylko w stosunku do swoich podwładnych, ale także w stosunku do okupowanego narodu. Szanował Izraelitów; wystawił im nawet w Kafarnaum synagogę. Toteż i oni szanowali setnika. Także dlatego, że owi czcigodni żydowscy dostojnicy pomni byli na królewską modlitwę sprzed wieków, modlitwę w nowo wybudowanej Świątyni, by Bóg Jedyny wysłuchał prośby każdego cudzoziemca, który odda Mu cześć. A setnik z całą pewnością często bywał obecny na Dziedzińcu Pogan Wielkiej Świątyni; zapewne zatrzymywał się bez strachu, ale z pokorą i uniżeniem przed barierą, za którą poganom nie wolno było wejść; znał swoje miejsce. Zapewne jednak serce jego wyrywało się, by być bliżej owego Boga, którego czcił Naród Wybrany.

Toteż członkowie starszyzny miasta chętnie zgodzili się pomóc mu w potrzebie. Gdy słynny Rabbi Jeshua zatrzymał się w  Kafarnaum, bez wahania wstawili się za setnikiem, prosząc w jego imieniu, by poszedł do jego domu i uzdrowił chorego sługę. Jezus wyruszył natychmiast. Wówczas stało się coś dziwnego. Setnik, który oczekiwał jego przyjścia, pchnął doń posłańca ze zdumiewającą prośbą. On,  dowódca dużego oddziału zbrojnego, obywatel Imperium, poczuł się nie dość godny, by osobiście spotkać się z tym niezwykłym Prorokiem; poczuł się nie dość godny, by gościć Go pod własnym dachem. Nagle zyskał pewność, że samo Jego Słowo ma moc; że samym słowem panuje On nad zdrowiem i chorobą, nad życiem i śmiercią. A któż może mieć taką moc, prócz Boga?

Jezus był zdumiony i zachwycony: „Zaprawdę, takiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu.”

Wydaje się jednak, że owe słowa setnika były pierwszą oznaką uzdrawiającej bliskości Jezusa; zanim sługa odzyskał zdrowie fizyczne – a wiemy, że tak się stało – pierwszy powiew uzdrowienia, dotknął najpierw ducha tego, który Jezusa zaprosił, ducha zatroskanego pana. Pozwolił mu zobaczyć w prawdzie siebie samego, swoją władzę militarną oraz polityczną i zrozumieć, że jest ona nędznym, ziemskim odblaskiem tej, jaką posiada Jezus. Uzdrawiająca moc Jezusa obudziła w tej duszy gotowej na przyjęcie Słowa i pragnącej Go, autentyczną pokorę, autentyczną ufność i gorącą wiarę.

Podobnie było z kananejską matką, proszącą o zdrowie dla córki. Cudzoziemka ta, na twarde i bolesne (ale prawdziwe) słowa Jezusa odpowiedziała aktem pokory i    bezgranicznej ufności w Jego moc. Toteż On, zachwycony jej wiarą, uzdrowił nieobecną córkę. Ale możemy też domniemywać, że jej duch miał siłę by znieść próbę, jaką była zniewaga i nadal ufać, dzięki uzdrawiającej bliskości Pana.

Oboje jednak i setnik i ta kobieta musieli być gotowi na przyjecie duchowego uzdrowienia.

Nikt spośród Wybranego Narodu, nawet najpobożniejszy, spełniający wszystkie przepisy Prawa, nawet odznaczający się gorącą wiarą, nie zasłużył sobie na większą pochwalę z ust Pana niż Kananejka, kobieta z pogardzanego przez Izraelitów narodu i ten żołnierz, Rzymianin, okupant.

Nie mieli oni ani Prawa, ani Proroków, a jednak wierzyli z tak niezachwianą ufnością i z taką bezgraniczną pokorą…

My, chrześcijanie, nowy Naród Wybrany, zbawiony przez Krew Chrystusa, mamy Pismo, Proroków i sakramenty. Być może co niedziela przystępujemy do Komunii. Jesteśmy blisko Jezusa. Często jednak nasza wiara jest letnia, lub uśpiona pod pierzynką zewnętrznej religijności. Zdarza się, że przystępujemy do sakramentów z nawyku; bywa, że obyczaj i tradycja zastępuje nam żywy, osobisty kontakt z Bogiem. Lub co gorsza sam fakt bycia ochrzczonym sprawia, że czujemy się lepsi, godniejsi, mający patent na zbawienie i niebo, w przeciwieństwie do wyznawców innych religii, czy ateistów, o których zdarza się nam myśleć i mówić, że nawet przeżegnać się nie umieją. Czujemy się lepsi od „cudzoziemców” na naszym, katolickim, chrześcijańskim terenie. Może z trudem potrafimy pogodzić się z ich obecnością na dziedzińcu pogan.

Papież Franciszek mówi już nie tylko o dziedzińcu pogan, ale nawołuje, by wyjść ze świadectwem na peryferia. Tam, w środowisku cudzoziemców, które postrzegamy, jako nieprzychylne, a czasem nawet wrogie, mamy być świadkami Chrystusa. Mamy patrzeć i kochać, jak On. Tak więc najpierw trzeba szeroko otworzyć oczy i serca. Trzeba rozejrzeć się dookoła nie z wyższością, lecz z pokorą. Trzeba stanąć w prawdzie o nich i o nas. Dostrzeżemy wówczas setników nie śmiejących wejść przez próg kościoła, stojących z dala, którzy mają stokroć gorętszą niż my tęsknotę za Bogiem! Dostrzeżemy ze zdumieniem wiele Kananejek spełniających dzieła Bożej Miłości, choć nie umieją się nawet przeżegnać. Inaczej popatrzymy na tych, co siebie nazywają ateistami; nie wypełniają obyczaju, dalecy są od tradycji, ale mają gorące pragnienie Prawdy i Życia. Doświadczymy ze zdumieniem i zachwytem, jak żywa wiara tętni na obrzeżach!

A gdy podczas następnej mszy, po raz n-ty, wypowiadać będziemy przed Komunią słowa „…Panie, nie jestem godzien, ale powiedz tylko słowo…” przypomnijmy sobie kto powiedział je pierwszy.

comments

Leave a Comment