Posted on: 2 listopada 2013 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

Rajewski Bartosz - PortretXXXI Niedziela Zwykła
Łk 19, 1-10

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie. Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło.

Całkiem niedawno do drzwi kancelarii parafialnej naszej londyńskiej parafii zapukała kobieta, która postanowiła dokonać aktu apostazji, czyli świadomego i dobrowolnego wyrzeczenia się kontaktu z Kościołem. Odpowiedzią na jej bunt, był wewnętrzny bunt i osąd jej osoby, który zrodził się w moim sercu. Po chwili jednak przyszło opamiętanie. Przypomniała mi się bowiem postać Zacheusza, który w pewnym sensie może być patronem tych wszystkich, którzy zachowują dystans do wiary i Kościoła. Zacheusz to postać dobrze opisująca dużą grupę ludzi we współczesnym społeczeństwie. Należą do niej indywidualiści, ludzie na obrzeżach lub poza widzialnymi granicami Kościoła, ogarnięci wieloma pytaniami i wątpliwościami.

Wiele razy słyszeliśmy opowiadanie o celniku Zacheuszu. Wiemy, że był przywódcą celników, a więc kimś gorszym od samych poborców cła. Wiemy, że był bogaty. Wzbogacił się jednak z ludzkiej krzywdy, stosując nieuczciwe praktyki i kradzież. Wiemy także, że był człowiekiem niskiego wzrostu. Obraz Zacheusza, który kreśli św. Łukasz, nie wzbudza szczególnej sympatii.

W dalszym opisie znajdujemy jednak fakty, które stawiają Zacheusza w nieco innym świetle. Widzimy bowiem bohatera dzisiejszej Ewangelii jako człowieka niezwykle zdeterminowanego by zaspokoić swoją ciekawość i dostrzec przechodzącego Jezusa. Wydaje się, że nie była to zwykła ciekawość, ale ciekawość prowadząca do wiary. W zachowaniu przywódcy celników dostrzegamy także prostotę, wręcz infantylną prostotę, która przecież nie przystoi człowiekowi pełniącemu tak poważną funkcję. I ostatni fakt, który pozwala nam na Zacheusza spojrzeć w lepszym świetle – przyjmuje on Jezusa do swego domu.

Rozmowa Jezusa z Zacheuszem to Ewangelia w pigułce. Jaka nauka płynie z niej dla nas? Po pierwsze – Bóg patrzy inaczej, niż człowiek: „nad wszystkim ma litość, bo wszystko w Jego mocy, i oczy zamyka na grzechy ludzi, by się nawrócili” (por. Mdr 11,23). Bóg widzi to, czego my nie widzimy, albo widzieć nie chcemy. Po drugie – nie wolno nam osądzać bliźnich, bowiem tylko Bóg zna serce człowieka. Nierzadko ci, których osądzamy, gorliwiej i intensywniej szukają Boga, niż my, uważający się za sprawiedliwych. Po trzecie – każdy ma szansę nawrócenia.

Może więc warto zaryzykować przeżywanie wiary z perspektywy solidarności z ludźmi poszukującymi wartości religijnych? Może warto czasem opuścić swój prywatny, przez nas wykreowany wygodny świat pewników i wejść w świat religijnej niepewności? Może warto wyzbyć się wielu pewników i zrezygnować z wewnętrznego triumfalizmu monopolistycznego posiadacza prawdy (por. Tomáš Halík, Cierpliwość wobec Boga. Spotkanie wiary z niewiarą,
Kraków 2009, s. 33-34).

Po chwili rozmowy z Parafianką, o której wspomniałem na początku tego rozważania, bunt i potępienie zamieniły się w szczery żal i smutek rodzący się z faktu, że ze wspólnoty Kościoła odchodzi ktoś, kto jest moją siostrą w wierze. Poczułem, że tracimy kogoś ważnego. Odeszła osoba, która być może chciała spotkać i zobaczyć Jezusa, ale nie potrafiła wspiąć się wyżej, jak Zacheusz na sykomorę. Być może ja, jako ksiądz, niewystarczająco jej Jezusa pokazałem. Być może my wszyscy, jako wspólnota, stworzyliśmy tłum, który całkowicie przysłonił jej Jezusa? Wiem jednak, że podobnie, jak na Zacheusza, także na tę kobietę Jezus spojrzy kiedyś z miłością, wszak „przyszedł po to, aby szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19,10).

comments

Leave a Comment