Posted on: 31 października 2020 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

EWANGELIARZ NIEDZIELNY,  1 listopada 2020

UROCZYSTOŚĆ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH

Mt 5,1-12a

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.

Czy na pewno pociąga nas życie niezwykłych świętych? Karol de Foucauld po swoim nawróceniu założył Zakon Małych Braci, do którego za jego życia nikt nie wstąpił, a on sam zginął z rąk ukochanych mahometan na pustyni w Algierii. Biskup Oscar Romero wystąpił w obronie ubogich i został zastrzelony w czasie Mszy św. Harriet Tubman, chrześcijanka i niewolnica, wielokrotnie bita i gwałcona, całe życie poświęciła Bogu i ratowaniu czarnych niewolników. Martin Luther King oddał życie Jezusowi i prawom człowieka, a zginął od kuli białego zamachowca. Pociąga Was i inspiruje ich życie?

Oczywiście, dobrze wiemy, że droga do świętości nie zawsze musi prowadzić przez męczeństwo. Uroczystość Wszystkich Świętych przypomina nam, że świętość nie jest dla wybranych, ale jest celem nas wszystkich. Każdy z nas ma też swoją drogę, którą do świętości, czyli do nieba, przez życie wędruje. Za co zatem idziemy do nieba? Dla wielu z nas kryterium jest oczywiste i zostało wyrażone w tzw. „Prawdach wiary”.  Jedna z nich mówi o tym, że „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze”. Odpowiedź wydaje się więc oczywista: dobrzy idą do nieba (w nagrodę), a źli do piekła (za karę). Według takiego sposobu myślenia, na niebo trzeba sobie zasłużyć. Czy aby na pewno?

Nasze nieco wypaczone myślenie o niebie i świętości prostuje papież Benedykt XVI w encyklice „Spe salvi”. „Nie możemy […] – używając klasycznej terminologii – «zasłużyć» sobie na niebo przez nasze dzieła” – pisze papież. W dalszej części dodaje, że niebo zawsze jest darem. Jest bonusem danym z łaskawości Boga. A skoro święci idą do nieba, to świętość jest również łaską – darmowym darem, bonusem jaki dostajemy od Boga. Czy więc jakość naszego życia jest bez znaczenia?

Benedykt XVI we wspomnianej encyklice przypomina również: „Zawsze pozostaje prawdą, że nasz sposób postępowania nie jest obojętny dla Boga”. Nie jest obojętne to, ile dobra po sobie zostawiamy. Dobro nie jest jednak walutą, którą płacimy Bogu za niebo. Jest ono natomiast naszą odpowiedzią na miłość Boga. Nasze życie to życie siewcy, który wrzuca w ziemię ziarno dobra z nadzieję na plon. Nie zawsze wszystko nam się udaje. Nie zawsze plon jest taki, jakiego byśmy oczekiwali. Nie zawsze wystarczającą miłością odpowiadamy Bogu na Jego miłość. Nie zawsze wszystko jest śnieżnobiałe, czyste i pachnące fiołkami świętości. Wręcz przeciwnie, zazwyczaj jesteśmy utytłani w brudzie naszej codzienności, upadków, pomyłek, wątpliwości, niespełnionych pragnień, zranień. Jesteśmy dotknięci bolączkami ludzkiego losu.

I tutaj właśnie dochodzimy do sedna naszych rozważań. Jezus nazywa błogosławionymi właśnie ludzi dotkniętych bolączkami losu: ubogich, smutnych, cichych, miłosiernych, prześladowanych etc. Tacy ludzie, którym wciąż brakuje, którzy wciąż nie dorastają, wciąż nie domagają, mogą zawsze pragnąć więcej, a ich pragnienia nie są pragnieniami niemoralnymi. Wprawdzie mogą być realizowane w coraz to większym stopniu, jednak posiadają wewnętrzny hamulec przyzwoitości – umiar. Ten hamulec, którzy mają ludzie dotknięci bolączkami losu nie pozwala na dochodzenie własnego szczęścia, zabierając je innym.

Ludzie dotknięci bolączkami losu, świadomi swoich ograniczeń, odczuwają ciągłe ubóstwo. Wciąż w czymś nie domagają. Wciąż nie są idealni. Czasem tej świadomości towarzyszą nawet łzy. Płakaliście kiedyś nad sobą i swoimi grzechami? Ale to właśnie dlatego ludzie dotknięci bolączkami losu, histerycznym krzykiem nie domagają się swego, bo sprawiedliwość znaczy dla nich coś daleko więcej niż wierność literze prawa. Takich ludzi można określić mianem ludzi wolnych, kierujących się głodem wartości trwałych, a nie tym, co powierzchowne. Jesteście takimi ludźmi? Jeśli tak, to jesteście na dobrej drodze do świętości.

Wymienieni przeze mnie na początku bohaterowie nie mieli lekkiego życia. Było ono jednak pełne wewnętrznego pokoju. Nie szukali perfekcjonizmu i detalicznego wypełnienia Bożych przykazań. Po prostu utożsamili swoje życie z Bożą miłością i ich życie nabrało innego kształtu. Przyszli do Jezusa, stali się siewcami dobra i zaczęli żyć dla innych, mimo że trudno było to uczynić. Odpowiedzieli na Bożą miłość. I taka jest właśnie droga świętości. Bo do nieba idziemy za darmo, zupełnie gratis. Idziemy tam z miłości Boga, na którą przez całe życie odpowiadamy naszą miłością.

comments

Leave a Comment