Z troską o świat

Rzadko przychodziło mi w życiu spotykać się z żywymi legendami. A do nich dzisiejsza Jubilatka niewątpliwie należy. Nie stąpa już dziś po ziemi nikt, kto z wnętrza obserwowałby rozwój pierwszej redakcji “Tygodnika Powszechnego”, kto przez niemal pół wieku pełniłby najważniejsze funkcje w redakcji. Józefa Hennelowa jest świadkiem wszystkich najważniejszych wydarzeń związanych z historią “Tygodnika Powszechnego”, ale też ostatnich kilkudziesięciu lat polskiej historii. 

Ciągle zadziwia mnie, jak, mimo upływu lat i ograniczeń wynikających z wieku Pani Ziuta trzeźwo spogląda na świat, jak syntetycznie potrafi przedstawiać swą myśl, jak dogłębnie i – niezmiennie – krytycznie potrafi przyglądać się rzeczywistości. Zawsze jednak, jestem o tym przekonany, robi to z troską o przestrzeń dla niej najważniejszą.

Dlatego tak często na pierwszym miejscu w jej publicystyce jest człowiek. Jednostka, nieraz cierpiący, poszukujący pomocy, nieporadny, będący na przegranej pozycji w walce z systemem. Ów człowiek zwraca zwykle jej uwagę w sposób szczególny. Podobnie patrzy Pani Józefa na losy Kościoła, wobec którego, zwłaszcza w wymiarze instytucji, potrafi być krytyczna, ale jest to bez wątpienia troska płynąca prost z serca. Nie ma w tym krzty przesady – sądzę, że na dobru i rozwoju Kościoła zależy jej szczególnie.

Każda moja wizyta u niej, to pytania o bieżącą sytuację społeczną, polityczną, kościelną, pytania o to, co myśli i co napisze o danej sprawie “Tygodnik” – jej życie, którego, mimo odejścia z redakcji w 2012 r. nigdy w sercu nie porzuciła. Ciągle, choć trudno jest jej już samemu czytać, jest to jej podstawowa lektura, punkt odniesienia, przestrzeń, z którą czuje się szczególnie związana. 

Ale znajomość z Panią Józefą to także lekcja przyjaźni. I nie mówię tu o sobie, bo byłaby to uzurpacja. Myślę, że jest wielką Przyjaciółką Klubów “TP” – inaczej nie zgodziłaby się w 2012 r. rozpocząć publikowanie swoich krótkich komentarzy do ostatnich wydarzeń (stąd tytuł: “Tu i teraz”), nie pytałaby też podczas każdej klubowej wizyty o to, co dzieje się w Klubach, o czym rozmawiamy, co w danym momencie jest dla nas ważne. 

Ale to także lekcja przyjaźni ludzi, którzy są blisko Pani Józefy. Wszystkich wymienić nie jestem w stanie, ale wiem przecież, że od lat odwiedzają ją przyjaciele z dawnych “Tygodnikowych” lat. W ten sposób powstaje choćby “Tu i teraz”, gdy podczas cotygodniowych wizyt Kasia Morstin spisuje i posyła dalej do Ani Matei najnowszy komentarz. Te regularne wizyty imponują mi szczególnie i świadczą o więzi ludzi z “Tygodnikiem” związanych. To dla mnie symbol tego, że “Tygodnik” to coś więcej, niż pismo. To środowisko, to ludzie. Dobrze, że taki świat ciągle istnieje i oby trwał jak najdłużej.

Dodaj komentarz