Posted on: 11 października 2020 Posted by: ks. Andrzej Perzyński Comments: 0

EWANGELIARZ NIEDZIELNY,  11 października 2020

XXVIII NIEDZIELA ZWYKŁA

Mt 22, 1-14

Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść.

Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta ubite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!” Lecz oni zlekceważyli to i odeszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy, pozabijali.

Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić.

Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta weselna wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala weselna zapełniła się biesiadnikami.

Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nieubranego w strój weselny. Rzekł do niego: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?” Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».

„Pan przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę…”. Jest to zapowiedź czasów ostatecznych, czasów mesjańskich. Dla nas, dla chrześcijan, jest to jednoznaczne ze spotkaniem z Chrystusem w Jego pełnej chwale zmartwychwstania. Ale wiemy, że już tutaj, na ziemi, uczestniczymy w zapowiedzi tego, czym mamy cieszyć się po śmierci. Uczta mesjańska, o której mówi prorok Izajasz, to uczta wspaniała i obfita. „… na tej górze [przygotuje] ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najpożywniejszych win”. Wspaniałość i obfitość tej uczty w porównaniu z codziennymi ubogimi realiami plemion żyjących na pustyni wyraźnie ukazuje wyjątkowość naszego spotkania z Bogiem u końca czasów i u końca naszego życia na ziemi.

„Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować… Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Łatwo jest przyjąć stan obfitości, kiedy jest mi dobrze i wszystko, mówiąc tak po ludzku, wychodzi. Ale kiedy spotyka mnie nieszczęście czy też coś złego albo trudnego – czy umiem wtedy przyjąć to doświadczenie tak jak Hiob i stawiać sobie pytanie: Co Pan Bóg chce mi przez to konkretne wydarzenie powiedzieć? Czego chce nauczyć? Czy, idąc jeszcze dalej: na jakie dobro chce wskazać? Te życiowe, egzystencjalne pytania, kiedy dotyczą konkretnego ludzkiego losu, nabierają dramatycznego znaczenia, i jeśli człowiek nie próbuje na nie odpowiedzieć w perspektywie wiary, mogą doprowadzić go do tragedii.

Co powiedzieć matce, której małe dziecko umiera w wielkim cierpieniu? Jak towarzyszyć człowiekowi, który po wielu latach pracy staje się z dnia na dzień bezrobotnym? On i jeszcze inni z jego najbliższej rodziny? A kiedy ktoś przychodzi z rozpoznaną chorobą nowotworową i jest prawie załamany? Wiele jest na co dzień sytuacji, które bez fundamentu wiary mogą prowadzić do rozpaczy. Dlatego musimy uczyć się jako chrześcijanie żyć nadzieją, która pokonuje rozpacz.

„Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni…”. Zlekceważyli wyróżnienie… Jak widać, może się też zdarzyć, że człowiek odrzuca zaproszenie, które Bóg do niego kieruje. Jest to sytuacja kolejnego dramatu, który odgrywa się w sercu, we wnętrzu człowieka. Nawet jeśli próbujemy ten głos w sobie zagłuszyć, to jakże często można zaobserwować szamotanie się, nawet pod przykrywką zewnętrznego spokoju.

Przyzywa tych, którzy – wydawałoby się – pierwotnie nie byli zaproszeni. Każdy z nas powinien się trochę czuć jak ci wezwani z ulicy na ucztę. Bo tak naprawdę nigdy do końca nie zasługujemy na to, czego doświadczamy ze strony Boga. Bóg bogaty w miłosierdzie przyjmuje nas jak ojciec swego syna, który po roztrwonieniu majątku, wraca do domu – bo gdzież miałby wrócić? Bóg, jak ojciec z przypowieści, nie tylko czeka na nas i przyjmuje nas z otwartymi ramionami, ale jeszcze wychodzi na próg domu, by szybciej się z nami spotkać.

 

comments

Leave a Comment