stachowiakNie poszedłem na poznański stadion aby wziąć udział w uroczystości 1050-lecia Chrztu Polski. Dziś, dzień później, zaczynam żałować. Przyznam szczerze, trochę się obawiałem religijno – ojczyźnianego tonu, nastroju bojowego sprzeciwu wobec współczesności, politycznych aluzji, wreszcie niestrawnej estetycznie oprawy plastycznej i muzycznej. Teraz wiem, byłem człowiekiem małej wiary! Transmisja telewizyjna milenijnej Mszy św. i relacje obecnych podczas całodziennego świętowania przyjaciół kreślą obraz daleki od moich obaw. Pozostawię na boku estetykę, „de gustibus…”, o gustach nie dyskutujmy, choć nic w niej razić nie powinno, skupię się na tym, co jak myślę, w wymowie tej uroczystości najważniejsze.

Sądzę, że ustanowiła ona pozytywny model nowoczesnego świętowania wspólnoty. Dziś potrzebujemy tej wspólnoty w sensie narodowym i społecznym bardziej niż kiedykolwiek na przestrzeni życia ostatnich pokoleń, potrzebujemy eksponowania tego co nas łączy w sposób, który byłby akceptowalny dla ludzi różnych generacji, poglądów politycznych, statusów społecznych i religijnych wrażliwości. Poznańska uroczystość była w tym względzie niewątpliwie udana. Przede wszystkim treść i forma katechezy. Wypowiedzi biskupa Grzegorza Rysia, kard. Pietro Parolina, wreszcie początkowe i końcowe, nieco żartobliwe, słowa metropolity poznańskiego, wolne były od aluzji, które można by odczytywać politycznie, nawet jeśli zawierały jasną krytykę współczesności to była ona pozbawiona resentymentu i nie dominowała nad całym przekazem. Wyraźna obecność przedstawicieli innych wyznań, brak podkreślania wyłącznie katolickiej tradycji narodu i państwa, nie wykluczały nikogo ze świętującej wspólnoty. Nieco „lednicka” w formie stylistyka uroczystości dobrze odpowiadała szerokim gustom ukształtowanym przez dzisiejszą kulturę masową. Wreszcie radosny, choć przecież nie bezrefleksyjny, nastrój świętowania. W największym myślowym skrócie wyraża go pomysł wystawienia na finał rock-opery „Jesus Christ Superstar”. Już widzę wielu, którzy załamywali ręce, sądząc, że właściwszym byłaby w tym miejscu jakaś kolejna mutacja narodowo – kościelnego misterium. Fragmenty poezji patriotycznej przeplatane śpiewem koloraturowych sopranów z akompaniamentem orkiestry dętej. Nic z tych rzeczy! Włączono ten nieco hippisowski utwór, mogący się podobać ludziom różnych pokoleń i wrażliwości w patriotyczne obchody. Efekt całości jest przedni, nieantagonistyczne zespolenie tradycji i przyszłości, podkreślenie wartości wspólnoty bez tonu napiętnowania i wykluczenia.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.