główneWrocławscy klubowicze odwiedzili wystawioną w Hali Stulecia Panoramę Plastyczną Dawnego Lwowa.

Spotkaliśmy się w kościele św. Piotra i Pawła na Ostrowie Tumskim na mszy świętej, którą wspólnie z ks. Michałem Czajkowskim, po tragicznych wydarzeniach w Paryżu, ofiarowaliśmy w intencji pokoju. Dedykowane tej niedzieli czytania obfitowały w sceny, które odnieść można było do aktualnych wydarzeń.

msza– W liturgii tych ostatnich dni Roku Kościelnego występują różne, często groźne czy przerażające, obrazy apokaliptyczne. Znamy je nie tylko z Ewangelii, ale także z 1. Testamentu, a zwłaszcza z tej Księgi, którą nazywamy Apokalipsą. Jest to osobny gatunek w literaturze biblijnej i judaistycznej. I dobrze wiemy, domyślamy się przynajmniej, że nie możemy tych obrazów brać dosłownie. One należą do specjalnego gatunku literackiego. Chociaż czasem, jak choćby od piątkowego wieczoru, mamy ochotę brać pewne obrazy dosłownie. Kiedy jesteśmy, bywamy, świadkami – choćby przez telewizję – wydarzeń prawdziwie apokaliptycznych – mówił ks. Czajkowski.

Wspomniał wydarzenia z historii Izraela, które wydawały się końcem, a naprawdę takim końcem nie były – upadek państwa Izrael, niewola egipska, niewola babilońska, mówiąc, że to „wydarzenia, które budziły grozę, ale w których odkrywano także obecność Boga, który nie pozwoli na zwycięstwo zła”. Usłyszeliśmy, że w życiu każdego narodu zdarzają się takie „małe apokalipsy”. Te najbardziej nam znane to choćby tragedia roku 1939, Holocaust, konieczność opuszczenia Lwowa przez jego rodowitych mieszkańców i – celem oddania sprawiedliwości – podobny los, który spotkał zamieszkujących Breslau Niemców. Dla części z nas – toutes proportions gardées – taką „małą apokalipsą” był wynik ostatnich wyborów…

– W Ewangelii dzisiejszej słyszeliśmy właśnie w tym gatunku literackim – kontynuował ks. Czajkowski – słowa Jezusa o „wielkim ucisku”, o „słońcu, które się zaćmi”, o „księżycu, który nie da swego blasku”, o „gwiazdach, które będą padać z nieba”, o „mocach na niebie, które zostaną wstrząśnięte”. Jakie orędzie kryje się pod tymi apokaliptycznymi obrazami? Wydaje mi się, że kluczem do tych obrazów w Starym, w Nowym Testamencie – nie tylko w tej Ewangelii, i czterech Ewangeliach – są słowa świętego Pawła: „Gdy się to dziać zacznie, podnieście głowy, nabierzcie ducha. Zbliża się bowiem Wasze odkupienie”.

IMGP2278W końcu przyszedł czas udania się do celu wycieczki. W wydzielonej przestrzeni Hali Stulecia ujrzeliśmy wreszcie efekt ponad dzięsięcioletnich prac zespołu pod kierownictwem Janusza Witwickiego – panoramę plastyczną Lwowa roku 1772. Długie lata niedostępne szerokiej publiczności dzieło po gruntownej renowacji zachwyca precyzją wykonania.

IMGP2233
Podziwianiu ekspozycji towarzyszyło wystąpienie członka naszego Klubu, urodzonego we Lwowie początku lat 30. XX wieku – prof. Mieczysława Inglota. Zapoznaliśmy się z zarysem dziejów miasta, historią tamtejszej nauki (m.in. słynnej lwowskiej szkoły matematycznej), usłyszeliśmy o najważniejszych obiektach tworzących lwowską zabudowę. Poznaliśmy pewien fakt z życia rodziny Inglotów, którego młody Mieczysław był świadkiem. Fakt z zakresu historii powszechnej w zasadzie. Profesor zapamiętał mianowicie pewne istotne spotkanie odbywające się w mieszkaniu państwa Inglotów. Jego ojciec – pracownik Ossolineum, działacz PSL Witosa – był gospodarzem dyskusji pomiędzy polskimi i ukraińskimi działaczami niepodległościowego podziemia.

Mieczysław Inglot„Mała apokalipsa” związana z koniecznością opuszczenia Lwowa też w istocie okazała się nie być końcem wszystkiego. Profesor Inglot sam zauważył, że z pełną swobodą powiedział o Uniwersytecie Wrocławskim „nasz uniwersytet”, co w początkach kariery naukowej było dla niego nie do pomyślenia. „Nasza” była przecież tylko tamta uczelnia, pozostawiona w rodzinnym mieście. W mieście, którego piękno tak wspaniale oddał Witwicki.

Autorem zdjęć jest Adrian Sitko. Więcej do obrzenia na: www.facebook.com/klubTPwroclaw.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.