Posted on: 26 sierpnia 2018 Posted by: Agnieszka Nowak Comments: 0

EWANGELIARZ NIEDZIELNY, 26 SIERPNIA 2018  

XXI NIEDZIELA ZWYKŁA

J2,1-11

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”. Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Jeszcze nie nadeszła moja godzina”. Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: „Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: „Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu”. Ci zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem, i nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli, przywołał pana młodego i powiedział do niego: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.   

 

Zapewne wiele razy słyszeliśmy  przeznaczony na dziś fragment Ewangelii, znamy też najważniejsze kierunki interpretacji tego tekstu.

Jan, jak wszyscy uczniowie jest wśród zaproszonych gości, ale jednocześnie nieustannie pilnuje każdego gestu Jezusa. Uczestnicząc w zabawie, nie spuszcza oka z Nauczyciela, można zarzucić, że podsłuchuje, śledzi, krąży a zarazem uważa, by nie zostać przyłapanym na tym, co robi. Trudno bowiem wyobrazić sobie, by Maryja głośno powiedziała, że kończy się wino, którym częstowano biesiadników. Musiała to zrobić dyskretnie, szeptem. Podobnie nie sposób pomyśleć, że Jezus najpierw głośno Jej odpowiedział, a po chwili, równie głośno, wołał służących. Byłaby to całkowita kompromitacja. Rozmowa odbyła się szeptem, nieco w oddaleniu od głównej izby, gdzie bawiono się i radowano. Jan, jakby wiedziony przeczuciem, że znalazł się w otoczeniu Nauczyciela innego niż wszyscy, chwyta każde słowo, gest, spojrzenie. Nie pozwala umknąć niczemu, jest zawsze blisko, jemu jednemu też starczy odwagi, by być pod krzyżem.

Jan ma przyzwolenie by tak czynić, co tu zrobić ze  snującym się tuż obok młodzianem, wpatrzonym, zasłuchanym i tylko czekającym na okazję, by głowę oprzeć na ramieniu Mistrza. Doprawdy nie sposób się opędzić. Jan jeszcze o tym nie wie, ale otrzyma nagrodę za wytrwałość, jedyny dożyje końca swych dni i będzie mu dane spisać Księgę nadziei, jaką jest Objawienie- Apokalipsa.

Przywykliśmy do cierpkiej odpowiedzi Jezusa skierowanej do Maryi. Potraktował Ją niemal jak obcą kobietę. Musiało zaboleć słowo „niewiasto”. Jej Syn, ten, którego tak oczekiwała,  którego wielokrotnie brała na kolana, przytulała, całowała w czółko przed snem, mówi do Niej „niewiasto”. Jezus nie powiedział tego, by dała spokój, choć odeszła bez słowa skargi, jak każda matka szanująca decyzję dziecka. To słowo wyznacza granicę, od tej chwili Jezus będzie szedł swoją drogą i Ona musi to przyjąć, choćby cierpienie i żal miażdżyły Jej serce. Nigdy nie przestał kochać Matki, ale Jego droga zmierza ku Godzinie wyznaczonej przez Ojca.

Zachowanie Maryi, prośba skierowana do sług :„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” jest świadectwem miłości matki do dziecka. Ona zna na wskroś serce swego Syna, jak matka, która kocha naprawdę. Tylko miłość, bezwarunkowa, ofiarna i przepełniona poświęceniem może  dać takie poznanie serca drugiego człowieka.

Jezus, nakazując napełnić stągwie wodą, nie wzbudził żadnych podejrzeń. Tak zwyczajna prośba nie wywołała reakcji służących. Jan  by to na pewno zauważył, był w pobliżu. Zdziwienie, przestrach, wywołać mógł fakt, że starosta weselny oznajmił, iż przynieśli mu przednie wino. Pewnie słudzy prześcigali się, by zdać relację, skąd to wino się wzięło, nic też  nie rozumieli. W głowie się nie mieści, by woda stała się  winem, ale cud już się dokonał.

Starosta wie kim jest Jezus, dlatego wołając pana młodego, o nic nie pyta, jedynie wskazuje, że do końca uczty zachował on wszystko, co najlepsze- wino przedniej jakości. Nie znamy odpowiedzi młodego człowieka, możemy tylko wyobrazić sobie jego zdziwienie, zapewne też radość, bo dobre wino i zadowoleni  biesiadnicy weselni to zapowiedź szczęścia. Po słowach starosty narracja Jana zdaje się przerywać sekwencję zdarzeń, natychmiast koncentruje uwagę na osobie Jezusa. Pan młody na pewno coś powiedział, choćby z grzeczności. Ale jego odpowiedź nie ma żadnego znaczenia dla znaku, jaki uczynił Chrystus: „Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie”. W tym zdaniu ukryta jest istota znaku. Od tej chwili uczniowie wiedzą, kto jest ich Mistrzem, wiedzą za kim poszli i przez kogo zostali wybrani, choć nie rozumieją dlaczego ich to spotkało.

Cud w Kanie interpretowany jest jako najpiękniejsza zapowiedź ustanowienia Eucharystii. Znamy tę interpretację, warto jednak przypomnieć sobie, że jest to cud bardzo głębokiej przemiany. Woda, nawet w Izraelu,  jest czymś zwyczajnym, powszednim, wino to trunek szlachetny. Dobrym winem częstowano zacnych gości, na co dzień, do posiłków, pijano to mniej nobliwe. Chrystus przemienia wodę w najlepsze wino. W Jego słowie, spojrzeniu,  wszystko, najbardziej nawet zwyczajne, zostaje przemienione i podniesione go chwały tego, co  zasługuje na łaskę.

I jeszcze słowo o radości z wiary. Przywykliśmy być poważni, poważnie traktować religię, to dobrze, ale dobrze też uśmiechnąć się czasem.  Chrystus na pewno uśmiechał się często, nie zaproszono by na wesele ponurego nauczyciela, który tylko naucza, strofuje i każe zachowywać wszelkie umartwienia, potrzebne i niepotrzebne. Trudno też wyobrazić sobie, by siedział na weselu pośród gości i nie uczestniczył w zabawie, obraziłby gospodarza i sprawił przykrość nowożeńcom. Był zatem gościem niosącym radość, uczestnikiem ludzkiej radości i pewnie pobłażliwym okiem spoglądał na może zbyt radosne twarze Apostołów. Nie łudźmy się, byli rybakami i udział w weselu, traktowali jak okazję do dobrej zabawy. Cieszył się zatem Jezus, że ludzka miłość zaprasza Go do swego domu, dla tej miłości uczynił pierwszy cud.  W cudzie tym zapowiedział najpiękniejszy dar, jaki Bóg mógł ofiarować człowiekowi – swą obecność w okruszynie chleba i kropli wina aż po krańce czasu.

 

comments

Leave a Comment