Posted on: 28 listopada 2011 Posted by: Marcin Pera Comments: 1

„Dziennikarstwo przestało być misją, stało się zawodem jak wiele innych” – pisze Zbigniew Nosowski we wstępie do najnowszego, poświęconego mediom numeru „Więzi”. Zaś w głosach dziennikarzy biorących udział w ankiecie dominuje pesymizm i swoista bezsilność. Być może trzeba oba te fakty połączyć?

„Tak źle jeszcze nie było” – cytował 10 lat temu znajomego dziennikarza ks. Andrzej Luter, który jest autorem artykułu wprowadzającego do przygotowanej przez „Więź” debaty. Warto na wstępie nadmienić, że cytat ów pochodzi z „Kontrapunktu”, który swego czasu jako dodatek ukazywał się wraz z „Tygodnikiem Powszechnym”. Tytuł tego z 2001 r. brzmiał: „Reqiuem dla dziennikarza”, a jego inicjatorem był… również ks. Andrzej Luter. Nie sposób więc, pisząc o najnowszym numerze „Więzi” nie snuć analogii do tamtej publikacji. Wszak formuła, przedział czasowy w jakim zostały wydane oraz kilku dziennikarzy, którzy wypowiadali się w obu wydawnictwach świadczą o dużym podobieństwie pomiędzy najnowszym numerem „Więzi”, a zapomnianym już dodatkiem do „Tygodnika”.

Ksiądz Luter powrócił do tematu pytając, czy aby nie jesteśmy właśnie świadkami schyłku dziennikarstwa. W debacie, poprzez ankietę, wzięło udział wielu znanych dziennikarzy: m.in. Jerzy Baczyński, ks. Marek Gancarczyk, Igor Janke, Katarzyna Kolenda-Zaleska, Jarosław Kurski, Tomasz Lis, Cezary Michalski, Ewa Milewicz, Piotr Mucharski czy Bronisław Wildstein. Redakcja zaznaczyła, że ankieta została rozesłana do znacznie większej liczby dziennikarzy, którzy jednak nie odpowiedzieli na nią. Mimo to wydaje się, że przekrój osobowy jest wystarczający by odpowiedzi na uznać za miarodajne. Zadano więc dwa pytania:
1.Jakie były najcięższe błędy i zaniedbania mediów w Polsce w pierwszej dekadzie XXI wieku?
2.Jakie błędy i zaniedbania widzę we własnych postawach i działaniach mojego najbliższego środowiska?

Nietrudno się domyślić, że znacznie łatwiej przyszła dziennikarzom odpowiedź na pytanie pierwsze. O własnych zaniedbaniach mówią niezwykle enigmatycznie i niewspółmiernie mało w stosunku do refleksji jakie wysnuli udzielając odpowiedzi na pytanie pierwsze. Niektórzy wręcz sprawiają wrażenie, jakby drugiej części ankiety nie zauważyli. Nie jest to jednak miejsce na precyzyjną analizę, toteż odpuszczę sobie wnikanie w szczegóły przytaczając jeden gorzki, ale być może kluczowy dla postawienia właściwej diagnozy fragment z wypowiedzi Tomasza Lisa: „(…)wychowaliśmy publikę, która nie potrzebuje ambitnych programów czy tekstów”. Pozostałe głosy są w większości do siebie zbliżone, choć w pewnej mierze nacechowane są argumentacją i retoryką znaną nam z pism, które poszczególni dziennikarze reprezentują. To też świadczy o jakości polskiego dziennikarstwa.

Owe zbliżone głosy prowadzą do pokrewnych wniosków. Mamy więc: wymagania korporacyjne, zapatrzenie w słupki sprzedaży i popularności, podążanie za obniżającym się poziomem polskiej polityki oraz udział, często czynny i to w roli prowokatora, w pewnej formule sporu, który zwany jest dziś wojną polsko-polską. Podobnie wnioski przedstawia zresztą ks. Andrzej Luter we wspomnianym już wcześniej artykule wprowadzającym do dyskusji. Sam dodałbym do tych rzeczy aspekt rozwiązań prawnych i systemowych, które, mówiąc delikatnie, w naszym kraju do najlepszych nie należą.

Poza artykułem ks. Lutra i ankietami natrafimy też na rewelacyjny jest artykuł o. Ksawerego Knotza, który na swoim przykładzie pokazuje jak media funkcjonują i jak można je wykorzystać do głoszenia pewnych idei. I choć niektórzy uznają poszczególne propozycje o. Knotza za co najmniej kontrowersyjne, to jednak jego niezwykle dojrzały i otwarty stosunek do środków społecznego przekazu jest niewątpliwie tym, co w polskim Kościele w relacjach z wszelkimi mediami, także (sic!) katolickimi, jest niezbędne. Zresztą o. Knotz to postać niezwykle barwna, o czym możemy przekonać się, przerzucając kilka kartek, z artykułu Zbigniewa Nosowskiego o o. Knotzu właśnie. Ponadto pojawiają się jeszcze dwa interesujące artykuły ks. Andrzeja Draguły o kontrowersjach wokół niektórych okładek czasopism oraz Stanisława Mocka o, najogólniej mówiąc, tabloidyzacji mediów.

Trudno nazwać dzieło „Więzi” biblią dziennikarstwa – zresztą do takiego miana na pewno nie aspiruje. Natomiast uważam, że każdy student dziennikarstwa, tudzież po prostu każdy młody człowiek, który interesuje się mediami powinien się z nową „Więzią” zapoznać i to w najwcześniejszym stadium swojej żurnalistycznej fascynacji. Warto bowiem poznać obraz mediów zupełnie niezauważalny z transmisji formowanej przez korporacyjną kindersztubę i linię programową tej czy innej redakcji. I zadać sobie pytanie, w jakim stopniu teza postawiona przez Zbigniewa Nosowskiego w przedstawionym kilka akapitów wyżej cytacie jest prawdziwa.

comments

1 people reacted on this

  1. Od dawna mam wrazenie, że media będące czwartą władzą w państwie idą śladami trzech swoich poprzedniczek współtworząc z nimi pezstrzeń nierzeczywistą, jakby zasłonę dymną, za którą coś się odbywa, ale własciwie mało kto wie czym jest owo „coś”. A skoro nikt tego nie wie, łatwo przyporządkować temu „czemuś” to, co „najgorsze”. Mechnizm ten wykorzustują wszyscy, władza też (od pierwszej po czwartą). I tak powstaje błędne koło wojny polsko-polskiej. Tego numeru „Więzi” jeszcze nie czytałam. Ale chętnie po niego sięgnę – może znajdę w nim antidotum, albo ślad pomysłu na przełamanie tej militarnej retoryki?

Leave a Comment