Posted on: 2 października 2020 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 1

Cóż za zbieżność w czasie: pierwszego dnia października dr hab. Przemysław Czarnek zostanie profesorem KUL i mniej więcej w tym samym czasie ks. dr hab. Alfred Wierzbicki, profesor KUL, kierownik Katedry Etyki na Wydziale Filozofii KUL, stanie przed komisją dyscyplinarną tej uczelni. Pierwszy zostanie nagrodzony, drugi, być może ukarany. Czarnek będzie wzorcem postawy profesora katolickiej uczelni, Wierzbicki stanie pod pręgierzem.

Nie będę się odnosił do powierzenia Przemysławowi Czarnkowi stanowiska ministra edukacji i nauki, to ewidentna prowokacja i sygnał do eskalacji wojny kulturowej. Zajmuje mnie bardziej akademicka przestrzeń całej sprawy, ta wielce wymowna koincydencja, gdy katolicka uczelnia staje przed wyzwaniem określenia swej tożsamości. Wierzbicki i Czarnek, to kto z nich zostanie wyróżniony, a kto napiętnowany, powie nam wiele, nie tylko o KUL, ale o intelektualnym i moralnym statusie polskiego katolicyzmu.

Cóż zarzuca się ks. prof. Wierzbickiemu? Oficjalne stanowisko władz uczelni mówi: „Kolegium rektorskie zaznaczyło, że wypowiedzi ks. Wierzbickiego są traktowane przez władze uczelni jako działania szkodzące misji KUL. Kolegium rektorskie odcina się od tych słów i apeluje, aby nie traktować ich jako stanowiska uniwersytetu”. Władze uniwersytetu powołały się przy tym na statut uczelni, który głosi: „na wydziałach kościelnych Uniwersytetu mogą być zatrudnione jako nauczyciele akademiccy te osoby, które należą do Kościoła katolickiego i odznaczają się nieskazitelnością życia, czystością doktryny i pilnością w pełnieniu obowiązków. Nauczyciele akademiccy, którzy nauczają spraw dotyczących wiary lub moralności, zobowiązani są do wykonywania swoich zadań w pełnej wspólnocie z Nauczycielskim Urzędem Kościoła”. Domniemywać należy, że postawa i poglądy ks. Wierzbickiego, zdaniem władz KUL, stoją w sprzeczności ze statutem, a to co głosi Przemysław Czarnek pozostaje zgodne z misją uczelni.

Ks. prof. Wierzbicki udzielił poręczenia Margot, co zapewne przelało czarę goryczy tych, którzy już od dawna stawiali go pod pręgierzem jako „lewaka”. Nie dostrzegli, a może dostrzec nie chcieli, że poręczenie nie oznacza aprobaty słów i gestów osoby, za którą poręczamy, jest tylko wyrazem ludzkiej i chrześcijańskiej solidarności z człowiekiem prześladowanym za swoje, choćby niesłuszne, poglądy. „Nie zgadzam się z Twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił Twego prawa do ich głoszenia”, to słowa Woltera, niezbyt kochanego przez katolików, ale przecież jakże zgodne z ideą chrześcijańskiej wolności. W tym duchu ks. Wierzbicki, ks. Boniecki, rabin Schudrich i wielu innych ludzi mądrych, roztropnych i wrażliwych, poręczyło za Margot. Ich świadectwo przywołuje pamięć słynnych słów Martina Niemoellera, niemieckiego pastora luterańskiego, napisanych w Dachau, w 1942 r.:

Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem. Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.

Teraz za ten szlachetny odruch obrony człowieka ma prof. Wierzbickiego spotkać dyscyplinarka na katolickim uniwersytecie imienia, o zgrozo, Jana Pawła II. Jednocześnie ta sama uczelnie honoruje swoją profesurą osobę, która wypowiedziała sąd następujący: „Brońmy rodziny przed tego rodzaju zepsuciem, deprawacją, absolutnie niemoralnym postępowaniem. Brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy z tą dyskusją.”

Nie ma znaczenia kontekst tej wypowiedzi, jej wymowa jest jednoznaczna. Stoją naprzeciw siebie dwie postawy: obrona godności człowieka, którego poglądy są nam obce, a gesty niekiedy odpychające i sugerowanie, że ci inni „nie są równi ludziom normalnym”. Jedna postawa zakłada, iż godność osoby ludzkiej czyni nas zawsze równymi w oczach Boga, druga, dzieli nas na normalnych i nienormalnych, a zatem zróżnicowanych w zakresie swej godności. Każdy, kto rozumie podstawowe przesłanie Ewangelii oraz oparte na nim personalistyczne nauczanie Jana Pawła II, którego imię nosi przecież KUL, rozumie jak bardzo destrukcyjne dla podstawowej idei Chrześcijaństwa są wypowiedzi Przemysława Czarnka. Przypomnijmy, bo już nie wszyscy, nawet na papieskim uniwersytecie, zdają się pamiętać słowa Jana Pawła II z deklaracji Christifideles Laici: „Osobista godność stanowi podstawę równości wszystkich ludzi. Wynika stąd absolutna niedopuszczalność jakiejkolwiek dyskryminacji, która niestety nie przestaje dzielić i poniżać rodziny ludzkiej: tak dyskryminacji rasowej i ekonomicznej, jak społecznej i kulturowej, politycznej jak i gospodarczej itd. Każda dyskryminacja jest niedopuszczalną niesprawiedliwością nie tyle ze względu na napięcia i konflikty, do których może prowadzić w społeczeństwie, co na hańbę, którą przynosi godności osoby ludzkiej: nie tylko godności tego, kto pada ofiarą niesprawiedliwości, ale znacznie bardziej godności tego, kto niesprawiedliwości się dopuszcza.”

Tak, co prawda władze KUL wdrożyły również procedurę dyscyplinarną wobec dr. hab. Przemysława Czarnka i oświadczyły, że: „nie podzielają powyższego stanowiska i nie utożsamiają się z nim”. Nie pierwszy raz lubelska uczelnia wzywana była do przeprowadzenia krytycznej oceny wypowiedzi swojego pracownika. Dwa lata temu P.Czarnek pogardliwie odniósł się do społeczności LGBT, na swoim kanale na YouTubie nazwał Marsz Równości „promocją zboczeń, dewiacji i wynaturzeń”. Jego ukarania domagało się m.in. wielu polskich naukowców. Skierowali do rektora KUL wspólny list, apelując, by uczelniany rzecznik dyscyplinarny wszczął postępowanie. Po kilku miesiącach sprawę umorzono. Sam zainteresowany odniósł się do tych działań w sposób następujący: „Mam nadzieję, księże rektorze, że to postępowanie było jedyne, bo ja zawsze będę przeciwnikiem promocji dewiacji i wynaturzeń. Dokładnie tak jak mi nakazuje Katechizm Kościoła katolickiego”. Symetria w postępowaniu wobec ks. A.Wierzbickiego i P.Czarnka jest jednak myląca. Pierwszy jest potępiany za czyny i słowa, które bronią się w perspektywie chrześcijańskiej idei praw osoby ludzkiej, drugi staje przed komisją dyscyplinarną ze względu na słowa obce całej personalistycznej tradycji Chrześcijaństwa. Tu nie ma żadnej symetrii! Wierzbicki pozostaje w centrum chrześcijańskiego orędzia wolności, Czarnek jawnie to orędzie kontestuje.

Ja tego pojąć nie mogę, choć pewnie nic już mnie zaskakiwać nie powinno, że nazywająca się katolicką uczelnia, podpierająca się autorytetem Jana Pawła II, stawia pod pręgierzem następcę Karola Wojtyły na katedrze etyki i kontynuatora jego personalistycznej myśli, jednocześnie honorując człowieka wyrażającego poglądy rodem z kodeksu Hammurabiego? Co się stało z naszym katolicyzmem, z naszym „sensus Ecclesiae”, z naszym poczuciem niezbywalnej godności człowieka? Dlaczego KUL zaprzecza tradycji swego Patrona? Wyobraźmy sobie nowego profesora KUL stojącego przed obliczem Karola Wojtyły i mówiącego o prawach człowieka jako „idiotyzmach” i o najbardziej nawet gorszących nas członkach wspólnoty LGBT, jako o „ludziach, którzy nie są równi ludziom normalnym”. Wyobraźmy sobie tamtego profesora KUL, który później został następcą św. Piotra, gdy dostrzega, że Jego kolegą zostaje osoba o poglądach tak jawnie obcych wizji świata i człowieka, którą głosił przez całe życie. Czy chciałby firmować swym imieniem i autorytetem instytucję, która karze podążających za Jego nauczaniem, a wyróżnia jawnie mu zaprzeczających?

Jeśli władze KUL im. św. Jana Pawła II napiętnują ks. Alfreda Wierzbickiego, jednocześnie honorując Przemysława Czarnka, będzie to symbol nie tylko moralnej degrengolady tej uczelni, ale również kolejny symptom głębokiego kryzysu autentyczności wiary, trawiącego Kościół w Polsce.

comments

1 people reacted on this

Leave a Comment