Posted on: 27 października 2014 Posted by: Józefa Hennelowa Comments: 0

tu-i-teraz600

Kiedy w sobotę, 25 października, usłyszałam nazwiska poetów nominowanych do Nagrody im. Wisławy Szymborskiej, ucieszyłam się, bo znalazłam wśród nich swojego faworyta, którego wiersze, drukowane także na łamach „Tygodnika Powszechnego”, wydają mi się wyjątkowo bliskie. Wyczytanie listy nominowanych zakończyło się jednak podaniem nazwiska, po którym wiedziałam, że wszyscy pozostali nie mają szans. I, faktycznie, ono zwyciężyło: po pierwsze, kobieta, po drugie – Julia Hartwig.Ten właśnie fakt ośmiela mnie do wyrażenia prośby pod adresem autorów ramówki Programu II Polskiego Radia. Od dawna już jestem zaskakiwana treścią mojego ulubionego programu, dla którego specjalnie budzę się o szóstej z minutami. To pięciominutowe „Słowo na dzień”. Niestety, od wielu tygodni nie dostaję prawdziwego słowa na dzień, czyli czyjejś, bardzo własnej myśli o życiu, które się właśnie otwiera przed każdym z nas, co rano. Dostaję pięć minut kazania-referatu albo wykładu uniwersyteckiego bądź wspomnienia, które by pasowało do audycji „Zapiski ze współczesności”, nadawanej parę godzin później, lub innego programu wspomnieniowego.

Słuchając strof Julii Hartwig, pomyślałam z zazdrością i żalem, dlaczego Dwójka nie czyta nam co rano po prostu wierszy? Z jakiejkolwiek epoki, niekoniecznie zawsze współczesnych. Poezja to przecież jedna z tych dwu rzeczy, jak pisze Norwid, które zostaną nam z tego świata. Mogę pomarzyć – chciałabym rano usłyszeć czyjąś myśl o życiu: własną, jedyną, ani nie moralizującą, ani nie przemądrzałą, ani nie bijącą mnie po głowie erudycją czy słusznością. To wcale nie jest sprawa dla wyjątków.

comments

Leave a Comment