tu-i-teraz600

Wspólnota – to słowo najbardziej poruszało i dawało nadzieję podczas kampanii prezydenckiej. Padała deklaracja, że oznacza ono otwarcie na inne stanowiska i odmienne przekonania, nie tylko na różnicę zdań, ale nawet na diametralne różnice stanowisk. Tymczasem niespełna tydzień po zaprzysiężeniu nowego prezydenta, znaleźliśmy się w ogniu kampanii przed wyborami parlamentarnymi i od pierwszego dnia widać, pod jakim znakiem zapytania staje pojęcie wspólnoty. Potrzeba zwycięstwa, czyli absolutnego zatryumfowania nad przeciwnikiem, będzie przecież, to już widać, istotą sukcesu. Okrzyk: zwyciężymy! – słychać nie tylko w ogniu walki przedwyborczej, ale także wtedy, gdy przed Pałacem Prezydenckim staje nowo wybrana głowa państwa. Zaś metodą walki jest nie tylko dominacja racji, ale odmawianie przeciwnikowi posiadania jakiejkolwiek wartości. Tak więc ze wspólnoty, w rezultacie zwycięstwa, na pewno będzie wykluczona partyjna przestrzeń pokonanego.

Tym potrzebniejsze jest przypomnienie, że prawdziwe zwycięstwo w wyborach prezydenckich odniósł kandydat, za którym opowiedział się polski Kościół w tych swoich przedstawicielach, którzy widzieli w nim gwaranta umocnienia siły wiary i Kościoła przez wprowadzenie bezpiecznego systemu ustawowego i konstytucyjnego. To jednak nie jest temat na krótki komentarz. W tej chwili, w Polsce udręczonej upałem, który sprzyja pożarom lasów oraz wysychaniu studni i strumyków, chciałoby się tylko usłyszeć nie jazgot inwektyw, lecz błagalną i śpiewaną na wsi od bardzo dawna pieśń: „Królu, Boże Abrahama,/ W Tobie moc i dobroć sama…”, pokornie wołającą o znak pomocy niebieskiej.

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.