Posted on: 26 marca 2016 Posted by: Aleksandra Francuz Comments: 0

wielka_ciszaW tym okresie przeżywania liturgii łatwiej uwierzyć, że „Na początku była cisza”, to z niej bowiem wyłoniły się wszystkie sensy, najsubtelniejsze tony i półtony, wielobarwna tkanina życia. Tak się jawi biblijny prapoczątek, ten czas (lepiej powiedzieć bezczas), w którym Bóg, zanim stanie się najdoskonalszym poetą, filologiem rozsmakowanym w odcieniach Słowa, przygląda się jedynie i nie ocenia, to z tego tworzywa wznosi fundament mowy. Mowa Boga wyrasta z kontemplacji  – ożywiającej i ocalającej – chcemy wierzyć, że to w Niej odbija się najmniejsze źdźbło, każda najwątlejsza myśl.

Na tym przedstawieniu Boga, który jest synonimem ciszy, Philip Gröning oparł dokument opowiadający o żywocie dzisiejszych anachoretów z La Grande Chartreuse, którzy, gdy się im przyjrzeć, wypełniają literę prawa zakonu, przestrzegają reguł ustanowionych przez patrona i budowniczego zakonu kartuzów, Brunona. Tak jak średniowieczny święty odcięci od świata, oddają pokłon Panu, modlą się i sławią Jego imię, wyrzekają się dóbr doczesnych, za jedyną pociechę mając lekturę Pisma, wciąż na nowo odnawiany kontakt ze Słowem przeżywanym nie tyle w ciszy (bo byłby to tylko rytuał, zewnętrzny przejaw wiary), co w podejmowanej próbie znalezienia wspólnego języka, by tak rzec, duchowej spójni z Wielką Ciszą:

„A oto Pan przechodził,

Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały

Szła przed Panem; ale Pan nie był w wichurze.

A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi.

Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu.

A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu.”

1 Krl 19, 11-13

comments

Leave a Comment