Posted on: 27 czerwca 2017 Posted by: Paweł Stachowiak Comments: 0

Właśnie mija kolejna rocznica poznańskiego Czerwca 1956. Pośród wspomnień o krwi, ranach i śmierci ofiar tamtych dni, ofiar w intencji których wypowiadamy słowa modlitwy „wieczny odpoczynek”, nie daje mi spokoju sprawa jednego człowieka. Nazywał się Zygmunt Izdebny i był funkcjonariuszem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, mundurowej formacji podporządkowanej Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego zajmującej się m.in. ochroną gmachów państwowych.

Miał 25 lat i mieszkał w niewielkiej wiosce Marlewo opodal Wągrowca. 28 czerwca 1956 r. przyjechał w mundurze na służbę wartowniczą do Poznania.  Gdy wysiadł z pociągu ktoś rzucił hasło: „to ubowiec, zabił kobietę i dziecko”. W atmosferze tamtego dnia, pełnej chaosu, lęku, ale również chęci zemsty i odwetu, nikt nie próbował nawet weryfikować prawdziwości takich haseł. Tłum zatłukł Izdebnego na 4 peronie dworca PKP, wcześniej kilkakrotnie nie dopuszczając do niego karetki pogotowia.

Wielu Czytelników zapyta zapewne, w imię czego przypominać tę historię właśnie dziś, gdy czcić powinniśmy niewinne ofiary komunistycznej przemocy i bohaterskich powstańców Czerwca? Sądzę, że należy to uczynić dla pełniejszego obrazu tamtych wydarzeń, ale nade wszystko dla pogłębionej ich oceny. Nie jest moim zamiarem jakakolwiek relatywizacja podziału na sprawców i ofiary. Rozróżnienie to nie jest jednak całkiem proste! To złowrogie systemy nazistowskiego i komunistycznego totalizmu niszczyły w człowieku moralne poczucie dobra i zła, to one budowały „kulturę nienawiści”. Wyrastali w niej także i ci, którzy na ulicach Poznania domagali się „wolności i chleba”. Czy to jednak uprawnia nas abyśmy wyjęli ich czyny ze sfery moralnej oceny, której bez wątpliwości poddajemy zbrodnie funkcjonariuszy reżimu?  Kapral Izdebny nie był zbrodniarzem, był młodym chłopakiem z głębokiej prowincji, dla którego służba w KBW była zapewne społecznym awansem. Jakże wielu młodych ludzi wkładających wówczas mundur wojskowy, czy milicyjny tak postrzegało swoje zaangażowanie po stronie systemu. Rzeczywistość tamtej Polski nie poddaje się schematycznym ocenom. Na ulicach Poznania zdarzyło się, iż dwu rodzonych braci walczyło w szeregach powstańców a trzeci strzelał do nich z czołgu. Myślę, że powinniśmy pamiętać o Zygmuncie Izdebnym w imię prawdy historycznej, ale nade wszystko w chrześcijańskim duchu przykazania „nie będziesz zabijał”.

 

comments

Leave a Comment