Wiązanie nadziei w czas Adwentu

Zbliża się Boże Narodzenie. Będzie inne niż każde dotąd. Wszyscy jesteśmy inni niż byliśmy. Niektórzy bardzo ostatnim czasem doświadczeni, inni zatrwożeni przyszłością, inni gniewni.

Na tego rodzaju stany ksiądz Józef Tischner proponuje nadzieję. Nie bezrefleksyjny optymizm, nie nadzieję indywidualną, wsobną, nawet nie nadzieję grupową na moje i „moich” lepsze jutro. Proponuje czynność wiązania nadziei. Mojej z twoją, naszej z waszą, naszej obecnej z nadzieją naszych przodków, naszej teraz z nadzieją przyszłych pokoleń.

Zboczę na tereny oddane mojej trosce. Tak bym chciała, abyśmy, oprócz wiązania naszych marzeń z marzeniami naszych najbliższych, potrafili w tym czasie powiązać je z nadzieją rdzennych plemion Amazonii, z nadzieją ludzi w slumsach Południowej Ameryki, z nadzieją ludzi, których biedny dobytek porywają powodzie i huragany, z nadzieją rodzin w obozach uchodźców, z nadzieją ludzi na wysypiskach śmieci… naszej cywilizacji. Niech te nadzieje nie będą oddzielne. Ekologia to nie ideologia, pisze papież Franciszek, ekologia to świadomość. Uwolnijmy wyobraźnię, usłyszmy nawoływanie i odpowiedzmy. Niech nadzieje jedne drugim niosą dobrą odpowiedź. „Człowiek, który ma nadzieję, widzi przed sobą drogę, pokonuje przeszkody” – pisze Tischner.

I jeszcze dalej, śmielej. Tak bardzo bym chciała, abyśmy dostrzegli i odpowiedzieli na nadzieję zwierząt. Tych, które czekają na swoją kolej w rzeźni, karpi w stawach, zanim zabraknie im powietrza w kadziach i plastikowych torbach, na nadzieję dzikich zwierząt, że nie zabierzemy im domu? Nadzieję rysi i wielorybów. Tych dzikich zwierząt nie ma już wiele na Ziemi. To tylko 3% masy wszystkich kręgowców lądowych na Ziemi.  67% to zwierzęta hodowlane. Reszta – my.

Powiecie: ludzie OK. Zastanowimy się, damy pieniądze, może skrócimy o kilka minut prysznic, żeby ktoś miał gdzieś wodę, albo kupimy mniej niepotrzebnych prezentów. Dobrze!, opakujemy je w biodegradowalny papier. Komuś, gdzieś dzięki temu będzie się żyło lepiej. Ale zwierzęta? Jak tu się wiązać? Zwierzęta nie żywią nadziei!

Skąd wiecie? Skąd wiecie, co wiedzą, co żywią zwierzęta? Nikt tego nie wie. Tylko Bóg. Pismo św. mówi, że one także czekają zbawienia, a przede wszystkim objawienia się nas, jako synów Bożych (Rz: 19-23). Skoro czekają, to muszą żywić nadzieję.

Nie mogę nawiązać relacji z każdym karpiem łapiącym oddech w kadzi, z każdym prosiakiem w betonowym kojcu czekającym na swoją kolej, z pozbawianymi miejsca do życia orangutanami czy wróblami. Ale  przeczuwam, że one też mają nadzieję. Dlaczego tak myślę?

Stworzenie na zdjęciu, które załączam do tego tekstu, to mój kot Kacper. Czasem idzie ze mną na spacer po polach. To nie jest typowe dla półdzikiego kota. Trochę się boi, gdyż zwykle nie opuszcza bliskich okolic domu. Ale na moje wołanie idzie. Trzyma się blisko, bardzo często spogląda na mnie, miauczy, trochę asekurancko stara się iść blisko krzaków. Ale idzie. Czasem idziemy daleko. Wtedy czuję wyraźniej niż zwykle, że próbuje mi zaufać, chciałabym powiedzieć, że „powierza mi swoją nadzieję”. Wiem, bo z nim nawiązałam relację, bo go słucham, staram się zrozumieć. Tamte nieznane zwierzęta, ukryte, traktowane jak przedmioty, są bardzo podobne do moich psów i kotów. Czują, myślą, cierpią. Muszę więc w ich wszystkich imieniu prosić o współ czucie i szacunek dla nich. Święta są szczególnie dobrą okazją, aby o to prosić.

W jaki sposób możemy powiązać naszą nadzieję z nadzieją innych Bożych stworzeń na Ziemi, i ludzi i zwierząt? Odpowiedzmy sobie sami. Będziemy to wiedzieć, gdy poświęcimy tej sprawie więcej uważności, jeżeli krytycznie spojrzymy na krępujące nas stereotypy, niepotrzebne nawyki. Trwa Adwent. Prawdopodobnie przełomowy w naszym życiu. Czas refleksji. Czas solidarności?

 

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

Dodaj komentarz