Wiara, nauka, etyka

Historia relacji i wzajemnego oddziaływania nauki i wiary oraz konsekwencji płynących z tego faktu dla cywilizacji jest niezwykle burzliwa i bogata. Chciałbym podjąć się refleksji nad małym wycinkiem tematyki jaką generuje zestawienie tytułowych haseł. Czy poza religią i transcendencją istnieje możliwość uzasadnienia podstawowych wartości ludzkich, czyli zbudowania obiektywnej etyki powszechnie obowiązującej. Każda etyka domaga się fundamentu. Gdzie go szukać? W Bogu czy poza religią np. w nauce?

Nauka czy wiara?

 

Krytycy religii mogą zarzucić religii, że jej twierdzenia są subiektywne, nie możliwe do udowodnienia, a zatem religia nie może rościć sobie pretensji, aby normy z niej wyprowadzone mogły stanowić powszechnie obowiązujące prawo.

 

Wydaje się, że taką rolę może spełniać nauka, jako dyscyplina oparta na rozumie, obiektywizmie i intersubiektywnych dowodach. Tej iluzji ulegała cywilizacja europejska w okresie modernizmu. Wydawało się wówczas, że niebawem nauka odkryje wszystkie tajemnice świata.

 

Jeżeli przez chwilę potraktujemy ten postulat poważnie, to należałoby zapytać: W oparciu np. o jaką fizykę miałoby być konstruowane prawo moralne: w oparciu o fizykę Newtonowską czy Kwantową; i w oparciu o jakie prawa: prawo powszechnego ciążenia, zasadę dynamiki czy teorię względności. Wydaje się, że teoria względności przypadła kulturze postmodenistycznej najbardziej do gustu, gdy ta głosi, nomem omen, że wszystko jest względne. Zbieżność nazwy jest oczywiście przypadkowa, natomiast szkody spowodowane relatywizmem moralnym są nie do oszacowania. Co ze stałością prawa moralnego wyprowadzonego z nauki wobec faktu, że ta ciągle się rozwija, koryguje wcześniejsze ustalenia, w dużej mierze opiera się na hipotezach i teoriach? Miał rację Leszek Kołakowski gdy pisał, że z punktu widzenia nauki, a więc „z empirycznego punktu widzenia pytanie o prawomocność ocen, oraz kryteriów dobra i zła jest bez sensu” (L. Kołakowski, „Cywilizacja na ławie oskarżonych”, s. 74) i gdy wskazywał, że na drodze nauk empirycznych nie da się udowodnić, że człowieka należy raczej ocalić niż zabić.

 

Skąd czerpać fundament dla etyki? Na ten temat ten, w w połowie lat 90-tych kard. Carlo Maria Martini prowadził dialog epistolarny z Umberto Eco, etatowym ateistą Włoch. Jeden z listów Caralo Martni zatytułował: „Gdzie laik znajduje światło dobra?” Martini postawił w nim pytanie: „na czym pewność i imperatywność swojego działania moralnego opiera ktoś, kto (…) nie zamierza odwoływać się do zasad metafizycznych, bądź jakichkolwiek wartości transcendentnych?” (W co wierzy ten, kto nie wierzy?, s. 55). Wskazywał, że aby „podstawa tych wartości (…) nabrała charakteru rzeczywistego i prawdziwego absolutu moralnego – potrzebny jest fundament nie związany z żadną zasadą podlegającą zmianie czy negocjacji” (s. 56). We wszystkich religiach takim fundamentem jest Bóg jest nią transcendencja.

 

Tę myśl podjął Hans Küng w swoim dziele dedykowanym etyce światowej, twierdził, że „religia może stanowić jednoznaczny fundament, ponieważ moralność, normy i wartości etyczne muszą wiązać bezwarunkowo (a nie tylko wtedy, gdy jest to wygodne), a więc powszechnie (wszystkie warstwy społeczne, klasy i rasy). Człowieczeństwo da się utrzymać właśnie o tyle, o ile uważa się je za ufundowane na boskości. Obecnie jest już jasne, że tylko to, co nieuwarunkowane, może obowiązywać w sposób absolutny, że tylko Absolut może wiązać w sposób absolutny”(Progetto per un’etica mondiale, s. 116).

 

Hans Küng pisał to dzieło po doświadczeniach wojny, gdy porządek oparty na oświeceniowym optymizmie i wierze w postęp, porządek pozbawiony metafizycznych podstaw, okazał się kolosem na glinianych nogach, na którym nie można budować trwałej i bezpiecznej przyszłości.

Krótka retrospekcja problemu

 

W cywilizacji chrześcijańskiej w ramach civitas christiana, źródłem dobra i zła, i ostatecznym kryterium oceny czynów ludzkich był Bóg. Dostęp do Objawienia do odwiecznych wyroków Bożych dokonywał się albo wprost przez wiarę, albo z pomocą teologii naturalnej, której zadaniem było dostarczenie w oparciu o metafizykę racjonalnych argumentów za istnieniem Boga i Jego praw. W ten sposób wykształtowała się nowożytna koncepcja prawa naturalnego, obowiązującego wszystkich ludzi.

 

Wojna 30-letnia – przywołuję ją jako wydarzenie symboliczne i demarkacyjne – pozbawiła zaufania do religii chrześcijańskiej jako systemu integrującego społeczeństwo. De facto chrześcijaństwo podzielone, zwaśnione, w stanie wojny takiej funkcji pełnić nie mogło. Europa weszła w erę modernizmu.

 

W oświeceniu Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, Bóg religii został zredukowany do postulatu rozumu praktycznego. Wartości domagające się uzasadnienia, miały nadal swój fundament w idei Boga, Boga deistów, który stworzył świat i zaprogramował go wyposażając w prawo naturalne. Bóg jako postulat rozumu praktycznego i pojęcie człowieczeństwa stanowiły filary etyki oświeceniowej.

 

Wraz z rozwojem nauk empirycznych Bóg zaczął jawić się, zgodnie ze stwierdzeniem znanego fizyka i kosmologa markiza Pierre Simon de Laplace’a jako „zbędna hipoteza”. Nauki empiryczne, w tym kosmologia, nie potrzebowały już Boga, aby wyjaśnić „jak idzie świat”, aby posłużyć się określeniem ukutym przez św. Augustyna, a więc aby stwierdzić jak funkcjonuje i jakimi prawami się rządzi. Co za tym idzie, kwestią czasu było pojawienie się pytania, czy człowiek potrzebuje Boga, gdy pyta o to, jak ma postępować, co jest dobre a co jest złe czyli: „jak się idzie się do nieba”. Innymi słowy, skoro człowiek sam bez odwołania się do Boga poznaje tajemnice świata, to również może sam decydować o tym, co dobre i złe i o swoim ostatecznym przeznaczeniu.

 

Upadek metafizyki doprowadził do zachwiania pojęć ogólnych takich jak ludzkość, człowieczeństwo, natura ludzka, prawo naturalne. Tym samym pojedynczy człowiek utracił wszelkie oparcie swoich praw. Faktycznie z punktu widzenia czystej empirii nie ma czegoś takiego jak człowieczeństwo, jest określona suma ludzi, ale nie człowieczeństwo. Odrzucając to, co ogólnoludzkie odrzucono tym samem samą i już ostatnią podstawę praw człowieka i ładu etycznego (por. „Cywilizacja na ławie oskarżonych”, s. 79).

 

Pustkę w której znalazł się człowiek świetnie zrozumiał Fryderyk Nietzsche ogłaszając  „śmierć Boga”. Można się spierać na ile jego filozofia była prorocka, a na ile sprawcza, faktem jest, że po „śmierci Boga” śmierć człowieka stała się kwestią czasu. Bynajmniej hasło „śmierć Boga” nie było manifestem ateizmu, ale konstatacją pustki aksjologicznej, śmierci metafizyki i niemożności odwołania się do transcendencji.

 

Nastał wiek XX. Człowiek został zredukowany do trybiku w wielkiej machinie totalitaryzmów. Stało się oczywiste, że gdy nie ma Boga, nie ma dobra i zła, człowiek jest niczym nieograniczony – to jednak nie było zwycięstwo humanizmu – lecz jego katastrofa objawiona w zbrodniach totalitaryzmów i II wojny światowej.

 

Wracając do dialogu Martini – Eco. Umberto Eco swojej odpowiedzi na list kard. Martiniego nadał tytuł: „Gdy na scenę wkracza ten inny, rodzi się etyka”. Wyraził w swoim liście przekonanie, że „ktoś, kto nigdy nie miał doświadczenia transcendencji, bądź też ją utracił, może nadać sens własnemu życiu i własnej śmierci, może czerpać pociechę wyłącznie z miłości do innych” („W co wierzy ten, kto nie wierzy?”, s. 65) oraz z absolutnego sensu i poczucia obowiązku.

 

Gdy wypowiada to człowiek tego formatu co Umberto Eco, słowa te nie wywołują we mnie zasadniczego sprzeciwu, tym bardziej, że są one wyrazem pewnych doświadczeń z którymi trudno polemizować. Pytanie fundamentalne brzmi: czy to wystarczy? Czy doświadczenie odpowiedzialności i postulat miłości może stanowić fundament dla etyki powszechnie obowiązującej. Eco nie definiuje czym jest miłość i jakimi treściami ma być wypełnione poczucie obowiązku. Obawa o subiektywność norm etycznych jest zasadniczym źródłem krytyki dla wszelkich prób budowania jej podstaw poza metafizyką i transcendencją. Powtórzę słowa H. Künga: „tylko Absolut może wiązać w sposób absolutny”.

 

Dialog z niewierzącymi, podstawowe zaufanie dla ich intencji – nie mniejszej troski o dobro człowieka – nie zamyka w sposób absolutny możliwości budowania etyki poza transcendencją. Fakt, że my wierzący znajdują, wydaje się proste, uzasadnienie dla swoich postaw,  jest nim dla nas Bóg, zdaje się zwalniać z wysiłku i woli zrozumienia osób niewierzących, poszukujących, tych wszystkich, którzy poza Bogiem usiłują znaleźć oparcie dla swoich postaw, nie rezygnując aby te miały równie uniwersalne znaczenie. Stąd potrzeba dialogu, chęci wzajemnego zrozumienia jest wciąż niezwykle ważna.

 

Co oferuje nam chrześcijaństwo i dlaczego zasady, które głosi mogą stanowić fundament budowania przyszłości. Siłą chrześcijaństwa jest: po pierwsze, że posiada obiektywne, wypisane na kamiennych tablicach, niezależne od woli człowieka kryterium dobra i zła. Jak pokazuje historia chrześcijaństwo jest wystarczająco odporne na próby manipulacji wartościami. Co nie znaczy, że nie ulegało w przeszłości presji ideologicznych manipulacji. Po drugie walkę ze złem, w odróżnieniu od totalitaryzmów chrześcijaństwo zaczyna od mea culpa – od siebie. Po trzecie, ulepszanie świata nie uzależnia od doszczętnego wyniszczenia zła (figura szatana, pełni tu nieocenioną rolę). Po czwarte w oparciu o prawdę Wcielenia, chrześcijaństwo widzi Boga w każdym człowieku i miłość Boga realizuje poprzez miłość bliźniego. Tym samym miłość nabiera określonych treści i nie może być przedmiotem dowolnych interpretacji. Po piąte, chrześcijaństwo potrafi krytycznie ocenić swoją przeszłość (Milenijne mea culpa Jana Pawła II), co dobrze rokuje na przyszłość. I wreszcie drogą Kościoła jest człowiek, co należy odczytywać, że Chrystus ze swoim Kościołem koncentruje się na dobru człowieka. Na tych filarach opiera się etyka chrześcijańska wciąż aktualna propozycja  fundamentu ładu społecznego zachodniej cywilizacji.

 

I na koniec prorocze słowa L. Kołakowskiego: „Cywilizacja nasza byłaby zagrożona rozkładem, gdybyśmy się dali przekonać, że kryterium dobra i zła nie dają się w ogóle ustalić” („Cywilizacja na ławie oskarżonych”, s. 74). To ostrzeżenie dla epoki postmodernizmu, post-prawdy, post-dobra i post-zła staje się niezwykle aktualne. Ale i tu jest miejsce na spotkanie, dialog wzajemne zrozumienie, nawet jeżeli protokół rozbieżności miałby być obszerny.

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.