Kościoła nauczanie omylne?

Papież Franciszek wprowadził zmianę w treści Katechizmu Kościoła Katolickiego w sprawie kary śmierci. Na prawicy zawrzało, choć ostrze krytyki rzadko celowało w sedno problemu. Przez wieki, Kościół dopuszczał stosowanie kary śmierci, nierzadko korzystał ze zbrojnego ramienia władzy świeckiej, choć nie można powiedzieć, że nie dostrzegał problemu w jej stosowaniu, ale to temat na osobne opracowanie. Dziś Kościół ustami papieża mówi stanowcze nie wobec kary śmierci. Decyzja papieża wskazuje, że zmiana w nauczaniu, nawet w tak istotnej sprawie jest możliwa. Czy mamy do czynienia z rozwojem doktryny, precedensem, czy też „papież oszalał”, jak opisuje to Tomasz Rowiński?

Tomasz Terlikowski uważa, że nowa treść punktu 2267 KKK jest, z punktu widzenia nienaruszalności doktryny, niebezpieczna. Jego zdaniem problemem nie jest merytoryczna zmiana, którą wprowadził papież, ale sam fakt zmiany to, że narusza się wielowiekowe nauczanie. „Trudno uznać przejście od tezy A do nie-A za rozwój doktryny”.

Należy sprawiedliwie oddać, że zasadnicza zmiana w podejściu do kary śmierci dokonała się już w nauczaniu Jana Pawła II, to on w Evangelium vitae dokonał „wyłomu”,oraz dostarczył argumentacji doktrynalnej i biblijnej (7-10. 56), pod obecną zmianę. Franciszek odważnie doprowadził myśl swojego poprzednika do końca.

Czy rzeczywiście Kościół ma możliwość korygowania swojego nauczania, i czy takie przypadki miały już miejsce?

 

Czy zmiana jest możliwa?

Pierwsze badania nad historią dogmatu (Joseph Tixeront, autor pierwszego opracowania historii dogmatów, t. 1-3, 1905 – 1911) dokonywały się w niesprzyjającej atmosferze kryzysu antymodernistycznego. Wiek temu magisterium Kościoła (encyklika Pascendi dominici gregis z 1907 r.) odrzucało myśl o rozwoju dogmatu uważając ją za heretycką. W przysiędze antymodernistycznej z 1910 r. czytamy, że „’teorię ewolucji dogmatów’ polegającą na tym, że treść dogmatu z jednego znaczenia przechodziłyby w drugie, różne od tego, jakiego Kościół trzymał się poprzednio należy uznać za herezję”.Dziś przeciwnie „Historia dogmatu” jest jedną z ważnych dyscyplin katolickiej teologii akademickiej, a papież powołuje się na rozwój doktryny jako uzasadnienie wprowadzanych zmian.

Jak doszło do korekty w tej kluczowej sprawie, co sprawiło, że na pytanie o możliwość rozwoju a więc i zmiany doktryny Kościół przyjął zgoła odmienne stanowisko? Moje pytanie nie dotyczy meritum zmiany ale zmiany jako takiej. Teologia scholastyczna zakładała, że wszystkie formy i instytucje Kościoła sięgają samych początków chrześcijaństwa, są dane z góry i jako takie są niepodatne na zmiany. Rozwój badań historycznych nad dogmatem wykazał, jako bezsprzeczny fakt, że rozwój, a wręcz „ewolucja” jest wpisana w dogmat. Mówiąc o „ewolucji” nie mamy ma myśli, że wiara stopniowo przyjmowała nowe treści, które na początku były jej obce, chodzi raczej o rozwój w głębszym rozumieniu treści wiary, jej racjonalizację, wynikającą z faktu, że na każdym etapie historii wiara musi odpowiadać na nowe pytania i wyzwania czasu. Zmiana w podejściu Kościoła w tej kluczowej kwestii nastąpiła ostatecznie wraz z Soborem Watykańskim II.

 

Przykłady zmian

Czy decyzja Franciszka jest precedensem, czy też podobne sytuacje miały już miejsce w historii doktryny Kościoła? Powyższy przykład ukazuje, że zmiana doktryny dokonała się w sprawie kluczowej, dającej możliwość dla wielu innych zmian. Faktycznie korekta nauczania w sprawie kary śmierci nie jest odosobnionym przykładem. Sobór Watykański II skorygował kilka „pewników”, w imię których Kościół na przełomie XIX i XX w. wyznaczał linie demarkacyjne pomiędzy wiernymi i heretykami.

W 1849 r. Święte Oficjum umieściło na indeksie prace ks. Antonio Rosminiego, w których przedstawił swój program reform Kościoła. W 1887 r. dekretem Oficjum potępiono 40 tez pochodzących z jego pism. Ale ostatecznie to właśnie wiele z jego sugestii znalazło uznanie w nauczaniu Soboru Watykańskiego II. Jan Paweł II w encyklice Fides et ratio wymieniał Rosminiego wśród największych postaci łączących filozofię z objawieniem (74), a sam Rosimini został rehabilitowany w 2001 r. przez kard. Josepha Ratzingera, prefekta tego samego urzędu, który wcześniej potępił jego tezy, choć już pod nazwą, Kongregacji Nauki Wiary. Tego rodzaju przykłady można mnożyć (Lubac, Congar i inni).

W grudniu 1864 r. została wydana encyklika Quanta cura, której towarzyszyła lista osiemdziesięciu twierdzeń określanych jako niemożliwe do przyjęcia, zatytułowana Syllabus errorum. Dziś wiele z tych tez, wraz z kontekstem, w którym były artykułowane przeszły do lamusa. Pius XI powagą apostolską „potępił, napiętnował i odrzucił” prawo do wolności religijnej, ideę wolności sumienia, demokratyczną formę stanowienia prawa, rozdział państwa od Kościoła, a wolność słowa uznał za „szalony pomysł”.

W wszystkich tych kwestiach Sobór Watykański II przyjął zupełnie nowe, przeciwne do Quanta cura stanowisko. We wszystkich tych kwestiach nastąpiła zmiana od zdania A do nie A.

Podobnie miała się kwestia w sprawie Deklaracji praw człowieka z 1789r. Przez cały XIX w. papieże potępili Deklarację, gdyż postrzegali ją, zresztą nie bez racji, jako drogę do emancypacji społeczeństw spod wpływu Kościoła. Dopiero Jan XXIII, encykliką Pacem in terris (1963 r.) uznał, że prawa człowieka mogą służyć dobru wszystkich ludzi i społeczeństw.

Innym przykładem jest rozwój doktryny Kościoła dotyczącej celów małżeństwa. Papież Pius X w encyklice o małżeństwie chrześcijańskim z 1907 r. Casti connubi wskazał, że pierwszorzędnym celem małżeństwa jest potomstwo, jako drugorzędny cel małżeństwa wskazywał uśmierzanie pożądliwości ciała (sic!). Pod wpływem nauczania ostatniego soboru Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983r. stanowi, że istotnymi celami małżeństwa jest dobro małżonków oraz dobro potomstwa. Istotna zmiana polega na innym pojmowaniu miłości, o ile wcześniej dostrzegano tylko wymiar fizyczny i rozrodczy, o tle współczesne nauczanie akcentuje integralną wizję osoby i miłości. Tym samym miłość stała się celem małżeństwa i jest traktowana na równi z celem prokreacyjnym. Przełom XIX i XX wieku pod tym względem był szczególny, Kościół wyszedł z zamknięcia, zmienił swój stosunek do świata, odnowił studia na Pismem Świętym, zaczął przemawiać ludzkim językiem, zmieniła swoją samoświadomość, już nie postrzegał się jako societas perfetta, ale jako  pielgrzymujący Lud, który wciąż wymaga odnowy.

Jeszcze jeden przykład, niezwykle ważny, choćby dlatego, że w odróżnieniu od  powyżej wymienionych obejmuje niemal całą historię Kościoła a nie tylko jeden z jego etapów, ponadto dotyczy kwestii fundamentalnej – zbawienia człowieka, chodzi o dzieje rozumienia i adaptacji słynnej formuły „Poza Kościołem nie ma zbawienia”. Historii tej formuły sięgającej czasów ojców Kościoła, Bernard Sesboüé poświęcił osobną monografię pod tym właśnie tytułem. W czasach św. Cypriana i Orygenesa, gdy Kościół dotykał problem lapsis, chrześcijan, którzy pod wpływem prześladowań upadali wyrzekając się wiary, formuła ta stanowiła rodzaj przestrogi, i miała stać na straży jedności, w każdym razie w ogóle nie miała na celu orzekać o zbawieniu ludzi będących poza Kościołem. Za Bonifacego VIII, ta sama formuła była postawą, aby autorytatywnie twierdzić, że „posłuszeństwo Biskupowi Rzymskiemu jest konieczne do osiągnięcia zbawienia” (bulla Unam sanctam 1302 r.). Kilka wieków później użyto jej jako oręża wymierzonego przeciwko poganom, heretykom, chrześcijanom innych wyznań, i Żydom. Na Soborze w Florenckim przyjęto bullę Cantate domino, w której, z przerażeniem możemy przeczytać: „[Święty Kościół rzymski] mocno wierzy, wyznaje i głosi, że nikt z tych, którzy są poza Kościołem katolickim, nie tylko poganie, ale i Żydzi, heretycy i schizmatycy, nie mogą stać się uczestnikami życia wiecznego, ale pójdą w ogień wieczny.” Pęd do potępiania nierzymskich katolików nieco osłabł, gdy po wielkich odkryciach geograficznych okazało się, że świat jest trochę większy i na szli zbawienia i niezbawienia są nie tylko, ci którzy znają Kościół, ale jak twierdzono, ze złej woli nie przyjmują jego prawdy, ale również ogromne rzesze, które nie mogą z tego tytułu ponosić żadnej winy. Pius IX w dokumencie Singulari quadam z 1854 r. twierdził nadal, że „jest to prawda wiary, której silnie trzymać się należy, że poza Kościołem apostolskim, rzymskim nikt zbawić się nie może, on bowiem jest jedyną arką zbawienia”. Wiek później, tę „prawdę wiary” Sobór Watykański II przedstawił zgoła inaczej, nie odmawiając zbawienia tym, którzy bez własnej winy w ogóle nie doszli do wyraźnego poznania Boga, a usiłują, nie bez łaski Bożej, wieść uczciwe życie (KK 16), a co dopiero chrześcijanom innych wyznań, Żydom czy muzułmanom, którzy wierzą w Jedynego Boga. Co się zmieniło? Przede wszystkim rozumienie Kościoła. O ile jeszcze w Mistici orporis, encyklice Piusa XII z 1943 r. Kościół chrystusowy utożsamiano z Kościołem katolickim, tak Lumen gentium naucza, że Kościół chrystusowy trwa w Kościele katolickim (8) i w pewnej mierze trwa również w innych Kościołach i wspólnotach chrześcijańskich, do niego przynależą również ci, którzy wierzą w Boga lub tylko szukają prawdy i dobra, stąd nikomu z nich nie można odmówić zbawienia.

 

Kontekst społeczny dogmatu

Stawia się zarzut Franciszkowi, nie tyle o to, że dokonał zmiany, ale, że zmiana została uzasadniona wyłącznie w sposób świecki: zmianą świadomości społecznej, czyli bez odwoływania się do argumentacji biblijnej, do Tradycji i Magisterium. O gruncie biblijnym i doktrynalnym jaki przygotował Jan Paweł II pod zmianę wprowadzoną przez Franciszka już wspomniałem.

Chciałbym raczej zwrócić uwagę na fakt, że każdemu nauczaniu Kościoła towarzyszy pewna świadomość społeczna, która w większym lub mniejszym stopniu oddziałuje na formę i treść uroczystego i zwyczajnego nauczania Kościoła. Nauczanie to nigdy nie rodzi się w próżni społecznej. Kto myśli albo uważa, że formuły dogmatyczne spadają gotowe z nieba, stąd jest pozbawione swojej historii i społecznego kontekstu, trwa w iluzji, lub nie odrobił lekcji z historii dogmatów.

Nie można nie brać pod uwagę np. kryzysu ariańskiego w kształtowaniu się najważniejszych dogmatów chrystologicznych, tak jak nie można pominąć fizyki arystotelesowskiej, gdy mówimy o transsubstancjacji w nauce o eucharystii, lub absolutyzmu XIX w. gdy mówimy o dogmacie o nieomylności papieża, lub odkryć geograficznych, gdy chcemy zrozumieć przyczyny złagodzenia formuły „poza Kościołem nie ma zbawienia”. Wszystkie te przykłady wskazują na pewien kontekst społeczny, w których rodziły się formuły dogmatyczne a tym samym relatywizują ich formę.

Historia dogmatów pokazuje, że tak jak Pismo Święte, tak również dogmaty mają swoją ludzką historię. Jakie znaczenie w kształtowaniu się np. nauczania soborowego miał kontekst historyczny, kultura dialogu, czas zwoływanych soborów, zawierane na nich stronnictwa, poszukiwanie kompromisowych rozwiązań, wpływ na przygotowane do dyskusji schematy, ale i konflikty, rywalizacja, wreszcie ambicje osób, które miały wpływ na ostateczny kształt końcowych dokumentów i nauczania Kościoła, sam Bóg raczy wiedzieć. A jednak w takim właśnie kontekście wykuwały się definicje prawd wiary. Można tą ludzką historią się gorszyć, można udawać, że jej nie było, lub można wierzyć, że Bóg potrafi pisać prosto po zawiłych liniach ludzkiej historii i wykorzystywać nawet ludzkie słabości dla swoich celów. Ci którzy gorszą się dziejami dogmatu zbytnio ulegli deistycznej wizji Boga.

 

Kościół w dialogu ze światem

Nauka o rozwoju doktryny wskazuje, że chrześcijaństwo w swojej istocie nie jest martwym depozytem, doktryną, ale żywą relacją pomiędzy Bogiem i człowiekiem, a wiara, która realizuje się w historii, musi posiadać wyraźnie dynamiczny wymiar, aby nie utracić kontaktu ze światem, a Kościół nie przerodził się w odrealnioną sektę.

Kościół winien mieć odwagę podejmować wyzwania płynące ze świata, w przeciwnym wypadku ryzykuje, że stanie się skamieliną, muzealnym reliktem. Musi to czynić nawet za cenę błędu. To że takie błędy miały miejsce, nie tylko w praktyce, ale i w teorii, która miała usprawiedliwiać działanie, świadczy milenijne „mea cupla” Jana Pawła II. Poprzez ten znamienny gest, Kościół dał wyraz, nie tylko temu, że jest grzeszny, że popełniał błędy, że przyjmował jako pewnik fałszywe założenia, ale również, że nie jest zadufany w sobie, wręcz przeciwnie jest zdolny do autorefleksji i autokorekty, ale przede wszystkim, że jest zdolny do twórczego dialogu z Bogiem i światem.

Bóg przemawia do nas na różne sposoby dlatego „zmiana świadomości społecznej” nie jest wstydliwym kontekstem dla zmian w Kościele, raczej musi być odczytywana jako znak czasu, przez który Bóg przemawia do nas, i jako taki może być wystarczającym, choć jak można się przekonać nigdy jedynym, motorem zmian.

Jest oczywistym, że Kościół nie „nie fabrykuje dogmatów”, i nie może ich dowolnie zmieniać ani tym bardziej ulegać koniunkturze. Natomiast Kościół nie może wyzbyć się dynamizmu płynącego z faktu, że jest w świecie znakiem żywego Boga, stąd wciąż na nowo musi z entuzjazmem poszukiwacza pereł czerpać ze skarbnicy słowa Bożego, oraz na podobieństwo ojca rodziny, wydobywać ze swego skarbca rzeczy nowe i stare (por. Mt 13,25).

Papież Franciszek swoją decyzją o zmianie w nauczaniu na temat kary śmierci wypełnia program, który wyznaczył w Evangelii gaudium (24), aby być „primerear”, to znaczy, aby podjąć inicjatywę. Tym samym realizuje misję Kościoła, który ma być  znakiem Boga obecnego w historii, ale i przewodnikiem wyznaczającym nowe szlaki. Nie zawsze się to udawało. Zwłaszcza w erze modernizmu, gdy Kościół nie bez powodu był postrzegany jako hamulcowy przemian, uwikłany w polityczne interesy, ze swoją statyczną teologią, oraz negatywną oceną świata, nie był w stanie zobaczyć tego, co na horyzoncie. To zlaicyzowany świat nadawał ton dokonujących się przemian. Kościół coraz bardziej mijał się ze światem,.ze swoją polityką potępień stawał się omylny nie przez zmiany, ani przez ciągłe potępianie zmian, ale przez ich brak. Nieomylność bowiem ciągłe wsłuchiwanie się w to, co „mówi Duch”, a mówi również przez świat.

Kościół, jeżeli ma być solą dla ziemi musi wykazać się wrażliwością na znaki czasu, na to, co „mówi Duch” (por. Ap 2,7) i wciąż na nowo odczytywać i reflektować nad Ewangelią. Relektura Ewangelii to powinność każdego pokolenia Kościoła, a nie raz na zawsze odrobione zadanie. Rozwój dogmatu, to nie modernistyczna herezja, ale przykład hermeneutyki ciągłości, na którą wskazywał Benedykt XVI, definiując ją jako syntezę „wierności i dynamizmu” (Benedykt XVI, Przemówienie do Kurii Rzymskiej, 22. 12. 2005 r.). Bez tej wewnętrznej dynamiki Kościołowi grozi utrata kontaktu ze światem. A po co Bogu Kościół, który utraciłby zdolność komunikowania?

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.