Posted on: 21 lipca 2013 Posted by: ks. Andrzej Perzyński Comments: 0

XVI Niedziela Zwykła

Pod dębami Mamre Abraham otrzymuje obietnicę syna. Znana jest historia Abrahama i jego syna Izaaka. Ta historia to czas budowania ze strony ojca relacji wewnętrznej z synem. Oto jego syn, jego dziecko. W całej jego bezbronności – jego. Ale wkrótce potem, a może nawet jednocześnie, przyszło zaskoczenie: inny. Podobny i zaskakująco inny. Coraz bardziej inny, z wypisanym na czole własnym losem. Po krótkim powitaniu syna przez ojca wszystko zaczyna być pożegnaniem.

Ojciec wierzy w syna i syn wierzy w ojca, a dwie te wiary są wyrazem jednej miłości. Ojciec potwierdza swą wiarą w syna własną ojcowską tożsamość i tym bardziej, niejako na co dzień, staje się ojcem, czyli sobą. I syn wierzy w ojca. Nie jest to jednak taka sama wiara. Syn musi stać się sobą, a jego „bosość” polega na tym, by oderwać się od ojca. Musi zobaczyć, że jest inny, coraz bardziej inny. Doświadczenie inności przychodzi z obu stron.

Podkreślając inność, syn podkreśla jednak również swe synostwo, bo jest to inność w podobieństwie. Tym samym potwierdza także ojcostwo ojca. Nie tylko ojciec „rodzi” syna, także syn „rodzi” ojca. Obaj „wierzą” w siebie, ale ich „wiara” jest pełna niespodzianek, zaskoczeń i napięć. Gdzie jest źródło tych napięć? Źródłem jest wolność. Możemy obserwować, jak w relacje miedzy ojcem i synem wkracza powoli doświadczenie wolności. Bez wolności ani syn nie byłby synem, ani ojciec ojcem, ani nikt nie byłby sobą. Wolność oznacza, że trzeba wybierać. Nieustannie trzeba wybierać. Wzajemne wybranie – oto jedyna więź możliwa między tymi, którzy są inni. „Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę” Wybór uczyniony na wieki i powtarzany w każdej chwili to wierność.

Wiara jest w istocie wiernością. Nie ma jednak wierności bez prób wierności. Wierność musi wiedzieć, czym jest, i do tego potrzebna jest próba. Próba polega na porzucaniu. Człowiek próbuje: syn porzuca ojca i staje się synem marnotrawnym. Doświadczenie inności dochodzi do zenitu. Potem wraca, by potwierdzić synostwo. Ojciec trwa w wierności. Bardzo trudno przestać być ojcem. W życiu bywa jednak rozmaicie. Bywają ojcowie, którzy wyrzekają się synów, i synowie, którzy wyrzekają się ojców. Uważają, że na tej drodze odzyskają swą tożsamość. W chrześcijaństwie inaczej: ono proponuje nam, abyśmy ufali, że można być synem i sobą jednocześnie – potwierdzając inność, nie gubić synostwa.

Powiada E. Lévinas: religia to więź, która „nie konstytuuje całości”. Całość to totalité. Słowo to kojarzy się z totalitaryzmem. Więź religijna może łatwo zamienić się w więź „totalizującą”. Ojciec staje się wodzem, a syn częścią maszerującego oddziału. Z relacji znika wolność, a wiernośc jest zastąpiona pozorem wierności. I wtedy więź między człowiekiem a człowiekiem zaczyna przypominać więź gatunkową. Jak każdy z nas przynależy do gatunku ludzi, tak ma przynależeć do całości kierowanej przez kogoś, kto udaje ojca. Kim jest wtedy ten, kto wierzy? Jest przedstawicielem „gatunku katolików”.

Więź religijna jest więzią z tym, kto jest inny. Jak syn. Jak ojciec. Jak Bóg dla człowieka. Jak człowiek dla Boga. Inny, a przecież swój; ten kogo się nie da, kogo nie można zamknąć więzieniu tego samego gatunku, tego samego państwa czy nawet tego samego Kościoła.

comments

Leave a Comment