Odwiedź nas w:

Berlinie | Białymstoku | Bielsku-BiałejBrukseli | BydgoszczyChojnicachGliwicach | Grudziądzu | Kędzierzynie-KoźluKoszalinieKrakowie | Lipsku | Londonie | LublinieŁodzi | Olsztynie | OsloParyżu | Poznaniu | Rzeszowie | SłupskuSzczecinie | TarnowieTrójmieście | Warszawie | Wrocławiu | ZamościuZielonej Górze

ZOSTAŃ KLUBOWICZEM | ZAŁÓŻ KLUB | WESPRZYJ NAS!

comments

Nadchodzące wydarzenia:

  • 21 listopada 2019 17:00O Tożsamości wg Rohra w Poznaniu
  • 21 listopada 2019 17:00EuroSzkoła. Spotkanie z dr Mają Megier w Koszalinie
  • 21 listopada 2019 18:00Fizyk, filozof, reżyser - spotkanie z Krzysztofem Zanussim
  • 21 listopada 2019 19:00Kraków: spotkanie z o.Wacławem Oszajcą i Damianem Jankowskim
  • 22 listopada 2019 08:00Oszajca i Jankowski w Kędzierzynie-Koźlu
  • 22 listopada 2019 16:30Kawiarenka Klubu "TP" w Krakowie
  • 22 listopada 2019 17:00Dyskusja o filmie „Boże ciało” Jana Komasy
  • 22 listopada 2019 18:00Buddyzm a chrześcijaństwo
  • 22 listopada 2019 18:00Dysputa "Co z tym Lutrem?"
  • 23 listopada 2019 11:00Gliwice: spotkanie z o. Oszajcą i D. Jankowskim
AEC v1.0.4

Sprawdź pełną listę wydarzeń.

jola_elkanMt 22, 1-14

Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu:
«Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść.
Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: „Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę”. Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa; a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy ich, pozabijali.
Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. 

Wtedy rzekł swoim sługom: „Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami.
Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego
„Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?”. Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: „Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.
Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».

Królestwo Niebieskie podobne jest…

Za każdym razem, gdy w przypowieści przybliża nam Jezus Swoje Królestwo

inny maluje obraz.

Tym razem nawiązuje do Izajaszowego opisu uczty na górze, którą w Czasie Ostatecznym Pan przygotuje dla każdego. Tłuste, pożywne mięso, wyborne wino, wysoka góra, uczta dla wszystkich ludów! Smakowity opis uczty uwieńczony jest niezwykła obietnicą: Pan zniszczy śmierć, otrze łzy i zedrze zasłonę- całun z ludzkich oczu. Upragniony czas! Szczęśliwe wydarzenie! Pełnia życia nasyconego, wiecznotrwałego, gdy Bóg zaspokoi każdą naszą potrzebę i spoglądać będziemy na Niego Twarzą w Twarz. Słowem cel, ku któremu powinniśmy zmierzać z radością i pośpiechem.

W przypowieści Jezusa, Król wyprawia wesele Synowi, uczta, równie smakowita i sycąca jest już gotowa, a goście uprzedzeni o tym radosnym wydarzeniu- są właśnie zapraszani.

I tu przestajemy rozumieć.

Czemu zaproszeni wolą swoją szarą codzienność od wspaniałości ucztowania z Królem? Czemu tak uparcie wzbraniają się przed szczęściem? Czemu mordują niewinnych tego szczęścia zwiastunów ?

W podobnej nieco opowieści o robotnikach dzierżawiących winnicę jest jakieś ziarno okrutnej racjonalności: możemy zrozumieć, że niegodziwcy chcą zawłaszczyć tę winnice dla siebie. Natomiast brutalność, a nawet bestialstwo zaproszonych na ucztę, są zupełnie bezinteresowne i przez to kompletnie niezrozumiałe.

Niestety, Król, który najpierw zapraszał, a potem, uniesiony gniewem, zgładził niewdzięczników i spalił miasto, nie wydaje się być wcieleniem dobroci i miłosierdzia.

Dalszy ciąg wcale nie pomaga w zrozumieniu wydarzeń.

Król znalazł się w przykrej sytuacji. Żal zmarnować tyle dobrego jedzenia! Wybrani goście zabici (a i tak by nie przyszli), więc zaprasza byle kogo, niejako z łapanki. Dobrych i złych. Skoro tak, można się spodziewać, że nie będą specjalnie wystrojeni. Tymczasem w przypadkowym tłumie zgarniętych na ucztę, tylko jeden, jedyny nie miał weselnej szaty. Czy nie można by mu odpuścić? Tymczasem spotyka go tak radykalna i bezwzględna kara.

Wzdragamy się przed takim, dosłownie rozumianym, obrazem Królestwa.

A jednak spróbujmy co nieco z tego zrozumieć.

Przypowieść skierowana przede wszystkim do uczonych i kapłanów. Nie tylko tamtych, sprzed dwóch tysięcy lat, ale i do nas, współczesnych, którzy myślimy o sobie, żeśmy uczeni i sprawiedliwi.

A opowiada Ten, który przyjął ludzkie ciało, wszedł w ludzkie ograniczenia i nędzę, aby zbawić swoje ukochane stworzenie. Królewski Syn, który nie tylko zaprasza nas na ucztę, ale umarł za nas, żebyśmy WSZYSCY mogli mieć życie w obfitości. Syn, który „cierpiał za nasze grzechy, przyjął na siebie nasze winy” gdyż o własnych siłach nigdy byśmy nie dotarli na Górę Uczty i nie potrafilibyśmy przekroczyć progu Królestwa.

CI z nas, którzy są bardziej obdarowani, studiują Pismo, pełnią służbę Bożą powinni pierwsi, żarliwie i pospiesznie odpowiedzieć na Boże zaproszenie. Na miłość odpowiada się miłością. Jeśli zamykamy serce, nie widzimy potrzebującego, krzywdzimy słabszego i wynosimy się nad innych, zadufani w naszą pobożność i praktyki; jeśli trzymamy się kurczowo własnych pomysłów na zbawienie – zamykamy uszy na miłosne wezwanie Boga. Zabijamy w sobie głos Jego posłańców i sami zmierzamy ku śmierci. Ogień Jego Miłości musi przetrawić nas do cna, wypalić samozadowolenie, i pychę, zabić w nas starego człowieka, by uratować dla wieczności nieśmiertelne ziarno Dobra, królewski dar. Dopiero w popiele tego Bożego pożaru zabłysnąć może nasz ukryty diament.

Zaproszenie wszystkich, dobrych i złych, zgodne jest z zamysłem Bożym. Ci, którzy uwierzyli Miłości, zaskakującej i niezasłużonej, zaufali jej i przyjęli ją całym sercem z wdzięcznością i zachwytem, znając swoją grzeszność, tym samym zamienili swoje łachmany na weselną szatę.

A ten nieszczęśnik, który jej nie miał? Może zagłuszał głos Boga w sobie, może go nawet nienawidził i stłumi go całkiem, więc jego szata była dość plugawa, a on udawał, że tego nie widzi. Może jego samozakłamanie było tak głębokie, że rzeczywiście nie widział i czuł się uprawnimy do wejścia. Może dopiero pytanie Gospodarza uświadomiło mu, że wszedł tu nieoczyszczony – i zaniemówił.

Chcę wierzyć, że ten ogień, w który go wrzucono przepalił jedynie owo samozakłamanie, fałszywą wiarę, ukazał mu prawdę o nim samym i uzdolnił go do założenia szaty łaski.

Bo kto z nas potrafi do końca stanąć w prawdzie? Kto z nas nie przymyka mniej lub bardziej oczu na własne plugastwo, by nie psuć sobie dobrego samopoczucia?

Wypalając to, co w nas samozakłamaniem i niemiłoscią, Pan zdziera z naszych oczu zasłonę, ratuje od śmierci, chwyta w ramiona i odziewa szatą weselną. Swoją własną.

 

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.