Posted on: 30 września 2013 Posted by: Aleksandra Francuz Comments: 0

lesmian„— Nigdy nie wiadomo, gdzie się bajka kryje! — zawołał Ali-Baba, oglądając skałę. — Zdawało mi się dotąd, że bajki najczęściej kryją się w strumieniach, kwiatach, gwiazdach i w obłokach. Na skały zaś patrzyłem zazwyczaj jak na rzeczy martwe, puste i bez bajek. Tymczasem pierwsza bajka, do której w życiu się zbliżam, ukryła się w skale.”

Bolesław Leśmian

Pretekstem do rozważań nad studium koloru stała się dyskusja prowadzona nie tylko w środowisku krakowskich konserwatorów zabytków, ale i w lokalnych mediach. Dyskusję natury czysto estetycznej zainicjowały prace nad odnowieniem drzwi do katedry na Wawelu. Natrafiono na relikty malachitu, na prabarwę, by tak rzec. Zastanawiano się bowiem, czy owa niezaprzeczalna reprezentacja średniowiecznej historii jest barwą szlachetną. Czy nie okaże się zanadto krzykliwa? W pamięci nosimy przecież dostojną czerń wrót do katedry. Przy okazji przypomniano szerszej publiczności znaczenie słowa „malachit”. Niemniej pole semantyczne wyrazu zawężono, i malachit zlał się z kolorem zielonym. Ta feeria odcieni, w jakich odbija się malachit, te turkusy i cynowe niuanse miedzi, te błyski i prześwity zieleni i błękitu, znaczą już tylko pospolicie i nie dość: „zieleń”. A przecież można by w tej wygładzonej surowości koloru dojrzeć prabarwę pni z Leśmianowskich „bajek – straszek” „Klechd sezamowych”, pejzaże łąk z zaśpiewań poetyckich Baczyńskiego „Znów wędrujemy” w wykonaniu Turnaua. Stojąc u malachitowych wrót do transeptu, malejemy wzrastając.

comments

Leave a Comment