Posted on: 7 sierpnia 2012 Posted by: Monika Malessa-Drohomirecka Comments: 3

„Poraził mnie raport ze szpitala psychiatrycznego dla nieletnich w Radomiu” – wyznała Józefa Hennelowa na sierpniowym spotkaniu w Herbewie, które było kolejną inicjatywą Krakowskiego Klubu „ Tygodnika Powszechnego”.

Tym wyznaniem przypomniała się zebranym jako autorka felietonów w „TP”, w których przez lata celnie punktowała naszą rzeczywistość.

Okazją do spotkania prowadzonego przez dr. Piotra Winskowskiego, stała się książka jej autorstwa pt. „Otwarty bo powszechny. O Kościele, który może boleć”. Książka ważna dla wszystkich: wierzących i niewierzących, księży i świeckich, dla szeregowych „wyrobników” kościoła i jego hierarchów. Książka odważna – bo mówiąca otwarcie o słabościach i zjawiskach negatywnych w polskim Kościele katolickim – dobrze znanych, czasami fragmentarycznie opisywanych , lecz wciąż kwitowanych milczeniem przez hierarchów. Książka wiarygodna, bo napisana przez osobę głęboko wierzącą, nie traktującą jednak wiary jak raz osiągniętego błogostanu , lecz drogę z przeszkodami, którą trzeba wciąż odnajdywać.

I ten charakterystyczny rys jej myślenia obecny w książce dał się także zauważyć w refleksjach, którymi dzieliła się w trakcie spotkania.

Chrześcijaństwo stoi wobec trudnych, „wzbierających” wyzwań naszych czasów. Czy zdoła na nie odpowiedzieć?

Trzeba wciąż szukać – nie zadowalać się gotowymi formułami.

Na pewno nie prowadzą do celu popularne protesty zbiorowe – nie sprzyjają one szukaniu mądrości ani zamyśleniu.

Dlatego idea „Dziedzińca pogan” – cyklicznych spotkań ludzi o różnych światopoglądach –może się sprawdzić pod warunkiem, że obejmie szersze rzesze, a nie tylko elity. Wtedy może być szansa na dialog.

Trudno jednak dialogować z fundamentalistami, na których J.Hennelowa patrzy z niepokojem.

To „generacja ludzi głęboko fundamentalnych”, dzieląca świat na dobrych i złych, która inaczej myślących uważa za wrogów i wyklucza z nimi wszelki dialog.

Największy sprzeciw autorki wyzwala ich hipokryzja – sposób działania przeczący wartościom, których bronią.

To prawda, można dziś napisać i wykreować wszystko – stwierdziła odpowiadając na pytanie o siłę mediów w kreowaniu rzeczywistości. – Brak rzetelnych przeglądów prasy powoduje, że odbiorca zdany na komunikat w internecie lub na obrazek w telewizji może poczuć się zagubiony. Tym bardziej dziwi ogólnikowość w postawie Episkopatu wobec mediów katolickich. Wywołuje także sprzeciw uznanie ich upolitycznienia za przejaw troski o wolność słowa. Przecież wiąże się ona organicznie z odpowiedzialnością za słowo.

Wyznaje, że lęk był jej przez większość życia obcy. Teraz dopiero staje się także jej doświadczeniem.

Budzi go los ludzi zmuszonych wojną lub innymi zagrożeniami do opuszczenia swego kraju, budowa murów, które przekreślają porozumienie między narodami.

Czytany ostatnio raport ze szpitala psychiatrycznego dla nieletnich w Radomiu z ostrością przypomniał o przestępczości młodzieży. To problem wywołany między innymi brakiem właściwej opieki nad dziećmi i deficytem miłości. Nie wystarcza dać życie.

Wachlarz poruszonych w Herbewie zagadnień i problemów był bardzo szeroki. I wszyscy mieli świadomość, że jest to tylko cząstka spraw, które wciąż zaprzątają uwagę Józefy Hennelowej.

Zabrakło czasu na nurtujący ją problem głębokich podziałów katolickiej wspólnoty, rozpad więzi między jej członkami, wiele negatywnych zjawisk w kościele jako instytucji.

Kościół katolicki czeka przełom na miarę Soboru Watykańskiego II. Idea okrągłego stołu – jako zamysłu jedynie politycznego – nie wystarczy.

Przekonaniu temu autorka daje wyraz także w swej książce, powołując się na apel teologów Kościół 2011: konieczny przełom”.

Książka znalazła wielu czytelników wśród świeckich. Jest ważnym głosem człowieka zatroskanego o kościół. Reakcja środowisk kościelnych – jak wynika z wypowiedzi samej autorki – jest na razie  znikoma.

 

 

 

 

 

comments

3 People reacted on this

  1. Chciałabym serdecznie podziękować Pani Józefie Hennelowej za wspaniałą książkę pod której wrażeniem pozostaję od kilku dni. Czytając ją miałam wrażenie, że słyszę swoje własne myśli i refleksje, z którymi codziennie dzielimy się w gronie rodzinnym. To dla mnie najważniejsza książka od lat. Jeszcze raz z całego serca dziękuję.

  2. Mnie też nie udało się być na spotkaniu z panią Hennelową, choć bardzo chciałam,jako jej wieloletnia czytelniczka. Dołączam się do uwag p. Jolanty Elkan. Czy jest szansa na spotkanie z Józefą Hennelową w Warszawie? Może warszawski Klub Tygodnika da radę je zorganizować? Pozdrawiam, Krystyna Engelking

  3. Szkoda,że nie mogłam być na tym spotkaniu. Dziękuję autorce tekstu za obszerną relację. Pani Hennelowa była i jest zawsze dla mnie- żywym sumieniem Kościoła. Jej felietony w Tygodniku zawsze celnie zwracały uwagę czytelnika na sprawy bardzo ważne, które mogły umknąć w powodzi krzykliwych informacji; na dobre, medialnie niewidoczne inicjatywy, szczególnie te ciche, w małych miejscowościach, i na ludzi szlachetnych, bezinteresownych, działających tam, gdzie to najbardziej potrzebne, a w końcu na to, ze i w Tygodniku czasem tego i owego ponosi swada pisarska – i krzywdę niechcący może nią uczynić…Głębokie zatroskanie o Kościół jako całość łączy Pani Henelowa z ogromna moralną wrażliwością na konkret, na szczegół, a przede wszystkim na konkretnego człowieka, głównie potrzebującego. Zawsze chciałam jej za to podziękować. Co niniejszym, czynię.
    Pozdrawiam serdecznie
    Jolanta Elkan-Wykurz

Leave a Comment