Posted on: 7 września 2013 Posted by: ks. Bartek Rajewski Comments: 0

XXIII Niedziela Zwykła
(Łk 14,25-33)
Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.

Kilkanaście dni temu do drzwi kancelarii parafialnej jednej z londyńskich parafii zapukała zaniepokojona kobieta. Była matką nastoletniej uczennicy jednej z londyńskich katolickich szkół. Jej córka została zawieszona w prawach ucznia, zagrożono jej nawet relegowaniem ze szkoły. Za co? Dziewczynka wyraziła wobec nauczyciela swoje zdziwienie obecnością w jej katolickiej klasie muzułmanki ubranej w tradycyjny hidżab. Oskarżono ją o brak tolerancji i rasizm, a konsekwencjami straszono nawet rodziców. Nie jest łatwo być chrześcijaninem. Assi Bibi – pakistańska chrześcijanka skazana na śmierć z powodu domniemanego bluźnierstwa przeciwko Mahometowi. Rimsha Masih – dwunastoletnia pakistańska chrześcijanka, aresztowana przez policję za rzekome znieważenie Koranu. Chiny, Wietnam, Pakistan, Indie, Izrael, Palestyna, Izrael, Irak, Syria… Dramat naszych sióstr i braci, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie, wciąż trwa: utrata pracy, więzienie, mordy, zamachy, spalone kościoły, opustoszałe domostwa, niekończąca się tułaczka – to cena bycia wyznawcą Chrystusa. Życie w cieniu krzyża.

„Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem” (Łk 14, 27) – to mocne słowa, które – czy tego chcemy, czy nie – prowokują nas do refleksji, budzą w nas jakiś dziwny niepokój. Jest to wymóg sformułowany bardzo konkretnie, dobitnie, klarownie i prosto. Nie możemy więc uciec w naszym dzisiejszym zamyśleniu nad Bożym Słowem od refleksji nad jakością naszego chrześcijańskiego życia i rolą, jaką spełnia w nim krzyż.

Zacznijmy od Krzyża. Bardzo często kojarzy się on nam z niezawinioną chorobą, cierpieniem, rodzinną tragedią, osobistym dramatem, niesprawiedliwością. Czy jednak do dźwigania takiego krzyża próbuje przekonać w dzisiejszej Ewangelii Jezus tych, którzy chcą za Nim kroczyć? Wydaje się, że raczej nie. Krzyż, o którym mówi Jezus to przede wszystkim twarde wymogi, warunki jakie powinien spełnić Jego uczeń. Krzyż ucznia Chrystusa bardzo często jest owocem bycia człowiekiem radykalnym, czytelnym, transparentnym, bezkompromisowym, wiernym obranym wartościom. Taka postawa chrześcijan nierzadko powoduje, że są poniżani, wyśmiewani, odrzucani (nawet przez najbliższych), dyskryminowani, a nawet prześladowani. Kto jest zdolny do takiej postawy? Tylko ci, dla których Bóg jest najważniejszy, którym miłości do Boga nie jest w stanie przysłonić nikt inny, ani nic innego, nawet miłość do „ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr” (por. Łk 14,26).

Czy tak jest w naszym życiu? Typowy współczesny katolik to człowiek, który traktuje swoją „wiarę” bardzo powierzchownie, jako dodatek do życia – swoiste „ubezpieczenie” w razie „gdyby coś poszło nie tak”. Kościół dla niego to nierzadko towarzystwo wzajemnej adoracji. O krzyżu nie może być mowy! Kiedy doświadcza niepowodzenia, mniejszej lub większej tragedii – uznaje to za krzyż, dziwi się, że „wiara” go przed nieszczęściem nie ochroniła, a na ławie oskarżonych sadza Boga, który przecież nie wywiązał się z umowy o ubezpieczenie: „Ja Ci Panie Boże zdrowaśkę, Ty mi zdrówko; ja Ci mszyczkę w niedzielę, Ty mi szczęście i powodzenie”. Jakakolwiek ofiara, poświęcenie – nie wchodzi w grę. Nie brakuje dzisiaj aktów cichej apostazji: „Chodzę do Kościoła w niedzielę, daję na tacę, uważam, że jestem w porządku i nikt nie ma prawa ode mnie wymagać niczego więcej”. Każda najmniejsza uwaga, że w chrześcijaństwie chodzi o coś więcej, spotyka się z agresją. Czy na tym polega chrześcijaństwo? Czy tak wygląda życie ucznia Chrystusa?

Uczniowie Chrystusa to ludzie podejmujący krzyż codziennej i bezkompromisowej walki o wierność Mistrzowi i Jego Kościołowi. Ten krzyż można zrozumieć tylko i wyłącznie dzięki pochodzącej od Ducha Św. mądrości prawdziwej, która nawet w najtrudniejszym doświadczeniu pomaga dostrzec zamysł Boży, o czym słyszeliśmy w pierwszym czytaniu (Mdr 9, 13-18b). Wyjątkowym świadkiem takiej postawy jest św. Paweł – autor czytanego przez nas w dzisiejszej liturgii Listu do Filemona (Flm 9b-10.12-17), który to List został przez Apostoła Narodów napisany właśnie w rzymskim więzieniu.

Możemy zastanawiać się skąd czerpią nadzieję chrześcijanie, którzy doświadczają prześladowań? Tę nadzieję czerpią z krzyża, bowiem to właśnie krzyż jest znakiem obecności Boga. Żyjąc w cieniu krzyża, mają świadomość, że ich cierpienie ma sens, że nią są sami, ponieważ jest z nimi Bóg. Dzisiejsza Ewangelia jest trudna i wymagająca. Nie przestaje być jednak dla nas dobrą, radosną nowiną: tam gdzie jest krzyż, tam także jest Bóg. Życie w cieniu krzyża, to życie w cieniu Boga.

comments

Leave a Comment